LIST

MAGDA KACZMARCZYK

LIST

Tchórz wiele razy umiera, nim umrze; Człowiek waleczny kona tylko raz. Ze wszystkich dziwów,

o jakich słyszałem,

Najbardziej zdumiewał mnie jeden: Że ludzie boją się śmierci, choć wiedzą, Że musi nadejść

prędzej czy później.”

William Szekspir, Juliusz Cezar

akt II, scena II (przeł. Stanisław Barańczak)

Skoro ten list ujrzał światło dzienne oznacza to, że nie ma mnie już na tym świecie. Dlaczego? Ponieważ dokonałam aktu uwolnienia się poprzez… ale o tym za chwilę.

Mam 35 lat… jestem pisarką… czy raczej kimś kto pisze w zasadzie dla przyjemności, bo kasa raczej jest z tego marna… przynajmniej jak na moje nieskromne potrzeby. Lubię jednak nazywać siebie pisarką. To takie uczucie jakby robiło się coś dla świata, przekazywało swoje przemyślenia i doświadczenia innym… nawet jeżeli niewiele osób je przeczyta, a jeszcze mniej zrozumie. W każdym razie mam na swoim koncie kilka utworów literackich różnego gatunku i to właściwie wszystko co po mnie pozostanie… gdyż majątku po sobie nie zostawiam… podobnie jak opłakującej mnie rodziny czy też przyjaciół.

Pomysł, że coś w moim życiu jest nie tak przyszedł mi do głowy kiedy miałam dziesięć lat. Moja rodzina była pokazowo religijna więc chodzenie do kościoła i na religię nie podlegało żadnej dyskusji. Zresztą w tamtym czasie nie przedstawiało to dla mnie większego problemu. Wychowywałam się więc w duchu katolickim, nie byłam jednak bezwolnym baranem… raczej dociekliwym słuchaczem zadającym zbyt wiele pytań. Gdy miałam dziesięć lat zainteresowały mnie dwie rzeczy: po pierwsze zmartwychwstanie Jezusa w kontekście teorii reinkarnacji całkowicie negowanej w kościele katolickim, a także wizja piekła przedstawionego przez kościół jako wieczne męki. Jakkolwiek z pierwszym moim pytaniem dorośli nie mieli problemu, gdyż nie miałam wystarczającej wiedzy czy też przykładów… ani właściwie żadnej konkretnej teorii, tak z piekłem nie poszło już tak łatwo. Na próbę dość mętnej i pokrętnej odpowiedzi na pytanie gdzie to piekło miałam swoją teorię: piekło jest na ziemi. Niezrażona protestami dorosłych zapytałam, że skoro wszyscy jesteśmy równi dla Boga i wszystkich kocha tak samo to dlaczego nie mamy równego startu? Dlaczego nie urodziłam się jako dziecko w afrykańskim buszu, które z wydętym brzuszkiem umiera z głodu? Czym to dziecko zawiniło Bogu, że tak jest potraktowane? W czym jestem od niego lepsza? Dlaczego ono cierpi, a ja mam dom? Nie chodziło mi o to, że miałam przemożną potrzebę cierpienia… raczej empatię i ogromne poczucie niesprawiedliwości… i pierwsze myśli, że coś jednak z tym życiem jest nie tak. Z powodu braku zadowalającej mnie odpowiedzi zaczęłam szukać na własną rękę. Efektem tego było dość mocne zaangażowanie się w ezoterykę a także całkowite odejście od kościoła katolickiego poprzez złożenie aktu apostazji na dzień przed moimi trzydziestymi urodzinami. Dlaczego o tym wszystkim piszę? Po to, aby nikt samozwańczo nie wpadł na pomysł zamówienia mszy w intencji mojej duszy. Drodzy Państwo przytaczając słowa jednego z moich ulubionych poetów Juliana Tuwima: „Dla oszczędności zgaście światło wiekuiste, gdyby kiedyś miało mi zaświecić”.

Od kiedy zaangażowałam się w ezoterykę zaczęłam widzieć więcej i czuć więcej… niestety nie wszystkim to się podobało. Kiedy zaczęłam o tym pisać… no cóż, kolejne osoby dziwnie zaczęły na mnie patrzeć. Kiedy zaczęłam mieć rozwiązanie na każdy problem, wtedy rozpętało się prawdziwe piekło. Zrozumiałam, że większość ludzi nie szuka rozwiązania swojego problemu tylko kogoś, na kogo będą mogli ten problem zrzucić. Załatwienie sprawy samemu w ogóle nie wchodzi w grę… bo nie o to chodzi żeby problem załatwić tylko, żeby o nim marudzić… mieć podstawę do bycia nieszczęśliwym!! Wzięcie swojego życia we własne ręce było najlepszą rzeczą jaką mogłam zrobić. Jednocześnie zdałam sobie sprawę, że jestem w mniejszości… ludzie oddają odpowiedzialność za swoje życie tak zwanym specjalistom; lekarzowi powierzają zdrowie, nauczycielowi wychowanie swoich dzieci, a księdzu swoje sumienie. Aha i oczywiście gdy coś się nie powiedzie, bez żenady wieszają psy na winowajcy, co rzecz jasna nie przeszkadza im iść do niego ponownie w razie potrzeby. „Sam jesteś za siebie odpowiedzialny” a także „zawsze jest tak jak ty chcesz, bo to ty wyznaczasz kierunek i wydajesz polecenia” – takie stawianie sprawy w obliczu biadolących nad swoim losem ludzi spowodowało, że ich liczba wokół mnie zmalała do garstki masochistów, którzy jeszcze ciągle chcą ze mną rozmawiać… w większości tylko po to, aby przekonać się, że jestem nienormalna i nie wiem co mówię… bo życie przecież wcale nie jest takie proste i oczywiste.

Niestety jednak muszę was rozczarować; życie jest proste, oczywiste i dokładnie takie jak je sobie wyobrażacie. Zastanówcie się nad swoimi myślami, słowami… również tymi rzucanymi na wiatr… to wy i tylko wy tworzycie swoją rzeczywistość!! Bez przerwy oglądacie nieszczęścia w telewizji, żyjecie w strachu o pracę, zdrowie i pieniądze, bez nadziei na lepsze jutro… bez perspektyw i bez prawdziwej radości. Kiedy zaczniecie myśleć pozytywnie i z radością witać każdy dzień, to się po prostu zacznie dziać. Ja tak właśnie żyję dlatego moje życie jest dla was niezrozumiałe! Zapytacie się dlaczego więc odchodzę skoro miałam takie doskonałe życie? Dlatego, że chcę czegoś więcej i jestem na to gotowa. Chcę wolności, prawdziwej wolności, którą może dać mi tylko śmierć. Byłam tam i widziałam… wiem co jest „po drugiej stronie”, już wiem jak być wolnym, kochać i być kochanym, bez całej tej otoczki obłudy, zazdrości, hipokryzji i głupoty. W tym świecie „wolność jest to uświadomiona konieczność” jak powiedział Karol Marks… nie chcę takiej wolności, bo taka wolność to żadna wolność!

„…prawdziwa wiedza często uświadamia nam, iż to, co uznawaliśmy za prawdę absolutną, jest niczym innym jak tylko naszą iluzją. Może jest tak, że to, co uważaliśmy za życie, śmierć, czas i przestrzeń, w rzeczywistości nie jest takie, jak do tej pory sądziliśmy. Prawda onieśmiela, zaskakuje, może wydawać się niewiarygodna. Bez najmniejszej wątpliwości wykracza poza najbardziej nieprawdopodobne mity i legendy…”

Maugenest Thierry „Manuskrypt Voinicha”

Moi drodzy, jeżeli czytacie mój list to właśnie w tym miejscu chciałabym was zapewnić, że było mi miło Was znać. Byłam dla Was nieszkodliwą wariatką, która błędnie uważała, że ma kontrolę nad swoim życiem. Nie musicie nade mną ubolewać… moja decyzja to nie akt desperacji, to akt wolności i niepodważalny dowód, że mam kontrolę nad swoim życiem, że jestem jedynym decydentem… nie poddałam się żadnej chorobie, żadnej presji, po prostu jedną decyzją zakończyłam pewien etap mojej bytności we wszechświecie.

 Przez całe życie byłam raczej zdystansowana do ludzi i tylko jedna, jedyna osoba mogła powiedzieć, że naprawdę mnie zna… choć też nie do końca. Nie było to dla mnie przykre… po prostu taka jestem. Mój dom zawsze był dla mnie ostoją i moją samotnią… nie lubiłam „gości” chociaż nikomu nie odmówiłam pomocy. Kiedyś zastanawiałam się dlaczego taka jestem, niby przyjacielska i otwarta, a jednak tak szczelnie zamknięta na ludzi. Teraz już wiem… po prostu od początku wiedziałam, że stąd odejdę. I przez cały czas podświadomie nie chciałam dopuścić aby ktoś przeze mnie cierpiał… przez to, że wybrałam wolność. Posiadanie rodziny i przyjaciół niezwykle utrudnia i czasem wręcz uniemożliwia podążanie za własnymi marzeniami… dlatego bez żalu się tego wyrzekłam. Wszystkie moje działania zmierzały do uwolnienia się… do wolności. Przepraszam wszystkich, którzy chcieli się ze mną zaprzyjaźnić, a ja uparcie trzymałam ich na bezpieczną odległość. Wiedzieliście o mnie dokładnie tyle ile chciałam żebyście wiedzieli.

Wiem, że już nigdy nie wrócę na Ziemię… nie dam się skusić pustymi obietnicami ani manipulacją, aby zejść tu ponownie. Doświadczenie, które zebrałam będąc na Ziemi wiele razy jest wystarczające, aby nigdy więcej tu nie wrócić.

Odnalazłam miłość swojego życia… tę, której szukałam przez wiele wcieleń. To mężczyzna, dla którego wolność jest równie ważna jak dla mnie. Być może zrobiliśmy to razem… nie wiem, bo każdy ma swój czas… mój już nadszedł, ale On ciągle czeka. Jeśli nie daje znaku życia to znaczy, że jest ze mną.

 Życzę Wam, abyście znaleźli swoją drogę… swoją prawdę… i swoją wolność… a potem wyzbądźcie się strachu…

Nie ma wolności dla człowieka, jak długo nie pokonał on strachu przed śmiercią.”

                                                                                                             Albert Camus

 Moim żywiołem jest powietrze i to właśnie ono zaniesie mnie ku wieczności, ku mojej wolności…

This entry was posted in Bez kategorii. Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>