„Przeznaczenie” czyli „Destiny” po polsku. Zapraszam :)

MAGDA KACZMARCZYK

PRZEZNACZENIE

opowieść o ludziach, którzy są aniołami

i o aniołach, którzy są ludźmi.

Kurwa! – Meg siedziała na kibelku i patrzyła na test ciążowy, pokazywał dwie kreski… co znaczyło, że jest w ciąży. – Kurwa, kurwa, kurwa! – powtarzała spanikowanym głosem. – I co ja mam teraz zrobić?! – wstała i spojrzała w lustro. Jej wielkie niebieskie oczy były pełne smutku, a długie blond włosy w totalnym nieładzie. – Jesteś w ciąży – powiedziała do siebie. – I jak do diabła mam o tym powiedzieć Jackowi.

Meg, wszystko w porządku? – usłyszała głos zza drzwi.

W porządku Karen, już wychodzę – odpowiedziała. – Pomyślę o tym później – dodała patrząc w lustro i wróciła do pracy.

Jesteś pewna, że wszystko gra? – Karen podeszła do jej biurka przyglądając się jej uważnie. Przyjaźniły się od podstawówki. Zawsze były razem, te same szkoły, ta sama praca. Meg była matką chrzestną pierwszego dziecka Karen. Karen miała troje dzieci i pracowała tylko cztery godziny dziennie. Według Meg, Karen powinna być modelką… miała śliczną buzię i świetne ciało pomimo trzech porodów… ale Karen wolała być po prostu żoną i matką pracującą na pół etatu w agencji reklamowej.

Później – odpowiedziała krótko.

Widzimy się wpół do piątej u mnie w domu – powiedziała Karen i odeszła zanim Meg zdążyła zaprotestować.

Meg westchnęła ciężko i wróciła do pracy.

O wpół do piątej stanęła przed drzwiami domu Karen.

Wchodź do środka, muszę wracać do Nicka – Karen otworzyła drzwi i za chwilę zniknęła w kuchni.

Ciocia! – z góry, z radosnym okrzykiem zbiegły do niej starsze dzieci Becky i Teddy. Becky była najstarsza, miała siedem lat i kochała Meg bardziej niż własną matkę.

Cześć dzieciaki – uśmiechnęła się i dała im słodycze.

Meg do mnie, dzieciaki na górę! – zakomenderowała Karen z kuchni.

Do zobaczenia później – szepnęła Meg i poszła do kuchni.

Karen karmiła ośmiomiesięcznego Nicka, cały stół był zalany zupą.

Zrób sobie kawę – zwróciła się do Meg – albo nie, weź herbatę, tak będzie lepiej – dodała po chwili.

Dlaczego? – Meg była zaskoczona. – Wolę kawę – zaprotestowała.

Ale nie twoje dziecko – spojrzała na nią znacząco.

Meg usiadła na krześle i schowała twarz w dłoniach.

Skąd wiesz? – zapytała cicho.

Nie wiem, może to szósty zmysł. Nie martw się, to najlepszy czas. Masz prawie dwadzieścia dziewięć lat, Jack trzydzieści jeden, najwyższy czas na dziecko uwierz mi – wsadziła Nicka do kojca i usiadła przy stole.

Nie sądzę – Meg potrząsnęła głową – Jack nie chce dziecka.

Karen machnęła ręką.

Oni wszyscy są tacy sami. Są przerażeni, bo boją się odpowiedzialności. Zobaczysz, że po pierwszym szoku będzie bardzo szczęśliwy… jak mój Martin.

Nie sądzę – powtórzyła Meg.

No dobra, to jak myślisz co on powie? – zapytała Karen.

Usuń.

Nie, nie, nie wierzę – Karen pokręciła głową. – To niemożliwe. Znam Jacka i wiem jak lubi moje dzieci, będzie wspaniałym ojcem.

Meg nic na to nie odpowiedziała. Nie mogła jej powiedzieć co Jack naprawdę myślał o jej rodzinie.

Muszę iść – podniosła się z krzesła. – Proszę nie mów Martinowi. Muszę to wszystko przemyśleć, a najpierw potwierdzić u lekarza.

Meg nie martw się – Karen przytuliła ją. – Wiem, że wszystko będzie w porządku. On będzie szczęśliwy, a ty będziesz wspaniałą mamą.

Tak, jasne – Meg przeszła do drzwi. – Do jutra – dodała i wyszła.

Meg wróciła do domu. Mieszkała z Jackiem od pięciu lat, a znali się od ośmiu. Kiedy zaczęli się spotykać obiecali sobie; żadnego ślubu, żadnych dzieci, żadnych problemów. Meg brała tabletki antykoncepcyjne i nigdy nic się nie wydarzyło… aż do teraz. W ubiegłym miesiącu miała rotawirusa i prawdopodobnie tabletki nie zadziałały. W każdym razie nieważne jak to się stało, problem w tym, że się stało! Usiadła na sofie w salonie i włączyła telewizor. Zaczęła oglądać „The fashion week”… piękne, szczupłe modelki chodziły po wybiegu… a potem spojrzała na siebie. – Mój Boże, co się stanie z moim ciałem?! Będę wyglądać jak wieloryb – stwierdziła z przerażeniem.

W tym momencie drzwi się otworzyły i stanął w nich Jack.

Cześć dziewczyno – zawołał.

Cześć chłopaku – odpowiedziała.

Jak się masz moja księżniczko, bo ja mam się bardzo, bardzo super – wszedł do salonu, usiadł koło niej i dał jej buziaka.

Meg zaczęła się śmiać. Uwielbiała, gdy Jack był taki szczęśliwy. W takich momentach wyglądał ja mały chłopiec, który wygrał główną nagrodę w loterii. Zresztą Jack zazwyczaj był zadowolony ze swojego życia. Miał dobrą pracę jako producent muzyczny, wielu popularnych znajomych, fajnie wyglądał… miał krótkie brązowe włosy, brązowe oczy, wysportowane ciało… ale co najważniejsze… był bardzo dobrym człowiekiem.

No dobra, to co się takiego wydarzyło, że masz się tak bardzo, bardzo super? – zapytała nie przestając się śmiać.

Podpiszemy bardzo, bardzo duży kontrakt i prawdopodobnie będę jechał do Australii na kilka miesięcy. Pojedziesz ze mną?

Jasne, czemu nie.

Ok, więc co teraz będziemy robić? – Jack przysunął się bliżej. Wiedziała, że ma już plan na wieczór.

Ty mi powiedz – odpowiedziała, ale zanim Jack zdążył coś powiedzieć zadzwonił jego telefon.

Jonny? – zdziwił się ale odebrał. – Cześć Jonny, co tam?

Meg siedziała blisko i patrzyła na niego z ciekawością.

Nie Jonny, jutro, nie mogę przyjechać dzisiaj – jęczał Jack.

To poważna sprawa. Powiedziałem NATYCHMIAST! – Jonny wrzasnął i rozłączył się.

Meg aż się wzdrygnęła. Usłyszała tylko „natychmiast”, ale to wystarczyło, żeby domyślić się, że sprawa jest naprawdę poważna.

Jack westchnął.

Muszę iść kochanie. Nie wiem co się stało, ale najwyraźniej Jonny ma duży problem. Wrócę szybko – pocałował ją i wyszedł.

Meg została sama. Wzięła książkę, ale nie mogła się skupić na czytaniu, bo cały czas myślała o dziecku. Co powinna zrobić? Czy powiedzieć Jackowi? Czy powinna jechać z nim do Australii? Wiele pytań… żadnych odpowiedzi. Nagle poczuła głód. – Moje dziecko chce jeść – westchnęła i poszła do kuchni. Zrobiła sobie kanapkę z dżemem malinowym i majonezem. – Jestem nienormalna, ale to jest pyszne – powiedziała sama do siebie. Po kolacji poszła na górę wziąć kąpiel. Mieli naprawdę dużą łazienkę z ogromną wanną i Meg uwielbiała się w niej kąpać… szczególnie z Jackiem. Kiedy siedziała w wannie i zamartwiała się o przyszłość, wrócił Jack. Nie przyszedł na górę, więc po kąpieli zeszła do niego. Siedział w kuchni ze szklanką whisky w dłoni.

Jack, wszystko w porządku? – podeszła do niego i położyła rękę na jego ramieniu.

Odwrócił głowę i spojrzał na nią. Na jego twarzy malowało się ogromne zmęczenie.

Nie jest w porządku, wszystko stracone. To koniec – odpowiedział.

Ale co się stało?! Nic nie rozumiem, co jest stracone? – dopytywała się.

Jack potrząsnął głową.

Nie mogę pojąć jak można być aż tak głupim… naprawdę nie mogę tego zrozumieć – ukrył twarz w dłoniach.

Meg kucnęła przy nim i pogłaskała go po włosach.

Jack, powiedz proszę co się stało? – zapytała ponownie.

Muszę odwołać całe tournee po Stanach Billy’ego Kida…

Ale dlaczego?! – przerwała mu.

Nie uwierzysz… odwołuje trasę bo jego żona jest w ciąży!! Pojmujesz?!! Straci tysiące funtów, my stracimy tysiące funtów… dlaczego? Z powodu dziecka!!

Meg zmroziło. Instynktownie położyła sobie rękę na brzuchu.

Nie wiedziałem, że dorosły człowiek może być tak głupi i nieodpowiedzialny – kontynuował. – Wiedział o tym tournée, to była jego wielka szansa na międzynarodową karierę. A teraz… wszystko stracone… dlaczego? Ponieważ jego żona jest w ciąży i on musi z nią zostać. Pieprzony dzieciak!! – Jack wypił whisky i rzucił szklanką o ścianę.

Meg wzdrygnęła się. Jack spojrzał na nią. Miał w oczach dużo agresji ale i zmęczenie.

Dzieci to klątwa, pamiętaj o tym. Jestem taki szczęśliwy, że jesteś ze mną. Kocham cię Meg i nigdy nie przestanę – pochylił się i pocałował ją. – Bądź grzeczną dziewczynką i przynieś mi więcej whisky. Będę pracował całą noc, bo muszę wysłać dużo maili do Stanów i odwołać całą trasę… całą półroczną trasę.

To jednak bardzo dziwne – zastanowiła się Meg podając mu whisky. – Dlaczego nie może jechać chociażby na część trasy?

Mnie nie pytaj. Powiedział, że ciąża jest zagrożona i ona się boi, że straci dziecko – wyjaśnił. – Powiedziałem mu, że mogą sobie zrobić następne dziecko, co za różnica? – Jack wzruszył ramionami. – Chodź do mnie Meg i obiecaj, że będziesz ze mną na zawsze… bez dzieci, bez całego tego bałaganu… tylko ty i ja… i obiecaj, że pojedziesz ze mną do Australii – przyciągnął ja do siebie i posadził na kolanach.

Meg przylgnęła do niego całym ciałem.

Kocham cię Jack i chcę być z tobą na zawsze – wyszeptała. – Ale nie możesz osądzać innych ludzi. Jeśli on chce zostać z żoną… to jego wybór. Może to dziecko jest ważniejsze od kariery, sławy, tournée i w ogóle wszystkiego. Ludzie mają różne priorytety.

Meg przestań! – Jack odepchnął ją od siebie – Myślisz, że on ma rację?! Mieliśmy umowę… myślę, że poświęcił swoją karierę i teraz zostało mu granie do kotleta w jakimś barze. Nasza firma zerwie z nim kontrakt!

Powiedziałam tylko, że to jego wybór.

Ok – Jack był zniecierpliwiony. – Zostaw mnie samego, muszę pracować – powiedział i nalał sobie kolejną szklankę whisky.

Jack, ja nie jestem przeciwko tobie – dodała Meg i poszła na górę. Położyła się na łóżku i myślała o dziecku. Miała nadzieję, że nie jest w ciąży… ale właściwie w to nie wierzyła. Wiedziała też, że nie może mu o tym powiedzieć… musi to załatwić bez niego.

Następnego dnia Jack wyszedł zanim wstała Meg. Nie miała pojęcia czy spał z nią czy na sofie w salonie. W każdym razie czuła się gorzej niż wczoraj. Była pewna, że nie może mu powiedzieć o dziecku. Po pierwsze musiała potwierdzić ciążę u lekarza. Zadzwoniła do przychodni i umówiła wizytę na popołudnie. Potem ogarnęła się i poszła do pracy. Dzięki Bogu Karen zaczynała o dziesiątej więc miała jeszcze dwie godziny spokoju.

Meg wiedziała, że w pracy dzieje się coś niedobrego… w ciągu ostatnich kilku miesięcy nie było zbyt wiele pracy… teraz powinny jej mieć naprawdę dużo i wręcz robić nadgodziny… ale było cicho… zbyt cicho.

Karen przyszła o dziesiątej i natychmiast podeszła do biurka Meg.

Powiedziałaś mu? – zapytała bez zbędnych wstępów.

Dzień dobry Karen, jak się dzisiaj miewasz? – zapytała Meg.

Oj przestań. Powiedziałaś mu czy nie? – zapytała znów.

Nie i nie zamierzam. Sama muszę to załatwić – odpowiedziała twardo.

Co chcesz zrobić? – Karen prawie krzyczała.

Później, nie chce o tym rozmawiać w pracy – Meg wzięła dokumenty, zostawiła zdziwioną Karen i poszła.

16:30 u mnie” Karen napisała wiadomość na kartce, przykleiła do monitora i wróciła do pracy.

O piątej Meg wciąż nie było więc Karen zadzwoniła do niej.

Tak? – Meg odebrała, ale mówiła bardzo cicho.

Gdzie jesteś? Zostawiłam ci wiadomość na monitorze – Karen również mówiła bardzo cicho.

Siedzę w przychodni. Zadzwonię jak skończę.

Mogę być u ciebie za piętnaście minut.

Meg wywróciła oczami.

No dobra – westchnęła i rozłączyła się.

Piętnaście minut później Karen weszła do przychodni i usiadła na krześle. Meg nie było, więc musiała być już w środku. Kilka minut później pojawiła się na korytarzu. Karen podeszła do niej.

Meg w porządku? – zapytała.

Nie – odpowiedziała. – Jestem w ciąży, ale usg jest popsute więc jutro muszę iść do szpitala. Zrobią mi usg i być może od razu aborcję.

Chodźmy stąd – Karen wzięła ją za rękę. – Pójdziemy na kawę i pogadamy – zdecydowała i wyszły.

Więc jesteś pewna, że nie chcesz powiedzieć Jackowi? – zapytała kiedy siedziały w kawiarni.

Nie mogę Karen. Myślałam, że mogę, ale po wczorajszych wydarzeniach jestem pewna, że to zniszczy jego i nasz związek – westchnęła Meg.

I myślisz, że aborcja nie zniszczy waszych relacji? – Karen popatrzyła na nią sceptycznie.

Kocham Jacka i zrobię dla niego wszystko. To tylko mój problem… ciąża i dziecko. Żadne z nas nie chciało dziecka więc nie widzę powodu, żeby utrzymać tę ciążę – Meg była bardzo zdeterminowana.

Jest jeden powód Meg – Karen była bardzo smutna. – Pod twoim sercem rośnie nowe życie. Ale jeśli taka jest twoja decyzja to pójdę z tobą jutro do szpitala. Jeśli to zrobisz, z pewnością będziesz potrzebowała pomocy.

Dziękuję Karen – w oczach Meg pojawiły się łzy.

Ale proszę cię Meg nie rób tego ot tak – Karen pstryknęła palcami. – To bardzo trudna decyzja i myślę, że masz kilka tygodni, żeby ją podjąć.

Ok, przyrzekam – szepnęła.

Proszę nie myśl już teraz o tym – Karen uśmiechnęła się. – Mam wolny wieczór więc może wybrałybyśmy się na zakupy albo do kina. Co o tym myślisz?

Jasne, czemu nie – zgodziła się. – Jack jest ciągle w pracy… i w sumie dobrze, bo wolałabym nie być teraz zbyt blisko niego. Boję się żeby czegoś nie zauważył… to znaczy… to twój wieczór więc ty powiedz co chcesz robić.

Dobra więc najpierw jedzenie a potem kino, ale film musi być od osiemnastu lat. Mam po dziurki w nosie kreskówek.

Meg zaśmiała się.

Wcale mnie to nie dziwi. Może horror albo thriller?

Fantastycznie – Karen uśmiechnęła się szeroko.

W kinie Meg napisała Jackowi sms –a, że jest z Karen i wróci późno, ale nie odpisał. Kiedy wróciła do domu była prawie jedenasta. Jack spał w salonie. Podeszła i nachyliła się nad nim.

Jack… Jack w porządku? – zapytała.

Chcę spać, zostaw mnie – odpowiedział i odwrócił się na drugi bok. Czuć było od niego alkohol.

Meg wzruszyła ramionami i poszła na górę.

Następnego ranka gdy zeszła na dół, Jack był w kuchni.

Cześć kochanie – powiedziała wesoło.

Cześć – odpowiedział. – Wychodzę za pięć minut i wrócę w nocy, nie czekaj na mnie – dodał wyraźnie podenerwowany.

Zrobiłam ci coś? – zapytała zirytowana.

Jack westchnął.

Nie Meg, to nie twoja wina. Przepraszam, naprawdę mam duży problem w pracy, daj mi kilka dni. Muszę odwołać tournée tego… tego… fiuta. To naprawdę niełatwe, a wszystko jest na mojej głowie. Muszę iść – powiedział i wyszedł… bez buziaka… bez „miłego dnia” czy chociażby „do widzenia”.

Meg potrząsnęła głową ze smutkiem, zjadła śniadanie i poszła do pracy. Kiedy usiadła przy biurku zauważyła wiadomość: „Idź do managera.” Westchnęła i poszła.

Cześć Alan, co tam? – zapytała wchodząc.

Proszę usiądź Meg.

Coś się stało? Czemu jesteś taki oficjalny? – zapytała zaniepokojona.

Jak pewnie wiesz nasza firma ma problemy… nie mamy wystarczająco dużo pracy już od kilku miesięcy. Zarząd zadecydował o zamknięciu firmy. Do końca przyszłego tygodnia wszyscy dostaną wypowiedzenia…

Ale dlaczego? Nie możecie znaleźć nowych kontrahentów? Stoimy wysoko w rankingu firm! Jesteśmy dobrą marką! –Meg była bardzo zdenerwowana.

Wiem Meg, to nie moja decyzja. Jesteś jednym z moich najlepszych pracowników więc mam dla ciebie propozycję. Zostań jeszcze tydzień w firmie, a potem zapłacimy ci trzy pensje. Jestem pewien, że szybko znajdziesz pracę. Dam ci dobre referencje – Alan była bardzo zażenowany.

Ok – Meg była zrezygnowana. – Pracowałam tu od siedmiu lat, to długo. Szkoda, że tak to się musi skończyć. Dziękuję Alan, to była wielka przyjemność pracować z tobą – wstała i podała mu rękę.

Alan również wstał i podał jej rękę.

To był dla mnie zaszczyt Meg – powiedział.

Meg uśmiechnęła się smutno i wyszła. Nie wiedziała co ma teraz zrobić, ale jednej rzeczy była pewna… aborcji. Teraz, kiedy straciła pracę nie miała wyboru. Poszła do toalety i spotkała Karen.

Cześć Meg co tam?

Nie pytaj – odpowiedziała.

Karen spojrzała zaskoczona.

Zostałam zwolniona…

Co??!!

Zostałam zwolniona, a ty dopiero będziesz… zamykają firmę – wyjaśniła. – Jestem ciekawa co jeszcze się wydarzy.

Nie martw się Meg znajdziesz lepszą pracę… to nie koniec świata – Karen pocieszała ją. – O której masz dzisiaj lekarza?

Po pracy… nie musisz ze mną iść. Zdecydowałam się na aborcję. Nie mam wyboru więc jeśli to możliwe, chcę to zrobić dzisiaj – Meg powiedziała to bardzo zdecydowanie.

Meg zawsze masz wybór. Nie masz pojęcia dlaczego to dziecko pojawiło się właśnie w tym momencie… może to jest najlepszy moment dla ciebie, Jacka i dla waszego dziecka – tłumaczyła jej.

Karen kocham cię i wiem, że patrzysz na tę sytuację ze swojego punktu widzenia, ale uwierz mi, ja nie mam wyboru.

Ok – Karen poddała się. – Zostanę z tobą do czwartej i pójdziemy.

Jeśli chcesz – Meg wzruszyła ramionami i wróciła do pracy.

Po czwartej pojechały do szpitala. Meg była zdecydowana i pewna, że to jest dla niej najlepsza droga. Siedziały na korytarzu i nawet ze sobą nie rozmawiały. Kiedy na tablicy pojawiło się nazwisko Meg z numerem pokoju Karen szepnęła tylko: „Powodzenia. Trzymam kciuki.” Meg westchnęła tylko i poszła.

Kilka minut później wyszła zalana łzami.

Co się stało?! – Karen podbiegła do niej i przytuliła.

Na korytarzu zrobiło się poruszenie. Wszyscy z ciekawością patrzyli na Meg.

To szósty tydzień i będą bliźniaki… nie mogę tego zrobić dzisiaj – płakała.

W porządku, nie martw się, będzie dobrze, obiecuję – Karen głaskała ją po włosach. – Chodźmy stąd – wzięła ją za ramiona i wyprowadziła na zewnątrz. – Chcesz jechać do mnie czy do siebie?

Jedź do domu Karen, chcę być sama – powiedziała.

Wykluczone – Karen potrząsnęła głową. – Nie zostawię cię samej. Możemy jechać do ciebie jeśli Jack jest w pracy.

Z pewnością jest, ostatnio ciągle jest w pracy… i bardzo dobrze.

Nie rozmawiały w taksówce; Meg była załamana, a Karen zastanawiała się jak może jej pomóc. Wiedziała, że Meg nie usunie bliźniąt… cokolwiek by mówiła. Kiedy weszły do domu, Meg usiadła na sofie w salonie.

Chcesz coś do picia? – zapytała Karen.

Wódkę z lodem – odpowiedziała.

Jasne – mruknęła Karen. – Gorącą czekoladę czy kakao… wybieraj.

Czekoladę z bitą śmietaną… i wódkę.

Kilka minut później Karen weszła z dwoma kubkami czekolady.

Meg, myślę, że powinnaś powiedzieć Jackowi – zaczęła. – Wiem, że on ma teraz trudny czas, ale nie możesz tego przed nim ukrywać. Jesteś bardzo nieszczęśliwa, a twoja ciąża powinna być dla ciebie najlepszym i najpiękniejszym czasem… i dla Jacka również…

Karen, nie rozumiesz! – przerwała jej. – Jack stracił mnóstwo pieniędzy przez ciążę jednej dziewczyny i teraz ma dużo pracy i kłopotów w związku z tym. A najważniejsze jest to, że on nie chce mieć dziecka… jednego dziecka, więc jak mam mu powiedzieć o bliźniętach?! Jedyne wyjście to aborcja…

Słuchaj Meg, wiem, że to dla ciebie bardzo trudne… myślę, że powinnaś wyjechać i odpocząć. Kiedy wrócisz będziesz miała świeże spojrzenie na całą sytuację i może wtedy mu powiesz.

Dokąd mam jechać? Nie mam rodziny ani przyjaciół… za wyjątkiem ciebie. Mogę kupić wycieczkę dookoła świata i wrócić po rozwiązaniu.

Karen zamyśliła się na chwilę.

Ty wiesz, że to jest doskonały pomysł – powiedziała z przekonaniem.

Taaa, jestem o tym przekonana – potwierdziła ironicznie Meg.

Czekaj, czekaj, mam przyjaciela w Paryżu… jest fantastyczny. Jestem przekonana, że mogłabyś do niego jechać i wszystko sobie przemyśleć…

Oczywiście, jestem pewna, że twój przyjaciel marzy o zajmowaniu się dziewczyną w ciąży z moimi problemami. Czy on jest masochistą? – przerwała jej Meg.

Marcus jest super. Jestem pewna, że będzie szczęśliwy, że może ci pomóc. Pojedziesz do niego na dwa tygodnie, odpoczniesz i pomyślisz jak powiedzieć Jackowi o ciąży…

No dobrze, a jak mam mu wytłumaczyć swoje zniknięcie; jadę odpocząć do jednego faceta w Paryżu??? To nie ma sensu…

Przestań! – krzyknęła Karen. – Naprawdę próbuję ci pomóc więc bądź do cholery wdzięczna!

Meg nie zdążyła odpowiedzieć, bo drzwi się otworzyły i wszedł Jack.

Cześć dziewczyno – krzyknął z korytarza. – O, cześć Karen – dodał wchodząc do salonu.

Cześć Jack – odpowiedziały jednocześnie.

Zostajesz w domu? – zapytała Meg.

Niestety nie, potrzebuję tylko kilku dokumentów i lecę. Co pijesz? – wziął od Meg kubek i napił się. – To czekolada – powiedział zdziwiony. – Jesteś chora? – położył jej rękę na czole. – Karen masz to samo? – zajrzał do jej kubka. – Co tu się dzieje? – zapytał ze śmiechem. – Mam nadzieję, że nie jesteś znowu w ciąży – zwrócił się do Karen. – Martin by się załamał.

Nie martw się o Martina – Karen była wściekła. – Ty powinieneś pomyśleć o dzieciach, najwyższy czas!

Meg spojrzała na nią przerażona.

Dziękuję, ale nie – Jack cały czas się śmiał. – Zostawiłem rozmnażanie dla innych ludzi. Meg i ja chcemy cieszyć się życiem zamiast grzebać się w pieluchach.

Wypadki się zdarzają – Karen wzruszyła ramionami.

Jasne, wiem, że bardzo byś tego chciała, ale nie ma szans. Niektórzy ludzie wiedzą jak się zabezpieczać – odpowiedział. – Mam nadzieję, że nie namawiasz Meg na dziecko… bo to nie jest śmieszne. – Teraz Jack przestał się śmiać. – To nasze życie i nasza sprawa… i nie twój interes…

Jack, ona do niczego mnie nie namawia! – Meg wtrąciła się do rozmowy. – Gdzie masz te dokumenty? – wstała i chciała mu je podać.

Na górze – odpowiedział, ale patrzył na nie uważnie. – Nie wiem co ukrywacie, ale w tym domu nie ma miejsca na dzieci i nigdy nie będzie! Mam nadzieję, że nie będziesz musiała wybierać – zwrócił się do Meg. – A teraz drogie panie muszę iść. To była bardzo pouczająca rozmowa dla wszystkich. Do zobaczenia później… i mam nadzieję, że tylko z Meg…

Jack, poczekaj – Meg weszła na schody. Karen była przekonana, że powie mu o bliźniętach. – Jadę do Paryża na kilka dni.

Po co? – Jack zatrzymał się i spojrzał na nią.

Meg spojrzała na Karen błagalnym wzrokiem.

Koordynować otwarcie nowego oddziału naszej firmy. To bardzo odpowiedzialne, a Meg zna francuski i jest wolna więc jest najlepszą kandydatką – Karen odpowiedziała bez zająknięcia.

Kiedy wyjeżdżasz? – Jack zwrócił się do Meg.

Nie jestem pewna…

Pewnie za jakieś dwa dni – Karen znów przyszła jej z pomocą.

Jak długo tam będziesz? – patrzył na Meg bardzo uważnie, a ona czuła, że on wie, że ona coś kręci.

Dwa, może trzy tygodnie – patrzyła na schody, nie była w stanie spojrzeć mu w oczy.

Dobra, jedź. Jedziemy do Australii w czerwcu więc masz dwa miesiące na ogarnięcie Paryża – uśmiechnął się, dał jej buziaka i poszedł na górę.

Meg usiadła przy Karen i spojrzała na nią niepewnie.

Jestem głodna, idę do kuchni, powinnyśmy coś zjeść – Karen wstała i wyszła, a Meg poszła za nią.

Aborcja to jedyne wyjście… – powiedziała Meg.

Później – Karen przerwała jej bo z góry schodził Jack.

Na razie – krzyknął tylko i wyszedł.

Dlaczego gadałaś z nim o dzieciach?! To było bardzo głupie! – wybuchnęła Meg.

Przepraszam, nie miałam pojęcia, że jest takim dupkiem! – Karen wzruszyła ramionami. – Co chcesz zjeść?

Nie chcę jeść! – Meg była naprawdę wściekła. – Co mam teraz zrobić?! – położyła sobie rękę na czole i chodziła zdenerwowana po kuchni. – Pieprzone życie! Dlaczego zgodziłam się na twój pomysł?! Dlaczego?! Pójdę jutro i usunę ciążę…

Zamknij się! – Karen krzyknęła i odwróciła się z nożem w ręku. – Jack jest idiotą… teraz to wiem. Jeżeli myślisz, że będziesz z nim szczęśliwa jak usuniesz ciążę, to się mylisz. Ale jeśli chcesz spróbować… proszę bardzo. Pamiętaj jednak, że nie będzie odwrotu. Mogę ci pomóc, ale jeśli tego nie chcesz, wracam do moich dzieci – odłożyła nóż na szafkę i wyszła.

Meg usiadła na podłodze w kuchni i zaniosła się płaczem. Wiedziała, że Karen ma rację. Jeżeli usunie ciążę, będzie morderczynią… i tyle. Więc co powinna zrobić… powiedzieć Jackowi… uciec, urodzić, zostawić dzieci i wrócić? Każdy pomysł był głupi i nie do zaakceptowania. Płakała tak przez dłuższą chwilę, gdy w drzwiach pojawiła się Karen.

Nie siedź na zimnej podłodze – powiedziała miękko i podała jej rękę.

Meg spojrzała na nią.

Co ty tu robisz? – zapytała zdziwiona wstając.

Nie mogę cię zostawić – uśmiechnęła się. – Wiem, że ta sytuacja jest dla ciebie bardzo trudna, ale uwierz mi, wszystko będzie dobrze – przytuliła ją. – Otwórz umysł, nie bój się i czekaj na znak… jestem pewna, że podejmiesz właściwą decyzję… twoją pierwszą właściwą decyzją jest wyjazd do Paryża na kilka dni. Znam Marcusa i wiem, że ci pomoże.

Dobrze, więc zadzwoń do niego, bo nie mogę tu dłużej zostać. Muszę odpocząć i pomyśleć. Marcus jest psychologiem czy terapeutą czy kimś w tym rodzaju? – Meg spojrzała na Karen.

Karen uśmiechnęła się ukradkiem.

Taak kimś w tym rodzaju… a… poza tym… jest drag queen i pracuje w nocnych klubach w Paryżu, jest naprawdę niezwykły.

Co takiego?! – wrzasnęła Meg. – Chcesz mnie wysłać do faceta, który nie umie zdecydować czy chce być kobietą czy mężczyzną!

Meg, o nic się nie martw – śmiała się Karen – on doskonale wie kim jest, a to jest tylko praca – tłumaczyła miękko. – Jeśli po spotkaniu uznasz, że chcesz wracać… możesz to zrobić w każdej chwili.

Zadzwoń do niego zanim zmienię zdanie – westchnęła.

Grzeczna dziewczynka – Karen pogłaskała ją po włosach. – Zadzwonię do niego później i wszystko ci powiem jutro w pracy. Teraz muszę już iść ale proszę cię nie martw się i nie myśl o tym więcej. Wszystko będzie dobrze.

Dzięki Karen, wierzę ci… nie mam wyboru, pozostało mi tylko ci wierzyć – przytuliła się.

Będzie dobrze, obiecuję – Karen szepnęła jej do ucha. – Zjedz coś i obejrzyj jakąś komedię w telewizji, widzimy się jutro – dodała, pocałowała ją w policzek i wyszła.

Trzy godziny później do domu wrócił Jack. Meg spała na sofie w salonie. Kiedy wszedł do kuchni, obudziła się i usiadła.

Cześć Jack, zostajesz już dzisiaj w domu? – zapytała.

Tak, skończyłem na dzisiaj. Jesteś głodna? – wyjrzał z kuchni.

A masz coś pysznego do zjedzenia? – uśmiechnęła się do niego.

Nie… jeszcze nie – odpowiedział wolno. – Ale mam telefon, który może wyczarować dla ciebie wszystko czego zapragniesz – uśmiechnął się szeroko.

Łał, to fantastyczna maszyna – zaśmiała się. – Więc poproszę pizzę ze wszystkimi dodatkami i pieczywo czosnkowe.

Ooo, widzę, że chcesz odstraszyć swojego chłopaka od zalotów – Jack pokręcił głową.

W żadnym wypadku! Pieczywo czosnkowe dla mojego chłopaka również… i butelka coli – Meg nie przestawała się śmiać. – Kocham cię Jack i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie – westchnęła.

I nawet nie próbuj – powiedział i zaczął składać zamówienie. Kiedy skończył, wziął szklankę z whisky i usiadł na sofie. – Masz ochotę? – podał jej szklankę.

Nie dziękuję – potrząsnęła głową.

Powiesz mi co się dzieje czy mam zgadywać? – zapytał patrząc na nią uważnie.

Meg zamarła. To był najlepszy moment, żeby powiedzieć mu o dzieciach… ale nie miała odwagi. Co by zrobiła gdyby powiedział: usuń?

Wszystko w porządku. Martwię się o swoją pracę, o twoją pracę, o wyjazd do Australii. Ostatnio nie miałeś dla mnie czasu… byłeś zły i sfrustrowany a ja czułam się bardzo samotna. Nie mówisz mi co się dzieje u ciebie w pracy, nie rozmawiasz ze mną, nie śpisz ze mną… naprawdę nie wiem co mam o tym myśleć – zakończyła smutno.

Och kochanie – Jack przytulił ją. – Przepraszam cię za to. Wiem, że to trudny czas dla ciebie, ale obiecuję, gdy wrócisz z Francji wszystko będzie jak dawniej. Wiem, że ostatnio nie jestem miłym facetem, ale to dla mnie również bardzo trudny czas. Nie rozmawiam z tobą bo nie chcę obciążać cię moimi problemami. Bardzo cię kocham i bardzo potrzebuję. Jestem bardzo szczęśliwy, że chociaż ty masz dobry czas w pracy – spojrzał na nią. Meg odwróciła wzrok, nie mogła teraz spojrzeć mu w oczy.

Nagle telefon Jacka zaczął dzwonić.

Odbierz – powiedziała.

Jack spojrzał na wyświetlacz i westchnął.

To z pracy, a ja już jestem po pracy.

Telefon przestał dzwonić, ale za chwilę znów zaczął. Meg spojrzała na niego wyczekująco.

Dobrze już dobrze – mruknął i odebrał. – Cześć Jonny, wiesz która godzina? Od czasu do czasu chciałbym być po pracy przed północą – powiedział sarkastycznie.

Przepraszam Jack, ale mam informacje, które nie mogą czekać… Billy Kid chce jechać na tournée, jego żona się zgodziła…

Co?!!! – krzyknął Jack – Jaja sobie robisz? To niemożliwe…

Jack czy możesz przyjechać do biura? – przerwał mu Jonny.

Oczywiście że mogę – Jack uśmiechnął się – ale jutro bo dzisiaj jestem po pracy! – ryknął. Meg wzdrygnęła się. – Żadna pieprzona, niezrównoważona, ciężarna dziwka nie zepsuje mi wieczoru. Wybacz Jonny. Zadzwoń do Billy’ego Kida i zapytaj go gdzie ma jaja, bo prawdopodobnie jego dziewczyna trzyma je w kieszeni. Może to ona powinna być jego managerem… ja odchodzę.

To znaczy, że nie możesz przyjechać? – zapytał słabo Jonny.

Nie Jonny, to znaczy, że NIE CHCĘ przyjechać! Do zobaczenia jutro – powiedział Jack i rozłączył się. Zanim zdążył coś powiedzieć telefon zadzwonił ponownie.

Co jest kur…? – zapytał odbierając.

Pizza, czy może pan otworzyć? – zapytał ktoś wystraszonym głosem.

Jasne – Jack wstał i podszedł do drzwi. Meg wyszła do kuchni. – Twoje zamówienie dziewczyno – Jack wszedł do kuchni z uśmiechem i położył na stole dwie pizze.

Dziękuję chłopaku – dała mu buziaka, wzięła dwie szklanki i poszła do pokoju. Jack z pizzą i colą poszedł za nią.

Powiesz mi co się stało? – zapytała Meg, gdy jedli.

Nie – odpowiedział i włączył radio. – Nie chcę rozmawiać o pracy, chcę rozmawiać o nas. Powiedz, co będziesz robiła w Paryżu?

Nie chcę rozmawiać o pracy – uśmiechnęła się Meg.

Jeden zero dla ciebie – zaśmiał się Jack. – Uwielbiam inteligentne kobiety. Chcesz coli?

Tak, proszę.

Przez kilka minut tylko jedli i słuchali radia… a raczej Jack słuchał a Meg rozmyślała.

Bardzo miło jest jeść z tobą kolację – powiedziała w końcu.

Jack uśmiechnął się.

Chciałbym ci obiecać, że tak już będzie zawsze, ale nie mogę. Chciałbym cię prosić, żebyś nie jechała do Paryża, ale następne dwa, trzy tygodnie będą dla mnie bardzo ciężkie. Nie będę miał dla ciebie czasu… więc jedź, ale obiecał mi, że wrócisz – spojrzał na nią z miłością.

Meg łzy zakręciły się w oczach.

Obiecuję – wyszeptała.

Hej dziewczyno, nie bądź smutna – Jack ją przytulił. – Będzie dobrze, obiecuję – pocałował ją we włosy.

Meg uwolniła się z jego objęć i spojrzała na niego uważnie. Zdecydowała, że teraz albo nigdy.

Jack, mogę ci zadać osobiste pytanie?

Zabrzmiało poważnie – zdziwił się. – Ale tak, pewnie. Nie mam przed tobą tajemnic.

Dlaczego właściwie nie lubisz dzieci i nie chcesz mieć własnych?

Jack westchnął.

Dlaczego o to pytasz? To twój pomysł czy Karen?…

Jack, nie chcę się kłócić. Nigdy o to nie pytałam, a pytam z ciekawości – przerwała mu. – Jeśli nie chcesz mówić, w porządku, nie musisz – wstała i skierowała się na górę.

Megan! – krzyknął Jack, ale ona się nie zatrzymała. Westchnął i poszedł za nią.

Leżała na łóżku w sypalni. Usiadł przy niej i odgarnął jej włosy z twarzy.

Co się z tobą dzieje Meg? Dlaczego pytasz mnie o to akurat dzisiaj?

Ponieważ słyszałam twoją rozmowę z Karen, byłeś niemiły i niegrzeczny,a później słyszałam twoją reakcję na Billy’ego Kida i jego żonę i zaczęłam się zastanawiać dlaczego… to wszystko. Nie pytam dlatego, że chcę powiedzieć Karen… pytam dla siebie.

Dobrze, powiem ci jeśli tak bardzo chcesz wiedzieć. Lubię dzieci ale wiem, że nie są dla mnie. Moje życie jest tylko moje. Nie mogę sobie wyobrazić, że czegoś nie zrobię… z powodu dziecka. Moi rodzice byli bardzo zakochani przed moim urodzeniem… potem było gorzej i gorzej, aż wreszcie się rozwiedli. Lubię moje życie i kocham ciebie… i chcę być tylko z tobą…

Ale dlaczego myślisz, że rozwiedli się z twojego powodu? – przerwała mu. Nie mogła uwierzyć, że to prawda.

Moi rodzice ukończyli archeologię na uniwersytecie. Po szkole zaczęli pracę na uniwerku i wyjechali na wykopaliska do Egiptu. Uwielbiali razem pracować i uwielbiali wykopaliska. Kiedy mama zaszła w ciążę zrezygnowała z tej pracy i zatrudniła się na uniwerku… a tata został. Był w domu … może trzy miesiące w roku. Kiedy miałam dziesięć lat, słyszałem jak się kłócili. Mama narzekała, że jest ciągle sama a on jej na to, że powinna usunąć ciążę, gdy prosił. Zrozumiałem, że zniszczyłem jej życie. Nie masz pojęcia jak trudno żyje się z taką informacją. Kochała mnie i nadal kocha, ale jest przeze mnie nieszczęśliwa. Nie wie, że ja wiem o wszystkim. Zdecydowałem, że nie chcę mieć dzieci dopóki nie będę naprawdę pewny, że mogę dać mu wszystko, czego potrzebuje. Mówiłem ci, że nie chcę dzieci i zgodziłaś się. Kocham cię i nie chcę abyś stawała przed wyborem ja czy dziecko. Myślę, że nasz układ jest bardzo szczery. Nie chcę cię stracić ponieważ kocham cię bardziej niż możesz to sobie wyobrazić – zakończył.

Meg nie wiedziała co powiedzieć. Nie spodziewała się tak smutnej historii, ale wiedziała już, że nie może powiedzieć mu o dzieciach… musi… nie mogła tego nawet pomyśleć, co musi zrobić.

Przepraszam Jack, nie miałam pojęcia, przepraszam – usiadła na łóżku i objęła go.

W porządku kochanie – głaskał ją po włosach.

Jack, i nigdy nie rozmawiałeś o tym z mamą czy tatą?

Po co? – spojrzał na nią. – To niczego nie zmieni. Kocham mamę i z jednej strony jestem szczęśliwy, że mnie urodziła ale z drugiej straciła siebie, swoje marzenia, potrzeby i ukochanego mężczyznę… i przez całe życie czuję się odpowiedzialny za jej niespełnienie.

Ale twoja mama zawsze jest uśmiechnięta i wygląda na bardzo szczęśliwą. Może to tylko twój punkt widzenia…

Meg, nie potrzebuję terapii, nie chcę o tym więcej rozmawiać. Idę na dół po coś do picia – wstał, ale złapała go za rękę.

Proszę nie idź Jack, zostań ze mną – pociągnęła go do siebie i zarzuciła mu ręce na szyję.

Jesteś dla mnie wszystkim – wyszeptał jej do ucha, objął i pocałował.

Położył ją delikatnie na łóżku nie przestając całować. Meg poddała mu się całkowicie. Chciała, żeby wszystko było jak dawniej… nawet przez krótki czas. Rozbierał ją powoli delektując się każdą chwilą. Chciał jej pokazać, że jest najważniejszą osobą w jego życiu. Całował jej piersi, a ręka zawędrowała na jej łono. Rozchyliła uda zapraszając go. Uśmiechnął się i spojrzał w jej oczy. Zobaczył w nich miłość i oddanie. Meg ściągnęła mu koszulkę i rozpięła spodnie nie przestając na niego patrzeć.

Tak bardzo tęskniłam – wyszeptała.

Ogarnęła ich taka namiętność, że nie mogli tego zatrzymać. Byli tylko dla siebie, a wszystko inne przestało się liczyć. Szeptali sobie słowa pełne miłości i obietnice, że na zawsze już będą razem. Kochali się aż do utraty tchu. Kiedy zasypiali w miłosnym uścisku obiecali sobie, że zawsze będą się kochać bez względu na to jak daleko będą od siebie.

Meg obudziła się rano i poczuła że Jack ją przytula. Odwróciła się do niego, ale nadal spał.

Jack obudź się – pogłaskała go po policzku.

Cześć piękna – przytulił ją mocniej. Poczuła, że „mały Jack” również się obudził.

Wariacie musisz iść do pracy… i ja zresztą też – zaśmiała się.

Czuję się okropnie, myślę, że jestem chory – zaczął ją całować. – A kiedy tak cię całuję czuję, że masz bardzo wysoką gorączkę. Musimy zostać w łóżku – dodał z przekonaniem.

Nie mogę się z tobą nie zgodzić – Meg nie przestawała się śmiać. Chciała zostać w tym łóżku… z nim… na zawsze… ale nagle w kuchni zaczął dzwonić telefon.

Nie słyszę cię! – krzyknął Jack.

Meg zachichotała. Telefon przestał dzwonić, ale po chwili znów zaczął.

Musimy być cicho to w końcu przestanie. Udawajmy, że nie ma nas w domu – powiedział Jack i schował się pod kołdrę. Meg chodź – wyszeptał.

Meg znów zachichotała i schowała się razem z nim. Czuła się szczęśliwa jak mała dziewczynka… to były ich najcudowniejsze chwilę od kilku miesięcy.

Kocham cię Jack – powiedziała z uśmiechem.

Ciii nie tak głośno – wyszeptał. – Na zewnątrz czai się wróg – dodał i zaczął ją całować.

Ale telefon nie przestawał dzwonić. Po pół godzinie poddali się. Jack zszedł do kuchni i odebrał. Kiedy wrócił był bardzo nieszczęśliwy.

Muszę iść do pracy – powiedział grobowym głosem.

Och nie, nie, dlaczego?! – zapytała Meg wymachując teatralnie rękami.

No wiem, no wiem, przepraszam – odpowiedział płaczliwym głosem. – Jest wpół do dziewiątej, idziesz do pracy?

Jeśli ty idziesz to ja też – wzruszyła ramionami. – Spotkamy się wieczorem?

Jack usiadł na łóżku i pogłaskał ją po policzku.

Nie mogę obiecać, ale się postaram – pocałował ją.

Miłego dnia Jack – Meg uśmiechnęła się smutno.

Kocham cię kochanie – dodał i poszedł do łazienki.

Dwa dni później Meg wyjechała do Paryża. Jack odprowadził ją na stację i obiecał, że będzie czekał. Przed wyjazdem Meg rozmawiała z Karen o Jacku i całej tej wycieczce.

Meg, moim zdaniem powinnaś powiedzieć Jackowi o dzieciach ponieważ nie jesteś w stanie usunąć ciąży… ponieważ nie jesteś morderczynią. Jedź do Francji, ale to niczego nie zmieni. Masz bliźnięta… to już się stało. To nie jest skomplikowana sytuacja… to ty ją komplikujesz. Być może Jack będzie potrzebował kilku dni, żeby to ogarnąć, ale jeżeli naprawdę cię kocha to cię nie zostawi. Takie jest moje zdanie pomimo tego, jakie głupoty słyszałam z jego ust w waszym domu.

Wiem, że to irracjonalne ale nie mogę mu powiedzieć. Miałam ku temu wiele okazji, ale odczuwam tak ogromny strach, że nie mogę. Boję się, że gdy on powie: usuń, nie będę chciała już z nim być – Meg prawie płakała.

Karen westchnęła.

Wiem, że to dla ciebie bardzo trudne. Jedź więc do Marcusa, a po powrocie będziesz miała gotową odpowiedź… jestem pewna, że tak będzie. Marcus będzie czekał na stacji więc nie martw się, znajdzie cię – uśmiechnęła się ciepło.

Dzięki Karen jesteś moją najlepszą przyjaciółką – Meg spojrzała na nią z wdzięcznością.

Wszystko będzie dobrze.

Marcus czekał na stacji i gdy ich oczy się spotkały, od razu wiedzieli, że to siebie szukali. Meg była pod wrażeniem. Marcus był wysoki, przystojny, miał bardzo ciepłe, brązowe oczy i włosy do ramion… nie mogła uwierzyć że był drag queen.

Witaj Megan miło cię poznać – powiedział i wziął od niej bagaż. – Jesteś głodna albo zmęczona?

Cześć Marcus, ciebie też miło poznać – Meg była onieśmielona. Nie, dziękuję, nie jestem głodna – uśmiechnęła się.

Chcesz jechać do domu czy pozwiedzać miasto? – zapytał, gdy szli do samochodu.

Zdecydowanie pozwiedzać – odpowiedziała. Czuła, że Marcus jest kimś szczególnym, dokładnie tak, jak mówiła Karen. Gapiła się na niego troszkę za długo, bo zauważył to.

Dlaczego tak mi się przyglądasz? – zapytał. – Ach, Karen powiedziała ci o mojej pracy – domyślił się.

Meg zaczerwieniła się po korzonki włosów.

Ja… ja…

Nie przejmuj się, wiem, że to niezwykłe – zaśmiał się. – Poza tym, to jest pierwsza rzecz jaką Karen o mnie mówi. Zacząłem pracować jako drag queen ponieważ zrozumiałem, że wielu ludzi w nocnych klubach potrzebuje pomocy. To są inne drag queen, geje, narkomani, ogólnie ludzie, którzy nie pójdą pogadać do psychologa, ale chętnie pogadają z kimś takim jak oni… Rozumiesz co mam na myśli?

Tak, oczywiście. Nigdy o tym w ten sposób nie myślałam, ale to bardzo logiczne – Meg była pod wrażeniem.

Pracuję dwa dni jako drag queen i dwa dni jako barman w innym pubie. Mieszkam pod Paryżem w domu mojego wujka. Będziesz ze mną mieszkać przez kilka tygodni. Karen mówiła, że potrzebujesz pomocy, ale nie powinienem naciskać… więc powiesz mi o wszystkim, kiedy będziesz gotowa – zakończył z uśmiechem i otworzył auto.

Dzięki Marcus – Meg była bardzo wdzięczna. Nie chciała w tym momencie opowiadać o swoich problemach.

Z przyjemnością chodziła po ulicach Paryża, a wieczorem pojechali do domu Marcusa. Był to przepiękny dziewiętnastowieczny dworek na przedmieściach Paryża. Meg była oczarowana. W środku wszystko było w stylu secesyjnym… wszystko za wyjątkiem kuchni, która była bardzo nowoczesna.

Piękny dom – westchnęła z podziwem.

To prawda – zgodził się Marcus. – Ale czasem czuję się tu jak w muzeum … więc kuchnię zrobiłem po swojemu, jest całkowicie moja – uśmiechnął się.

Lubisz gotować?

Nie, ale lubię siedzieć w kuchni ze względu na bliskość lodówki – zaśmiał się. – Siadaj proszę – zaprosił ją do dużego stołu. – Chcesz coś zjeść? Czuj się jak u siebie w domu.

Dzięki – Meg uśmiechnęła się. Czuła się szczęśliwa, że jest w Paryżu, że spotkała Marcusa, ale wciąż miała problem z ciążą.

Marcus zaprowadził ją do jej sypialni. Pokój był bardzo stylowy, duże łóżko z baldachimem, mała komódka przy łóżku, lampka nocna i duża szafa. Meg poczuła się bardzo zmęczona, zadzwoniła więc tylko do Jacka i Karen i poszła spać. Przez następne kilka dni odpoczywała i starała się nie myśleć o kłopotach. Marcus nie naciskał… tak jak obiecał. Zapytała tylko czy może zostać jeszcze tydzień dłużej, a on się zgodził. Jack nie miał czasu, tak jak mówił, ale dzwonił codziennie. Meg opowiadała mu o nowej pracy… i tylko od czasu do czasu miała wyrzuty sumienia. Tęskniła za nim, ale jednocześnie była szczęśliwa we Francji. Karen dzwoniła raz dziennie z zapytaniem „Co słychać?”, a poza tym na przedmieściach czas płynął leniwie i spokojnie. Meg była w szoku kiedy pierwszy raz zobaczyła Marcusa w przebraniu drag queen… ponieważ był bardzo piękną kobietą… nie wyglądał jak te wszystkie drag queen w telewizji! Powiedziała mu to,a on tylko się śmiał. Obiecał jej, że któregoś dnia opowie jej o swojej pracy… wtedy zrozumie, że jej problem, to tak naprawdę żaden problem. Po tych słowach wyszedł.

Jack bardzo tęsknił za Meg pomimo, że codziennie rozmawiali. Wyjechała tydzień temu, a on nie mógł sobie znaleźć miejsca w domu. Pracował od świtu do nocy, ale w piątek zdecydował, że musi do niej pojechać. Chciał jej zrobić niespodziankę więc popołudniu zadzwonił do jej managera Alana żeby zapytać o jej adres.

Cześć Alan, z tej strony Jack Harper, chłopak Meg, masz chwilę?

Cześć Jack, jasne, co mogę dla ciebie zrobić? – Alan była bardzo zdziwiony.

Chciałbym cię prosić o adres Meg w Paryżu ponieważ chcę do niej jechać na weekend… no wiesz… chcę jej zrobić niespodziankę.

Jack, ale ja nie znam jej adresu – Alan był zmieszany. – Meg nie pracuje już dla nas, nasza firma została zamknięta. Nie mam pojęcia gdzie ona mieszka, nie miałem pojęcia, że wyjechała.

Och, naprawdę? – Jack poczuł ukłucie w sercu. Czy to możliwe, że go okłamała? – Ok Alan, przepraszam, prawdopodobnie coś źle zrozumiałem. Mam za dużo pracy w ostatnim czasie. Przykro mi z powodu twojej firmy – starał się mówić normalnie, bez emocji.

W porządku, jestem pewien, że Meg znalazła lepszą pracę. Jest bardzo błyskotliwa – powiedział.

O tak, z tym się zgodzę – Jack potwierdził ironicznie. – Do usłyszenia Alan.

Do zobaczenia Jack.

W pierwszym momencie Jack chciał zadzwonić do Karen… ona wiedziała o Paryżu, więc wiedziała o wszystkim! Ale po chwili pomyślał, że może ostrzec Meg i na pewno będzie kłamać. Pamiętał, co mówiła. Ich firma otwiera nowy oddział w Paryżu… dlaczego kłamała… dlaczego nie powiedziała, że straciła pracę… mnóstwo pytań, żadnych odpowiedzi… w tym momencie. Siedział tak przez godzinę lub dłużej i zastanawiał się co zrobić. Zdecydował, że musi się dowiedzieć co jest grane. Po przemyśleniu zadzwonił do przyjaciela z policji.

Cześć Mike, potrzebuję twojej pomocy – zaczął.

Cześć Jack, miło cię słyszeć po… stu latach – odpowiedział Mike.

Przepraszam stary, jesteś w biurze? Mogę do ciebie przyjść? Mam bardzo trudną sprawę – Jack był bardzo zdenerwowany.

Wszystko w porządku Jack? Jasne przychodź – Mike zrozumiał, że coś jest nie tak.

Będę za piętnaście minut – powiedział i rozłączył się.

Piętnaście minut później był w biurze Mike’a. Jeszcze bardziej zdenerwowany niż wcześniej.

Cześć stary, co tam? – Mike przywitał się i patrzył na niego uważnie.

Mam problem z Meg – wypalił prosto z mostu.

Mike uniósł brwi ze zdziwieniem. Jack powiedział mu co wie.

Wiec czego oczekujesz… chcesz ustalić gdzie ona jest? – Mike próbował zrozumieć.

Tak, dokładnie… i jechać tam – dodał.

Ok, daj mi swój telefon – Mike włożył kabelek w telefon. – Dobra, teraz możesz do niej zadzwonić – powiedział i włączył lokalizator.

Cześć chłopaku – usłyszeli głos Meg w telefonie.

Cześć dziewczyno, jak się masz? – Jack starał się mówić spokojnie.

W porządku – uśmiechnęła się. – A ty?

Jestem zajęty tak jak ci mówiłem. Ciągle jesteś w pracy?

Biedny skarb – westchnęła. – Jestem w domu i patrzę na wieżę Eiffel’a, ale też mam dużo pracy. Muszę stworzyć biuro od podstaw, mówiłam ci, myślałam, że to będzie prostsze.

Jack spojrzał na Mike’a a ten pokazał mu, żeby kontynuował.

Meg chciałbym się z tobą spotkać, bardzo za tobą tęsknię. Daj mi swój dokładny adres, przyjadę jutro rano.

Meg zamarła. Nie mógł tu przyjechać.

Jack przepraszam, ale w ten weekend mam szkolenie i nie będę miała czasu – kłamała. – Och, mam drugi telefon, to mój szef, muszę kończyć, przepraszam Jack, zadzwonię później, pa – i rozłączyła się.

Mike spojrzał na Jacka.

Kłamie, ale mamy ją – powiedział. – Oto jej adres – podał mu wydruk.

Dzięki Mike muszę tam jechać.

Ale chyba nie dzisiaj? – Mike spojrzał na zegarek, była szósta.

Właśnie że dzisiaj – Jack był wściekły.

Człowieku musisz się uspokoić. Pojedziesz do niej i co jej powiesz? Może ma dobry powód żeby kłamać. Skończyłem pracę, chodźmy do pubu, a jutro rano pojadę z tobą.

Nie mogę czekać…

Właśnie że możesz – Mike przerwał mu. – Naprawdę musisz się uspokoić, bo zrobisz z siebie głupka.

Jack pomyślał przez chwilę.

Ok, może masz rację – westchnął.

Grzeczny chłopczyk, postawię ci piwo – Mike poklepał go po plecach.

Meg mieszkała z Marcusem już ponad tydzień i dużo rozmawiali, ale nigdy o jej problemach. Marcus była bardzo delikatny i taktowny. Czasami tylko powiadał o swojej pracy; homoseksualistach, transwestytach, alkoholikach i narkomanach. W piątek popołudniu Meg weszła do kuchni. Marcus siedział na krześle, jadł chipsy, pił czerwone wino i czytał książkę.

Cześć Meg, wszystko gra? – odłożył książkę na stół.

Nie, niezupełnie – westchnęła i usiadła na krześle. – Jeśli masz kilka minut to chciałabym z tobą porozmawiać.

Jestem tu dla ciebie – uśmiechnął się. – Napijesz się czegoś?

Nie, dziękuję – potrząsnęła głową.

Marcus tylko siedział i czekał aż zacznie mówić.

Wiem, że Karen powiedziała ci o moim problemie – zaczęła – ale ja wciąż nie mam pojęcia co mam zrobić – spojrzała na niego.

No dobrze to może opowiedz mi wszystko od początku. Nieważne co powiedziała Karen, najważniejsze co ty mi powiesz i myślę, że dzięki temu, że mi to będziesz opowiadać, znajdziesz odpowiedź – jego głos był ciepły i miękki.

Meg zaczęła mówić. Marcus tylko słuchał, od czasu do czasu dopytywał o szczegóły. W każdym razie Meg faktycznie zrozumiała, że nie zabije tych dzieci… może odda do adopcji, ale nie zabije. Ale problem z Jackiem nadal był otwarty. Chciał jechać do Australii, ona chciała jechać z nim… ale nie mogła… nie w ciąży.

Dlaczego nie chcesz powiedzieć mu o dzieciach? Co cię tak przeraża? – Marcus nie mógł tego zrozumieć.

Ja, ja… w sumie nie wiem. Myślę, że on powie usuń i albo to zrobię albo będę musiała odejść. Jedno i drugie jest dla mnie wykluczone. Te dzieci to nie szczęście, to duży problem.

Dzieci zawsze są szczęściem, ale nie możesz tego zrozumieć – powiedział Marcus. – One cię słyszą i rozumieją co mówisz więc zastanów się zanim coś powiesz – dodał ostro.

Meg spojrzała na niego zaskoczona. Zauważyła, że Marcus jest wściekły.

Ok, dzięki za twój czas, myślę, że skończyliśmy na dzisiaj – wstała z krzesła.

Meg poczekaj – Marcus złapał ją za rękę. – Przepraszam, nie powinienem cię oceniać. Jestem pewien, że masz swoje powody, o których po prostu nie chcesz mówić.

Meg westchnęła. Marcus miał rację, poczuła, że musi opowiedzieć mu wszystko.

Mam tylko Jacka i nie mogę go stracić – powiedziała cicho. – Straciłam rodziców kiedy miałam osiem lat. Zginęli w wypadku samochodowym. Moja mama była w ciąży kiedy zginęła. Babcia opiekowała się mną, ale też umarła kiedy miałam dwanaście lat. Wtedy zajęła się mną ciotka, stara panna, która mnie nienawidziła. Między dwunastym a szesnastym rokiem życia to był najgorszy czas w moim życiu. Nie lubię o tym mówić i nikt, z wyjątkiem Jacka, nie wie o tej części mojego życia… nawet Karen. Kiedy poznałam Jacka był playboyem na uniwersytecie. Upatrzył mnie sobie na następną ofiarę. Nie chciałam być z nim ale ciągle łaził za mną i prosił… bez skutku jednak. Pewnego dnia musiałam jechać do ciotki do szpitala w moim miasteczku, a nie miałam czym. Jack zaproponował, że mnie podrzuci. Zgodziłam się. Zgodziłam się również na to, żeby poszedł ze mną do ciotki. Moja ciotka była bardzo złą osobą, wyrzuciła mnie ze swojego pokoju nazywając niewdzięczną idiotką i głupim bękartem. Jack był w szoku. Nie mógł uwierzyć, że znosiłam ją przez cztery lata. Kiedy płakałam na korytarzu przytulił mnie i obiecał, że dopilnuje tego, aby nikt już nigdy mnie tak nie potraktował. Zaczął też inaczej na mnie patrzeć i zostaliśmy przyjaciółmi. Zawsze był przy mnie gdy go potrzebowałam i pewnego dnia uświadomiłam sobie, że kocham tego playboya – przerwała i uśmiechnęła się do swoich wspomnień. – Kiedy mu powiedziałam, że jestem w nim zakochana, był najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Powiedział mi, że czekał na te słowa od pierwszego dnia, gdy mnie spotkał. Nigdy mnie nie skrzywdził i nigdy nikomu nie pozwolił źle mnie potraktować. Jeżeli stracę Jacka, stracę siebie – zakończyła ze łzami w oczach.

Myślę – powiedział Marcus po chwili – że jeżeli on kocha ciebie tak bardzo jak mówi, to nie powie ci usuń ciążę ponieważ te dzieci są częścią ciebie.

Nic nie rozumiesz – Meg potrząsnęła głową i westchnęła. Po chwili opowiedziała mu historię Jacka.

Wciąż sądzę, że jesteś dla niego ważniejsza niż trauma. Wiem, że to jest dla ciebie bardzo trudne ponieważ masz w sobie dużo lęku. Jeśli nie jesteś pewna co zrobić, weź długą białą świeczkę i zapal w intencji szczęśliwego rozwiązania problemu. I zostaw to, twoja podświadomość pomoże ci, jestem pewien – wstał i podał jej świeczkę. – Muszę iść zaraz do pracy – westchnął.

Masz jakiś problem? Mogę ci jakoś pomóc? – Meg zauważyła, że Marcus jest smutny.

Nie możesz, ale dziękuję – uśmiechnął się smutno.

Możesz mi powiedzieć o co chodzi?

Tak, oczywiście – usiadł ponownie. – Mam w barze klienta… Micky’ego, jest gejem i jego rodzina tego nie akceptuje. Ma myśli samobójcze i jest na najlepszej drodze do zabicia się. Obawiam się, że może to zrobić i nie będę mógł go powstrzymać. Dzisiaj Lucas idzie ze mną. Mam nadzieję, że nie będzie za późno – westchnął.

Kim jest Lucas? – Meg była zaskoczona. Marcus nigdy wcześniej go nie wspominał.

On jest… jest terapeutą… jak ja – zawahał się. W tym momencie ktoś zapukał do drzwi. – To Lucas – Marcus poszedł otworzyć. Chwilę później wrócił do kuchni z bardzo przystojnym, czarnowłosym mężczyzną.

Cześć jestem Lucas, a ty pewnie jesteś Meg – uśmiechnął się i podał jej rękę.

Cześć Lucas, miło cię poznać – Meg była oczarowana jego głosem.

Powinniśmy iść – wtrącił się Marcus i spojrzał na Lucasa.

Nie martw się, będzie dobrze – Meg próbowała podtrzymać go na duchu.

Marcus pokiwał głową.

Mam nadzieję Meg, naprawdę mam nadzieję – i obydwaj wyszli.

Nawet jeśli to zrobił, to nie twoja wina. Nie możesz walczyć za niego, te energie są bardzo niebezpieczne i on o tym wie – powiedział cicho Lucas gdy wychodzili, ale Meg i tak słyszała. Zastanawiała się co to znaczy, bo nie rozumiała ani słowa.

Jack poszedł z Mike’m do pubu, ale nie mógł pic. Ciągle myślał o Meg; dlaczego kłamała? Co ukrywała? Następnego dnia obudził się o szóstej i zadzwonił do Mike’a. O wpół do siódmej ruszyli do Paryża. Oczywiście nawigacja prowadziła ich poza Paryż. Jack spojrzał na Mike’a.

Spokojnie stary, może wytłumaczenie jest banalnie proste – powiedział Mike z przekonaniem.

Tak oczywiście. Siedzi na wioskach i patrzy na wieżę Eiffela… to ma sens – odpowiedział ironicznie.

Kiedy dojechali było wpół do dziesiątej. Zostawili samochód kilka domów wcześniej i poszli pod wskazany adres. W tym momencie do domu podjechał biały pegueot i wysiadł z niego jakiś facet. Nagle drzwi się otworzyły i stanęła w nich Megan. Wyglądała jakby dopiero wstała z łóżka. Mike pociągnął Jacka i schowali się za krzakami. Ona coś powiedziała, on pokiwał głową i potem ona przytuliła go i zamknęła drzwi. Jack chciał iść do niej ale Mike go powstrzymał.

Zostań, co jej powiesz?! Chcesz ją zabić… albo jego?! Pomyśl zanim coś zrobisz! Oddychaj stary!

Nie mogę uwierzyć, że z niej taka zakłamana suka… razem z przyjaciółeczką Karen. Obie powiedziały mi o Paryżu więc Karen wie o wszystkim. A ja myślałem, że ona mnie kocha – wstał i poszedł do auta.

Przykro mi stary, nie wiem co powiedzieć. Może powinieneś z nią pogadać…

Mike, czy chciałbyś gadać z kimś, kto cię okłamuje? Szczególnie, że widziałeś to samo co ja? – Jack oczekiwał odpowiedzi.

Nie, nie chciałbym – odpowiedział Mike po chwili.

Wracajmy do domu, tracimy tylko czas. Ty prowadzisz – Jack rzucił mu kluczyki i poszedł.

Meg spała bardzo niespokojnie. Kiedy usłyszała samochód Marcusa wstała i poszła do drzwi. Gdy go zobaczyła, wiedziała, że coś poszło nie tak.

Marcus widziałeś Micky’ego?

Marcus pokiwał głową.

Było już za późno – westchnął

O mój Boże, tak mi przykro – przytuliła go i zamknęła drzwi. – Chcesz coś zjeść albo się napić? – zrozumiała, że ten chłopak prawdopodobnie nie żyje.

Nie, dziękuję – Marcus wyglądał na bardzo zmęczonego.

Jak się dowiedziałeś o tym… no wiesz… – nie mogła skończyć zdania.

Nie przyszedł do pubu więc Lucas pojechał do jego mieszkania. Spóźnił się, Micky powiesił się w łazience. Najgorsze jet to, że nic nie mogliśmy zrobić! Nie mogliśmy zmienić jego decyzji… ale oni mogą… mogą mu wmówić… to nie fair!

Marcus, przepraszam, ale nic nie rozumiem. Dlaczego ktoś może coś zrobić,a ty nie! O czym ty mówisz? – Meg była coraz bardziej zdziwiona.

Złe energie, ale nie chcę o tym mówić. Muszę znaleźć i odprowadzić jego duszę. To nie może się tak skończyć. Przepraszam Meg, chcę być sam – spojrzał na nią bardzo smutnymi i zmęczonymi oczami i poszedł na górę. Kilka minut później Meg usłyszała przepiękną muzykę dobiegającą z jego pokoju, ale nie miała odwagi podejrzeć. Pomyślała, ze Marcus jest bardzo dobrym, ale też bardzo dziwnym człowiekiem. Zdecydowała, że musi o tym pogadać z Karen.

Kilka godzin później Marcus wszedł do kuchni. Meg coś gotowała.

Pachnie bardzo ładnie, co robisz, angielski lunch? – zapytał.

Nie, włoski obiad. Spaghetti bolognese, zjesz? – odwróciła się i spojrzała na niego.

Pewnie – uśmiechnął się.

To dobrze – zgodziła się. – Lepiej się czujesz? Bo wyglądasz lepiej.

Nie, czuję się okropnie, bo nienawidzę być bezsilny, ale wciąż nie chcę o tym mówić.

Jesteś bardzo szczególnym mężczyzną – Meg spojrzała na niego ponownie – i bardzo głodnym jak widzę – zaśmiała się, bo Marcus zaczął zaglądać w garnki. – Włoski obiad za pięć minut – dodała.

Jesteś bardzo szczególną kobietą – Marcus pocałował ją w czubek głowy i usiadł na krześle.

Meg poczuła się niekomfortowo i pomyślała o Jacku. Musiała coś zadecydować natychmiast! Paliła świeczki i czekała na znak od podświadomości ale nic się nie wydarzyło. Nie mogła czekać w nieskończoność.

Marcus – powiedziała stawiając obiad na stole. Marcus spojrzał na nią uważnie. – Chcę powiedzieć Jackowi o dzieciach. Czekałam na znak, ale nie mogę już dłużej…

Marcus uśmiechnął się ukradkiem, ale Meg to zauważyła.

Dlaczego się uśmiechasz? – zapytała oburzona.

Nie bądź obrażona proszę – powiedział przepraszająco. – Jakiego rodzaju znaku oczekiwałaś? Listu z odpowiedzią, głosu z nieba? Podjęłaś decyzję, wcześniej nie byłaś w stanie tego zrobić… i to jest właśnie twój znak. Poza tym to dobra decyzja i myślę, że Jack będzie szczęśliwy.

Mam nadzieję – westchnęła. – A ty wreszcie się mnie pozbędziesz – uśmiechnęła się.

Jesteś bardzo dobrą współlokatorką, a twoje lunche są pyszne – puścił do niej oko.

Dzięki Marcus, chociaż wiem, że kłamiesz. Jestem w ciąży i będę miała bliźnięta, nie mam pracy, a moja sytuacja jest ogólnie niestabilna – dokończyła smutno.

Megan – Marcus wziął ją za rękę – możesz tu zostać jak długo chcesz, to duży dom.

Meg uśmiechnęła się.

Dzięki.. i jedz bo wystygnie.

Mike zawiózł Jacka do domu. Nie rozmawiali przez całą drogę. Kiedy zatrzymał się przed jego domem, spojrzał na niego.

W porządku stary? – zapytał.

Nie – odpowiedział cicho. – Po raz pierwszy czuję, że moje życie się skończyło. I nie mam zielonego pojęcia co powinienem teraz zrobić.

Może jedźmy do mnie – zaproponował Mike. – Możemy pogadać, pooglądać telewizję, napić się piwa… ty wybierasz.

Nie, dzięki – Jack potrząsnął głową. – Muszę zdecydować co teraz. Dzięki Mike za pomoc. Zostaw mój samochód i weź taksówkę – wysiadł z samochodu, wziął kluczyki i poszedł do domu nie oglądając się za siebie.

Mike westchnął i wezwał taksówkę. Wiedział, że jeżeli Jack będzie potrzebował pomocy, to do niego zadzwoni.

Jack wszedł do domu i rozejrzał się dookoła. Meg była wszędzie. Razem urządzali to mieszkanie. Nalał whisky do szklanki i wypił jednym haustem… potem drugą i trzecią. Była miłością jego życia… wiedział to od momentu kiedy spotkał ją po raz pierwszy. A teraz… znalazła sobie jakiegoś Francuza i nawet nie powiedziała prawdy! Wypił butelkę whisky ale wciąż bolało… więc otworzył następną. Po drugiej był już tak pijany, że chciał zadzwonić do Karen i powiedzieć jej, że jest stręczycielką i zadzwonić do Megan i powiedzieć jej, że jest dziwką. Dzięki Bogu ostatecznie wyłączył tylko telefon i poszedł spać.

Kiedy się obudził była północ, czuł się fatalnie więc wypił butelkę wódki i znów poszedł spać. Rano czuł się paskudnie zarówno fizycznie jak i psychicznie. Nie miał więcej alkoholu w domu więc poszedł do sklepu. Gdy wrócił wiedział już, że musi stąd wyjechać… gdziekolwiek, jak najdalej od tego domu. Wypił kilka drinków i znów poszedł spać. Pił ponieważ nie chciał myśleć o Meg. W poniedziałek pojechał taksówką do pracy. Wyglądał okropnie, ale nic go to nie obchodziło. Wszedł do biura Jonny’ego.

Jack? Jak ty wyglądasz… co się stało… wszystko w porządku? – Jonny był w szoku. Był niskim grubaskiem w okularach, mógł być około piętnastu lat starszy od Jacka.

Spójrz na mnie Jonny i powiedz jak myślisz, czy u mnie w porządku? – zapytał ironicznie.

Tak… nie… ale co się stało? – wciąż nie mógł wyjść ze zdziwienia.

W ostatni weekend moje dotychczasowe życie legło w gruzach i muszę zacząć nowe. Muszę gdzieś wyjechać; Australia, Ameryka, Afryka, nieważne. Będę wdzięczny jak wyślesz mnie gdzieś daleko do pracy.

Weź wolne i wyjedź gdzieś – zaproponował Jonny.

Nie potrzebuję wakacji tylko pracy. Jeśli nie możesz mnie nigdzie wysłać to odchodzę.

Ok, daj mi chwilę… ale możesz mi powiedzieć co się stało?

Przepraszam Jonny, ale nie chcę o tym rozmawiać. Wezmę z biurka swoje rzeczy, a ty pomyśl o jakiejś pracy zagranicą – powiedział i wyszedł.

Godzinę później wrócił do biura Jonny’ego.

Mam robotę w Stanach jeśli chcesz… bo wcześniej nie chciałeś – spojrzał na niego wyczekująco i podał mu list.

Ok, biorę. I wciąż chcę jechać do Australii w czerwcu – wsadził list do kieszeni nawet nie czytając.

Ok – Jonny był zmieszany. – Jedziesz w piątek.

Nie Jonny, do piątku to zapiję się na śmierć, muszę jechać jutro… proszę – naprawdę bardzo go prosił.

W tym momencie telefon na biurku Jonny’ego zaczął dzwonić.

Poczekaj – powiedział i podniósł słuchawkę. – Halo, tak proszę – powiedział i podał słuchawkę Jackowi. – To Meg – dodał.

Jack spojrzał na telefon i poczuł falę gorąca na twarzy. Jonny popatrzył tylko na niego i wyszedł. Po chwili Jack podniósł telefon do ucha.

Tak? – powiedział oschle.

W sobotę wieczorem Marcus znów szedł do pracy z Lucasem i Meg została sama. Lucas przyszedł do nich jako drag queen czym totalnie zaskoczył Meg. Postanowiła zadzwonić do Jacka i powiedzieć mu, że chce pogadać. Niestety Jack miał wyłączony telefon więc poczytała trochę książkę i poszła wcześnie spać. W niedzielę znów dzwoniła, ale telefon nie odpowiadał więc trochę się zdenerwowała. Marcus spał cały dzień a Karen była w szpitalu z Nicky’m więc nie mogła rozmawiać i Meg została sama. Poszła na spacer i do sklepu ale wciąż myślała o Jacku… może wydarzyło się coś złego? W poniedziałek telefon wciąż milczał więc postanowiła zadzwonić do biura Jonny’ego.

Cześć Jack, masz problem z telefonem czy go wyłączyłeś? Co się dzieje? Dzwoniłam do ciebie przez cały weekend – powiedziała z wyrzutem.

Nie chciałem z tobą rozmawiać i tyle – odpowiedział.

Ale dlaczego… Jack… powiedz mi co się stało. Dlaczego jesteś taki niegrzeczny? – Meg była bardzo zaskoczona.

Megan nie chcę ciągnąć tego cyrku. Wiem o wszystkim. To twoje życie i twoje decyzje. Jeśli uważasz, że właśnie to jest dla ciebie dobre… nie krępuj się. Nie dzwoń do mnie więcej, to koniec. Żegnaj – powiedział i rozłączył się.

Meg poczuła ogromny ból w dole brzucha i zemdlała.

Jack oparł się o krzesło i oddychał głęboko. To koniec. Pięć lat ich wspólnego życia właśnie się skończyło. Tak po prostu… ponieważ znalazła sobie kogoś innego. Do biura wszedł Jonny.

Przebukowałem ci bilet na jutro. Jack, wszystko w porządku? – spojrzał na niego uważnie.

Nie, nie jest w porządku. Zerwałem z Meg – powiedział ze smutkiem. – Zostawię ci mój telefon. Nie chcę nikomu mówić gdzie jadę i nie chcę z nikim rozmawiać. Daj mi nową kartę SIM i tylko ty będziesz znał mój numer. Możesz to dla mnie zrobić?

Jasne Jack. Przykro mi z powodu Meg. Czy mam odbierać twój telefon?

Tak, proszę. Jak będzie coś ważnego to mi powiesz gdy zadzwonię.

W porządku stary, przyjdź jutro przed wylotem i dam ci więcej informacji o pracy w Ameryce.

Dzięki, dobry z ciebie przyjaciel – Jack poklepał go po plecach i wyszedł.

Meg leżała na podłodze w swojej sypialni i czuła, że się budzi. Czuła, że boli ją całe ciało i słyszała głosy w drugim pokoju.

Nie mamy wyboru, powinniśmy to zrobić – usłyszała kobiecy głos.

Daj jej szansę, to musi być jej decyzja – usłyszała męski głos, który brzmiał znajomo.

Nie mamy czasu ona może umrzeć, ona chce umrzeć, tylko Jack się liczy – mówiła zirytowana kobieta.

Nie zgadzam się, musimy ją zapytać! – mężczyzna był nieprzejednany.

Dobra, zapytaj ją – kobieta poddała się.

Meg leżała i czekała co się wydarzy. Nagle zobaczyła Lucasa, który pochylał się nad nią. Chciała coś powiedzieć, ale nie mogła… ale on słyszał wszystko co ona pomyślała.

Megan posłuchaj mnie bardzo uważnie. Musisz podjąć bardzo ważną decyzję… i nie masz na to dużo czasu. Powiedz mi czy chcesz urodzić te dzieci?

Co chcesz zrobić? Dlaczego mnie o to pytasz? Straciłam Jacka… nie chcę żyć bez niego – ona myślała, a Lucas słuchał.

Wiem, że to trudne, ale proszę spróbuj nie myśleć o Jacku, myśl o bliźniętach w twoim łonie. Możesz je uratować… albo stracić… to najważniejszy wybór w twoim życiu – głos Lucasa był ciepły i miły.

Meg zaczęła płakać. Straciła Jacka ale te dzieci były częścią Jacka. Poczuła, że nie może ich stracić, bo wtedy straci siebie.

Megan proszę – Lucas był bardzo zdenerwowany.

Chcę je urodzić – powiedziała cicho.

Powiedz to jeszcze raz, głośniej!

Chcę urodzić moje dzieci – powtórzyła stanowczo.

Nie możesz nic zrobić – powiedział Lucas z satysfakcją. – Uratuj ją natychmiast! – dodał i Meg zobaczyła ciemność i poczuła, że spada w otchłań.

Kiedy się obudziła, leżała w szpitalu, a przy jej łóżku stali Karen i Marcus.

Co się stało? Co z moimi dziećmi? Gdzie jest Lucas? – zapytała przestraszona.

Meg kochanie witaj z powrotem. Przestraszyłaś nas. Marcus znalazł cię nieprzytomną w twoim pokoju i wezwał pogotowie. Z dziećmi… już teraz wszystko w porządku. A kim jest Lucas? – Karen odpowiadała Meg.

Lucas jest moim przyjacielem, jest w Niemczech i wraca jutro, dlaczego o niego pytasz? – Marcus wziął Meg za rękę.

Och… to nic… nie wiem… miałam sen…tak myślę – Meg starała się zebrać myśli.

Co się stało, dlaczego straciłaś przytomność? – Karen usiadła przy niej na łóżku.

Rozmawiałam z Jackiem – powiedziała smutno. – Powiedział, że wie o wszystkim i to moje życie, moje decyzje i z nami koniec – zakończyła ze łzami w oczach.

Sukinsyn – zaklęła Karen. – Ale skąd wiedział?

Nie mam pojęcia – Meg była coraz bardziej zdenerwowana.

Tak mi przykro – Karen przytuliła ją. – Wszystko będzie dobrze, nie jesteś sama, pomożemy ci.

Dzięki Karen – westchnęła Meg. – W moim śnie… no wiesz… z Lucasem… powiedziałam, że moje dzieci są najważniejsze… i naprawdę to czułam… ale teraz… rzeczywistość jest brutalna. Nie mam pracy, domu i za kilka miesięcy nie będę miała pieniędzy… ale jestem pewna, że chcę urodzić te dzieci.

Marcus uśmiechnął się ukradkiem, a Karen szeroko.

Dzielna dziewczyna. Uwierz mi, nie będziesz tego żałować – Karen spojrzała na Marcusa wymownie. Tylko się uśmiechnął.

Chciałabym wrócić do domu – Meg usiłowała wstać z łóżka.

Nie, nie, nie, nie możesz – Marcus zatrzymał ją. – Musisz odpocząć, prawie poroniłaś. To cud, że wciąż jesteś w ciąży.

Ok, ok – Meg nie protestowała. – Karen, co ty właściwie tu robisz? Powinnaś być w Anglii, nieprawdaż?

Marcus zadzwonił, że miałaś wypadek więc przyjechałam – wzruszyła ramionami.

Meg zmarszczyła brwi.

Więc jaki dzień mamy dzisiaj? – zapytała po chwili.

Wtorek południe – odpowiedziała Karen. – Marcus był z tobą całą noc.

Dziękuję Marcus i przepraszam za wszystko – Meg zaczerwieniła się. Nie chciała robić mu żadnych problemów.

Zawsze chętny do pomocy – Marcus powtórzył słowa angielskiej reklamy i uśmiechnął się.

Marcus idź do domu odpocząć, ja zostanę z Meg – powiedziała Karen.

Ok, to idę i wrócę wieczorem. Do zobaczenia moje panie – powiedział i wyszedł.

Meg westchnęła i nagle zaczęła płakać.

Hej dziewczyno, co z tobą? Przestań płakać proszę – Karen przytuliła ją. – Masz przyjaciół, którzy ci pomogą. Nie martw się, będzie dobrze.

Karen, nie rozumiesz. Ja nie mam nic! I nie mam pojęcia co dalej robić ze swoim życiem…

Po pierwsze uspokój się – Karen przerwała jej. – Musisz odpocząć. Byłaś w kiepskim stanie, kiedy Marcus cię znalazł… w bardzo złym… twoje serce prawie przestało bić. Powiedzieli nam, że nie uda się uratować dzieci, że nie masz na tyle siły, aby uratować siebie i maleństwa. Ale się mylili – uśmiechnęła się znowu. – W każdym razie nie musisz wracać do Anglii. Jeśli chcesz możesz zostać z Marcusem, rozmawiałam z nim o tym. Powiedział też, że znajdzie ci jakąś pracę…

Ale Karen… czasami czuję się mało komfortowo z Marcusem ponieważ… sama nie wiem… jest jakiś dziwny. Jest bardzo miły i jest dobrym przyjacielem ale to wszystko. Wciąż kocham Jacka, będę miała dzieci i nie chcę nawet myśleć o nowej miłości – zakończyła stanowczo.

Spokojnie dzieciaku – zaśmiała się Karen. – Marcus jest przyjacielski i to wszystko. Uwierz mi, że on nie chce być z tobą.

Więc to znaczy, że on jest… – Meg zamilkła wyczekująco.

To znaczy, że jeśli zechce opowiedzieć ci o sobie to to zrobi, ok? – Karen ucięła rozmowę. – W każdym razie nie musisz się tym martwić. Zastanawia mnie coś innego, skąd Jack wiedział o ciąży?

Nie mam pojęcia – westchnęła Meg. – Myślałam, że od ciebie albo Martina…

Nie powiedziałam mu, a Martin nic nie wiedział. Może z przychodni przysłali ci list?

To możliwe – zgodziła się. – Pamiętasz jak ci mówiłam, że Jack nie będzie szczęśliwy. Ale miałaś rację, że Francja otworzyła mi oczy i umysł. Teraz jestem pewna, że chcę te dzieci nawet, jeśli będę z nimi sama.

Meg, nie będziesz sama. Teraz masz tylko przyjaciół ale jeśli będziesz chciała, to pewnego dnia znajdziesz faceta, który pokocha ciebie i twoje dzieci, jestem tego pewna. Ale muszę ci powiedzieć, że myślałam, że Jack kocha cię na tyle mocno, że zgodzi się na dzieci… może nie od razu, ale za chwilę. Jestem nim bardzo rozczarowana i po prostu na ciebie nie zasługiwał.

Może masz rację, ale problem jest taki, że ja wciąż go kocham – Meg znów miała oczy pełne łez.

Wiem skarbie, wiem – Karen znów ją przytuliła. – Mam nadzieję, naprawdę mam nadzieję, że on się ogarnie i będziecie jeszcze razem… jeśli wciąż będziesz tego chciała. Myślę, że powinnaś się zdrzemnąć ponieważ jesteś bardzo zmęczona i zestresowana. Muszę zadzwonić do Martina, bo jest bardzo zdenerwowany… teraz już wie o twojej ciąży – Karen wstała i wyszła na korytarz.

Meg chciała jeszcze pomyśleć o całej tej sytuacji, ale była zbyt zmęczona więc poszła spać.

Następnego dnia Karen musiała jechać do domu, ale obiecała, że wpadnie w weekend, a Meg wyszła ze szpitala w piątek. Marcus zabrał ją do domu. Tego wieczoru dużo rozmawiali na temat przyszłości Meg. Ona chciała wracać do Londynu, ale nie miała pojęcia gdzie będzie mieszkać i pracować. Obawiała się, że nie znajdzie pracy będąc w ciąży… i miała rację. Marcus zaproponował, żeby została u niego, że zatrudni ją jako pomoc domową, będzie miała ubezpieczenie, opiekę medyczną i trochę pieniędzy. Meg popatrzyła na niego uważnie.

Kim jesteś Marcus? Dlaczego tak mi pomagasz, nawet mnie nie znasz?

Marcus tylko się uśmiechnął.

Jestem miłym facetem, a ty jesteś najlepszą przyjaciółką Karen… i co najważniejsze, potrzebujesz mojej pomocy. Nosisz w sobie nowe życie, zdecydowałaś się urodzić dzieci pomimo, że twoja sytuacja jest naprawdę trudna. Wiele przeszłaś w życiu i w moim odczuciu najwyższy czas, żeby ci się udało.

Dziękuję Marcus, kimkolwiek jesteś – Meg dała mu do zrozumienia, że wie, że on coś ukrywa. – Prawda jest taka, że jestem bardzo szczęśliwa, że mogę tu zostać. Trudno mi sobie wyobrazić, że miałabym spotkać się teraz z Jackiem – za każdym razem kiedy o nim mówiła miała łzy w oczach.

W porządku Megan, jestem przekonany, że wszystko będzie dobrze – Marcus objął ją i pocałował w czubek głowy. Tym razem dobrze się z tym czuła. Przytuliła się do niego z ufnością. – Muszę iść do pracy – powiedział po chwili. – Mogę cię zostawić samą? – spojrzał na nią uważnie.

Tak, pewnie, czuję się dużo lepiej – skłamała. Kiedy Marcus wyszedł do pracy rozpłakała się i płakała tak długo aż zasnęła.

Karen wróciła do domu i następnego dnia poszła do Jacka ale niestety go nie zastała. Wieczorem poprosiła Martina aby z nią poszedł, ale dom był nadal pusty. W czwartek postanowiła do niego zadzwonić, ale telefon był wyłączony. Ostatecznie poprosiła Martina, żeby dowiedział się co się dzieje z Jackiem. Niestety Martin nie miał dobrych wieści. Jonny powiedział mu, że Jack zostawił telefon i wyjechał do Stanów, a stamtąd do Australii i prawdopodobnie wróci dopiero na Boże Narodzenie… prawdopodobnie ale nie na pewno.

Pieprzony skurwiel! – Karen była wściekła. – I co ja teraz powiem Meg? – zwróciła się do Martina.

Nic – Martin wzruszył ramionami. – Powiesz jej jeśli zapyta… ale może nie zapyta. Przecież wie, że on ma jechać do Australii.

Ale nie mogę sobie wyobrazić jak on mógł zrobić coś takiego!? To jego dzieci… jego krew… jego DNA!

Wiem kochanie – Martin przytulił ją. – Również jestem zaskoczony. Myślałem, że oni nie mogą bez siebie żyć. Dzieci to nie koniec świata zwłaszcza dla nich. Mają pieniądze, dobrą pracę i najlepszy czas na potomstwo.

Kocham cię Martin jesteś taki mądry – Karen dała mu buziaka.

Pójdę do Jonny’ego za kilka tygodni i znów zapytam. Może będę mógł pogadać z Jackiem… tylko co mu powiem?

Nie wiem kotku, pomyślimy o tym później. Dziękuję ci za pomoc – znów go pocałowała.

Bardzo proszę – uśmiechnął się.

Jack pojechał do Stanów i próbował zapomnieć o Meg… ale nie mógł. Dużo pracował, organizował spotkania, promocje, koncerty i poszukiwał nowych klientów. Miał wiele kobiet, ale żadna nie była Meg. Odkrył, że alkohol jest zbyt słaby, ale narkotyki wciąż pozwalają na chwilę zapomnieć. Prosto ze Stanów pojechał do Australii… nie chciał wracać do Anglii. Rozmawiał tylko z Jonnym, czasem zadzwonił do matki i pracował, i pracował, i pracował. Dwa miesiące przed zakończeniem kontraktu w Australii spotkał Angie… dziewczynę podobną z wyglądu do Meg. Oczywiście tego nie zauważył w tym momencie, ale dzięki niej przestał pić i ćpać tak często jak wcześniej. Po prostu zobaczył dla siebie nadzieję.

W październiku Jonny zadzwonił do niego z informacją, że musi wrócić na dwa, może trzy tygodnie ponieważ w firmie jest dużo zmian, między innymi właściciel i Jack musi przedstawić raport co zrobił dla firmy w ostatnim roku. Jack nie był z tego zadowolony, ale zdecydował się przyjechać razem z Angie i jednocześnie spróbować załatwić sobie przeniesienie do Australii na stałe, tym bardziej, że biznes rozwijał się tam bardzo dynamicznie. Wrócił do Anglii 27 października.

Meg mieszkała we Francji i z każdym dniem była grubsza i grubsza i grubsza.. i bardzo jej się to podobało. Wciąż tęskniła za Jackiem ale rozumiała, że nie chciał dzieci… mówił o tym otwarcie. Przyjęła to do wiadomości i była nawet szczęśliwa, co zdecydowanie było dużo zasługą Marcusa. Chodziła do lekarza i dowiedziała się, że urodzi chłopca i dziewczynkę. Bardzo chciała zdecydować się na imiona ale codziennie miała inny pomysł. Marcus miał z niej niezły ubaw. Lucas bywał bardzo rzadko, szczególnie od kiedy Meg poruszyła temat swojego snu z Lucasem. Nic jej nie powiedział, ale Meg czuła, że on coś ukrywa. Odkryła też, że tęskni do Lucasa i była tym bardzo zaskoczona i wręcz zażenowana. Karen często u niej bywała, spędziła wraz z całą rodziną miesiąc wakacji we Francji. W tym czasie chodziły na zakupy i zgromadziły całą wyprawkę dla maluszków łącznie z łóżeczkami i wózkiem. Po tym miesiącu Meg była gotowa… mogła urodzić w każdej chwili. Był to dla niej bardzo szczęśliwy czas zwłaszcza, że dzieciaki Karen nie mogły się doczekać kiedy ciocia będzie miała dzieci.

Martin co jakiś czas dzwonił do Jonny’ego i pytał o Jacka, ale odpowiedź była zawsze taka sama… w końcu stracił nadzieję, że Jack wróci. Pewnego dnia Jonny zadzwonił do niego z informacją, że Jack będzie w Anglii i prośbą, żeby Martin nie mówił skąd wie. Martin obiecał mu to i powiedział Karen. Zaczęli zastanawiać się jak porozmawiać z Jackiem o Meg i przekonać go do zmiany zdania. Pewnego dnia Karen była na zakupach z Becky i spotkała Alana.

Cześć Alan, co słychać? – ucieszyła się.

W porządku, dziękuję, a u ciebie? – zapytał uprzejmie.

Również. Jesteśmy na halloweenowych zakupach z Becky, bo sam rozumiesz, dzieci mają imprezę i muszą wyglądać zachwycająco – uśmiechnęła się.

Oczywiście – zgodził się Alan i spojrzał na Becky. – Pracujesz gdzieś? – zmienił temat.

Nie, nie szukałam innej pracy. Lubię być kurą domową.

Tak, jasne, rozumiem. A Meg… wróciła z Paryża?

Skąd wiesz, że jest w Paryżu? – Karen zmarszczyła brwi.

Och, kilka miesięcy temu Jack do mnie dzwonił i pytał o jej adres w Paryżu. Powiedziałem, że już u nas nie pracuje, a firma się rozwiązuje.

Karen zrobiła się blada jak ściana i złapała Alana za rękę.

Karen, wszystko w porządku? – zapytał zmieszany.

Nie – odpowiedziała szczerze. – Powiedziałeś mu coś jeszcze?

Nie, podziękował i tyle – Alan wzruszył ramionami. – W każdym razie jeśli spotkasz Meg powiedz jej, że mam dla niej pracę jeśli chce – dodał i podał jej wizytówkę.

Ok, dziękuję, powiem jej – odpowiedziała słabo. – Przepraszam, ale musimy iść, do zobaczenia Alan – dodała i pociągnęła zaskoczoną Becky do samochodu

Kiedy przyjechały do domu zadzwoniła do Martina i kazała mu natychmiast przyjechać. Piętnaście minut później do domu wpadł przerażony Martin. Karen siedziała w kuchni ze szklanką whisky, a dzieci hałasowały na górze.

Karen, wszystko w porządku? Co się stało?! – zapytał zdenerwowany.

On nie wie o dzieciach – powiedziała cicho Karen wpatrując się w szklankę.

Co?! Kto?! O czym ty mówisz?!

Jack – Karen spojrzała na Martina.

Co?! Powiedziałaś, że wie o wszystkim!

Ponieważ tak powiedziała mi Meg. Jack nie chciał z nią rozmawiać ponieważ wie wszystko… nie konkretnie wie o ciąży. Czy ty rozumiesz tę różnicę? – Karen była załamana.

Ale skąd wiesz? – Martin wciąż nic nie rozumiał.

Spotkałam dzisiaj Alana i pytał o Meg. Powiedział, że Jack do niego dzwonił. Powiedziałyśmy Jackowi, że Meg wyjeżdża do Paryża z firmy, organizować biuro i Alan powiedział mu, że to nieprawda. Nie wiem co jeszcze wie Jack, ale myślę, że nie ma pojęcia o dzieciach.

Ale to nie ma sensu. Powinien spróbować wyjaśnić, porozmawiać a nie powiedzieć żegnaj, to koniec. To głupie – Martin starał się myśleć logicznie.

Martin – Karen spojrzała na niego poważnie. – Mam dla ciebie misję do wykonania. Musisz się dowiedzieć co wie Jack.

Cholera, wiedziałem, że to powiesz – Martin wcale nie palił się do tej misji.

Martin musisz mi pomóc… musimy pomóc Meg. Jeżeli on myśli, że ona go okłamała to nienawidzi mnie z całego serca ponieważ ja powiedziałam mu o jej pracy. Myśli, że pomagałam jej go oszukać – Karen była zrozpaczona.

Dobrze kochanie, nie martw się, postaram się pomóc. Dzięki Bogu wkrótce będzie w Anglii – Martin westchnął i przytulił Karen.

Meg było coraz ciężej, nie była bardzo gruba, ale miała duży brzuszek. Do porodu zostało trzy tygodnie. Lekarz mówił, że wszystko jest w porządku i powinna urodzić o czasie, to znaczy około czternastego listopada, ale ponieważ to bliźniacza ciąża, proponuje cesarskie cięcie tydzień przed terminem. Dwudziestego siódmego października Marcus miał iść do pracy, ale zdecydował się zostać w domu. Meg śmiała się, że nie idzie do pracy bo się boi, że ona zacznie rodzić, ale była o to spokojna. W środku nocy Marcus obudził ją.

Megan obudź się, obudź się już czas – powiedział cicho.

Jack jestem śpiąca, idź sobie – odpowiedziała. Często nazywała go Jack.

Megan musimy jechać do szpitala – powtórzył.

Megan obudziła się i poczuła, że prześcieradło jest mokre. Spojrzała zakłopotana na Marcusa.

Zaczęłaś rodzić, to wody płodowe – wyjaśnił.

O mój Boże, tak się boję – rozpłakała się.

Hej, będzie dobrze – Marcus kucnął przy niej i pogłaskał ją po włosach.

Karen obiecała, że będzie ze mną – Meg płakała – Ona ma takie doświadczenie…

Marcus uśmiechnął się. Nie spodziewał się takiego załamania w kluczowym momencie.

Megan popatrz na mnie – poprosił.

Spojrzała na niego zapłakanymi oczami.

Obiecuję, że ci pomogę – powiedział stanowczo.

Chcę Karen! – Meg rozpłakała się rzewnie.

Marcus westchnął.

Nie mogę dać ci Karen w tym momencie, ale mogę dać ci kogoś innego. Zamknij oczy Megan.

Zrobiła to i zobaczyła Lucasa.

Mój Boże to Lucas – krzyknęła radośnie.

Cześć Meg, musisz jechać do szpitala – Lucas był bardzo poważny.

Kim jesteś, dlaczego widzę cię w snach?

Jestem twoim aniołem. Opiekuję się tobą przez cały czas. Proszę jedź do szpitala z Marcusem.

Możesz być przy mnie? Tak bardzo się boję – poprosiła. Nawet nie była zdziwiona tym, co usłyszała.

Będę czekał w szpitalu – powiedział.

Ale w moich snach?

Nie, osobiście – powiedział i zniknął.

Meg otworzyła oczy. Marcus cały czas stał uśmiechnięty.

Czy ty także jesteś moim aniołem? – zapytała.

Jestem tylko twoim dobrym duchem – odpowiedział.

Nie wierzę ci – pokręciła głową i wstała. – Ale porozmawiamy o tym później – dodała i poszła do toalety.

Lucas czekał w szpitalu tak, jak obiecał. Meg była bardzo spokojna, kiedy on był przy niej. Poród przebiegł bez komplikacji. Meg miała cesarskie cięcie i urodziła dwoje ślicznych dzieci. Lucas i Marcus byli przy niej przez cały czas. Lucas opiekował się nią, a Marcus dziećmi. Kiedy Meg zmęczona zasnęła Marcus napisał sms –a do Karen. Była szósta rano.

Karen obudziła się o siódmej i gdy zobaczyła sms –a natychmiast obudziła Martina.

Kochanie obudź się, Meg już urodziła.

Moje gratulacje – odpowiedział Martin i obrócił się na drugi bok.

Martin a co z Jackiem! – krzyknęła Karen.

Nie drzyj się – zdenerwował się. – Jest w Londynie, pójdę do niego po pracy.

Nie ma mowy, nie mamy czasu – Karen zerwała się z łóżka. – Idę do niego, a ty zostań w domu – zdecydowała i poszła do łazienki.

Martin spojrzał za nią, położył się z powrotem i przykrył głowę poduszką.

O ósmej Karen zapukała do drzwi Jacka. Chwilę później stanęła w nich piękna blondynka. Była w szlafroku. W pierwszej chwili Karen chciała ją znokautować, ale po chwili zrozumiała, że ta dziewczyna jest przecież niewinna.

Cześć, muszę pogadać z Jackiem – powiedziała przyjaźnie.

Jack śpi – odpowiedziała nieznajoma.

Karen zauważyła, że dziewczyna ma dziwny akcent… może australijski?

To nie ma znaczenia – uśmiechnęła się Karen, pchnęła drzwi i skierowała się prosto do sypialni.

Co ty wyprawiasz?! – dziewczyna była tak zaskoczona, że nawet jej nie zatrzymała.

Jack, obudź się – Karen usiadła na łóżku. – Jack! – powiedziała głośniej.

Jack otworzył jedno oko i natychmiast zamknął.

Mam nadzieję, że to tylko koszmar – powiedział. – Odejdź Karen, nie chcę cię widzieć!

Jack nie odejdę dopóki nie pogadamy – odpowiedziała.

Jack westchnął, otworzył oczy i usiadł na łóżku.

Karen, nigdy w życiu nie uderzyłem żadnej kobiety, ale dla ciebie mogę zrobić wyjątek – powiedział groźnie.

Jego dziewczyna stała za drzwiami i słuchała.

Jack naprawdę mnie to w tej chwili nie obchodzi. Wiem, że mnie nienawidzisz, ale nie mam czasu teraz o tym myśleć. Przyszłam tutaj, bo musisz gdzieś ze mną iść – mówiła do niego spokojnie i przyjaźnie.

Spierdalaj Karen – odpowiedział. – Chyba nie muszę nic już więcej dodawać. Do niewidzenia – wstał i poszedł do łazienki.

Karen weszła tam za nim.

Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo jak Meg – powiedziała.

Ty głupia, stuknięta, pieprzona dziwko! – Jacka ogarnęła furia. – Wynoś się stąd bo nie ręczę za siebie!

Pięć minut – Karen była niewzruszona. – Czekam w kuchni – dodała i wyszła.

Jack oparł się o umywalkę. Wiedział, że nie powinien wracać… przeszłość dopadła go natychmiast. A swoją drogą bardzo dziwne, że przez tyle czasu nikt się do niego nie odzywał… Meg, Karen… nawet Martin… a teraz…

Dziesięć minut później wszedł do kuchni. Zastał tam Karen, Angie siedziała w salonie. Nie chciała się wtrącać… to była jego sprawa.

Zjedz coś, bo musimy iść – powiedziała Karen.

Posłuchaj mnie – Jack starał się być miły. – Między mną a Meg wszystko skończone i myślę, że ty dokładnie wiesz dlaczego… ale nie chcę o tym rozmawiać. Moja przeszłość to zamknięta karta. Mam nową dziewczynę i jestem przekonany, że Meg również jest szczęśliwa. Przypominam ci, że to był jej wybór.

Jack, wiem, że czujesz się oszukany, ale musisz coś zobaczyć. Obiecuję ci, że nigdy więcej mnie nie zobaczysz. Musisz ze mną jechać, jeżeli rzeczywiście chcesz zamknąć swoją przeszłość…

Nie chcę się widzieć z Meg – przerwał jej.

Nie zobaczysz się, obiecuję – przyrzekła.

Na życie swoich dzieci? – dopytywał się.

Ty naprawdę jesteś głupi – westchnęła. – Ale tak, przysięgam.

I nigdy więcej cię nie zobaczę?

Nigdy – potwierdziła.

Ok, wezmę kanapkę i możemy jechać – zgodził się.

W tym momencie do Karen zadzwonił Martin.

Cześć kochanie, jeszcze żyję – odebrała telefon. – Muszę jechać z Jackiem… tak… nie… wrócę wieczorem… tak, jestem pewna. Muszę przywieźć Jacka z powrotem, weź urlop na kilka dni proszę… tak, jutro… chciałabym zostać dwa dni… dziękuję kochanie, kocham cię.

Jack wszedł do salonu, porozmawiał chwilę z Angie i wrócił do kuchni.

Możemy jechać – powiedział. – A dokąd?

Do Paryża.

Spojrzał na nią zaskoczony.

Nie spotkasz Meg… obiecałam.

Przez całą drogę nie odzywali się do siebie, tylko radio grało. Karen zastanawiała się czy to był dobry pomysł zabierać go do Paryża, a Jack zastanawiał się o co do diabła chodzi. Kiedy byli w Paryżu Karen uruchomiła nawigację wpisując adres szpitala. Kiedy dojechali Jack był bardzo zaskoczony.

Szpital? O co chodzi Karen?

Nie pytaj, po prostu chodź – odpowiedziała i wzięła telefon. – Jesteśmy na zewnątrz – powiedziała po chwili do telefonu.

Kiedy weszli do szpitala, na korytarzu czekał Marcus.

Cześć Marcus – Karen pocałowała go w policzek. – Jak ona się czuje?

Śpi – odpowiedział. – Cześć Jack, jestem Marcus – wyciągnął do niego rękę.

Wiem, jesteś chłopakiem Meg – Jack nie podał mu ręki. – Co to za cyrk Karen, co ja tu robię? – zapytał zdenerwowany.

Zaprowadzę was – westchnął Marcus i poszedł.

Bądź miły i bądź cicho – szepnęła Karen do Jacka.

Weszli na drugie piętro i stanęli przed drzwiami.

Możecie wejść – zaprosił ich.

Karen instynktownie złapała Jacka za rękę. Był tak oszołomiony, że nawet się nie bronił. Karen otworzyła drzwi. W pokoju stały dwie kołyski ze śpiącymi dziećmi, których pilnował Lucas. Weszli do środka.

Mój Boże są takie śliczne – wyszeptała Karen. – Jack to twoje dzieci, twoje i Meg – uśmiechnęła się i spojrzała na niego.

Jack był w szoku. Spojrzał na dzieci, na Karen i po prostu wyszedł. Karen spojrzała na Lucasa.

Za dużo dla niego, znajdź go natychmiast – powiedział.

Karen wybiegła z pokoju, ale Jacka już nie było. Wybiegła na zewnątrz i zobaczyła go, gdy szedł przez parking.

Jack poczekaj! – krzyknęła ale on się nie zatrzymał. Biegła szybciej i szybciej i w końcu dogoniła go na końcu parkingu. – Jack zatrzymaj się proszę – wysapała.

Zatrzymał się i spojrzał na nią. Wyglądał bardzo źle, jakby miał dwadzieścia lat więcej.

Przepraszam Jack, naprawdę cię przepraszam – powiedziała po chwili. – Nie miałam pojęcia jak powiedzieć ci o dzieciach. Wiedziałeś, że Meg była w ciąży?

Zwariowałaś?! Skąd miałem wiedzieć!? – był wściekły. – Dlaczego nie powiedziała? – spojrzał na nią z wyrzutem.

Pamiętasz co mówiłeś o dzieciach? Bała się, że każesz jej usunąć ciążę.

Jack schował twarz w dłoniach.

Tak bardzo cię kochała, ale była przerażona. Zasugerowałam jej Paryż, że przyjedzie i wszystko sobie przemyśli. No i zdecydowała się powiedzieć ci o wszystkim, ale wtedy ty powiedziałeś; „to koniec”. Prawie umarła po tej rozmowie. Myślała, że dowiedziałeś się o ciąży i dlatego dała ci wolność. Jack czy możesz na mnie spojrzeć? – Karen przerwała opowieść.

Jack popatrzył na nią.

Kim był ten facet na korytarzu?

To Marcus mój najlepszy przyjaciel. Zgodził się nią zaopiekować, jest terapeutą.

Czy oni są ze sobą? – zapytał Jack po chwili.

Nie, to tylko przyjaciel. Meg kocha ciebie tak bardzo, że nie byłaby w stanie pokochać nikogo innego… za wyjątkiem waszych dzieci oczywiście.

Przez kilka minut stali w milczeniu.

Powinniśmy wracać do Anglii – zadecydowała Karen i poszła do samochodu, a Jack za nią. – Mogę ci opowiedzieć całą historię gdy będziemy wracać, ale mam jeden warunek; nie dawaj jej nadziei jeśli nie chcesz być z nią i z dziećmi. Rozumiem, że masz nową dziewczynę i nowe życie. Minęło kilka miesięcy, to była twoja decyzja i jej. Zaakceptowała, że nie chcesz być z nią więc jeśli zdecydujesz się tu wrócić, musisz być pewny, że chcesz ją razem z dziećmi. Nikt jej nie powie, że widziałeś dzieci, możesz być tego pewny – otworzyła samochód i wsiadła.

Czuję się jak potwór – Jack był załamany.

Niepotrzebnie. Jedynym twoim błędem było opowiadanie tych wszystkich okropnych rzeczy o dzieciach, reszta, to były jej decyzje – Karen była bardzo zdziwiona, że ma dla Jacka tyle zrozumienia. Jeszcze kilka dni wcześniej zabiłaby go chętnie i to gołymi rękami.

Przez całą drogę Karen opowiadała Jackowi o Meg i jej ciąży. Pomimo tego, Jack nie mógł zapomnieć, że Meg mieszkała i wciąż mieszka z Marcusem oraz, że sam widział jak się przytulali.

Jack proszę cię nie bądź głupiutkim, zazdrosnym dzieciakiem – Karen była już tym znudzona. – Nawet jak ci powiem kim jest Marcus to i tak mi w to nie uwierzysz więc przestańmy o tym rozmawiać. Miała dużo szczęścia, że Marcus mógł się nią zająć. Wiele lat temu pomógł mnie – Karen uśmiechnęła się do swoich wspomnień.

Karen wiem, że z twojego punktu widzenia jestem głupiutkim i zazdrosnym dzieciakiem, ale wiem co widziałem. To było rano, on wrócił do domu, ona otworzyła mu drzwi i go przytuliła. Jak sądzisz co powinienem o tym myśleć?

Karen zatrzymała samochód i spojrzała na Jacka.

Marcus nie jest człowiekiem, jest aniołem. Rozumiesz to? Kocha wszystkich ludzi na świecie ale nie może się zakochać. Więc to niemożliwe aby kochał Meg bardziej niż ciebie czy swojego sąsiada – Karen wywróciła oczami.

Tak, oczywiście, a jego najlepszym przyjacielem jest Święty Mikołaj i Olaf –bałwan z „Frozen” – odpowiedział ironicznie Jack.

Oglądałeś „Frozen”? Myślałam, że dorośli, którzy nie mają dzieci nie oglądają bajek – Karen była szczerze zaskoczona.

Karen! – Jack był zły. – Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć kim jest Marcus? Czy to ściśle tajne? Jest szpiegiem?

Och przestań! Mówiłam ci, że nie uwierzysz. Jeśli chcesz sam go zapytaj, ale na moje oko to masz większy problem niż „kim jest Marcus?”.

Przestali rozmawiać i zatopili się każde w swoich myślach. Karen odwiozła Jacka do domu.

Dzięki, że mnie nie zabiłeś – powiedziała.

Nie ma sprawy – odpowiedział smutno. – Mam większy problem niż pozbycie się ciebie.

Uszanujemy każdą twoją decyzję i ona się nigdy nie dowie – Karen była bardzo poważna. – I proszę jeszcze raz nie rób jej nadziei… bądź pewny.

A co jeśli ona każe mi się wynosić?

Jest takie ryzyko, ale zawsze możesz walczyć. Ty nie dałeś jej takiej szansy – Karen wzruszyła ramionami.

Dzięki za szczerość – westchnął. – Do zobaczenia – wysiadł z samochodu.

Trzymaj się Jack – westchnęła Karen i odjechała.

Jack chciał iść do domu, był bardzo zmęczony, ale po chwili rozmyślił się. Zadzwonił po taksówkę i pojechał do Mike’a. Niestety nie było go w domu, więc poszedł do hotelu. Musiał przemyśleć to co dzisiaj zobaczył i czego się dowiedział i zdecydować… co dalej. Kupił butelkę whisky, ale nie mógł pić. Nie mógł zapomnieć tych ślicznych maluszków w kołyskach. Jego dzieci… jego własne dzieci. Dlaczego mu nie powiedziała? Przypomniał sobie co mówił o Billym Kidzie i jego żonie. Meg była wtedy w ciąży i prawdopodobnie już o tym wiedziała. Miała rację, że mu nie powiedziała… to był najgorszy czas w całym ich wspólnym życiu. Prawdopodobne kazałby jej usunąć… tak, to bardzo prawdopodobne. Ale teraz? Co powinien zrobić teraz? Nie mógł usiedzieć w pokoju, poszedł pospacerować po mieście.

Następnego dnia Karen pojechała do Meg. Przeprosiła, że nie mogła przyjechać wcześniej. Meg czuła się fantastycznie i była bardzo szczęśliwa, wybrała też imiona dla dzieci: Thomas i Natalie. Karen była zachwycona ale również zaskoczona.

Myślałam, że dasz im imiona po przodkach albo…

Albo po Jacku ich ojcu? – dokończyła Meg. – Nie Karen moje dzieci mają „carte blanche”, nie chcę obciążać ich moją przeszłością – powiedziała smutno. – Możesz mi opowiedzieć jak poznałaś Marcusa? Teraz wiem kim on jest – zmieniła temat. Wciąż nie mogła myśleć ani mówić o Jacku bo od razu miała łzy w oczach.

To było około osiem lat temu. Byłam w pierwszej ciąży, ale jeszcze o tym nie wiedziałam. W tamtym czasie byłam dość niemiła, obrażałam innych a zwłaszcza Martina. I pewnego dnia powiedziałam kilka słów za dużo i on odszedł. Byłam uparta, jak sama wiesz, więc po prostu zerwaliśmy. I wtedy Marcus został moim sąsiadem… bardzo przystojnym i miłym sąsiadem. Miesiąc później dowiedziałam się, że jestem w ciąży, a Martin miał nową dziewczynę. Miałam pomysł, żeby usunąć ciążę, oddać dziecko do adopcji, być samotną matką, ale nie chciałam mówić Martinowi… pomimo że wciąż go kochałam. Byłam zbyt dumna. Dzięki Bogu Marcus był ze mną i jesteśmy razem właśnie dzięki niemu. Każdego dnia powtarzał mi, że powinnam dać Martinowi szansę kiedy wróci i pewnego dnia wrócił… i zapytał mnie o ciążę. Okazało się, że był u wróżki z nową dziewczyną i ona mu powiedziała, że wkrótce zostanie ojcem. To nie był zbieg okoliczności, pomimo, że Marcus zaprzeczał… ale ja wiedziałam. Kiedy Becky się urodziła powiedział, że już go nie potrzebujemy i wyprowadza się do Francji. Zostawił mi adres i numer telefonu i od tamtej pory jesteśmy w kontakcie.

Piękna historia ale dlaczego o tym nie wiedziałam? – Meg zmarszczyła brwi.

Obiecaliśmy sobie… z Martinem, że nie będziemy o tym mówić i do tego wracać. Dla nas obojga było to bardzo bolesne, a z drugiej strony bardzo dziwne… historia z aniołem.

Lucas jest moim aniołem i dlatego jest przy mnie – powiedziała Meg.

Szczęściary z nas – Karen puściła do niej oko.

O tak, to prawda – powiedział Marcus wchodząc do pokoju. – Czas na karmienie.

Pielęgniarka przyniosła dzieci w kołyskach i pomogła Meg je nakarmić.

Dwa dni później Meg wróciła do domu. Marcus był przy niej cały czas, Lucas od czasu do czasu. Zauważyła, że Lucas jest przy niej zawsze, gdy go potrzebuje… Marcus… zawsze, zawsze. Była im obu bardzo wdzięczna ponieważ sama by sobie nie poradziła. Wciąż „uczyła się” swoich dzieci… dlaczego płaczą, dlaczego oboje w tym samym czasie. Dwa tygodnie później była piękna pogoda więc Meg wybrała się z dziećmi na spacer. Marcus został w domu. Nagle ktoś podjechał pod dom. Marcus podszedł do drzwi i zobaczył Jacka. Wiedział, że on wkrótce wróci.

Czy to Jack? – zapytał Lucas stojąc na piętrze.

Tak, czy nie powinieneś być w Hiszpanii? – Marcus był zaskoczony.

Muszę z nim porozmawiać – wytłumaczył i zszedł na dół.

Marcus otworzył drzwi zanim Jack zapukał.

Wejdź proszę – uśmiechnął się.

Jack zawahał się ale wszedł do środka.

Chciałbym porozmawiać z Meg – powiedział.

Wiemy ale Meg jest na spacerze z bliźniakami. Siadaj proszę – Marcus zaprosił go do kuchni. – Napijesz się czegoś?

Nie, dziękuję – Jack potrząsnął głową. Patrzył na Marcusa i zastanawiał się co o nim mówiła Karen.

Tak to prawda, jestem aniołem – odpowiedział Marcus. – Ale nie znam osobiście Świętego Mikołaja… za to Olaf jest zdecydowanie moim przyjacielem – uśmiechnął się.

Jack zaczerwienił się po korzonki włosów.

Przepraszam nie bądź zły, to było bardzo śmieszne. Karen powiedziała mi o waszej rozmowie – dodał przepraszająco.

Jack uśmiechnął się słabo, czuł się zażenowany tą sytuacją. Marcus spojrzał na Lucasa i wyszedł.

Jack, chciałbym z tobą porozmawiać zanim wróci Meg – powiedział poważnie Lucas.

Chcę z nią być – odpowiedział bardzo szybko.

Lucas uśmiechnął się.

Wiem o tym, ale chciałbym porozmawiać.

Jesteś aniołem… jak Marcus?

Tak, jestem. I pamiętam jedną scenę. Na schodach siedział mały chłopiec, miał dziesięć lat, a jego rodzice kłócili się na dole. Ten chłopiec słyszał zbyt dużo, ale nie dość, żeby wszystko zrozumieć. Chcę ci powiedzieć, że twój ojciec kochał cię bardziej niż własne życie. Nigdy nie chciał żadnej aborcji. Twoja mama chciała mieć więcej dzieci ale nie mogła ponieważ wiele lat temu nie usunęła cysty z jajnika. Dlatego właśnie nie mogła. Twój ojciec miał do niej żal, że go nie posłuchała. Wciąż myślisz, że twoja mama straciła swoje życie ponieważ ciebie urodziła ale to nieprawda. Nigdy jej o to nie zapytałeś. Dlaczego? Zapytaj, a powie ci to samo co ja… bo taka jest prawda. Pomyśl o tym Jack – zakończył.

Jack miał łzy w oczach. Nie wiedział co powiedzieć. Dawno temu jedna rozmowa zmieniła go i jego relacje z ludźmi na zawsze a teraz, znów jedna rozmowa zrobiła to samo. To było zbyt wiele dla niego.

Meg była na spacerze dłużej niż godzinę i postanowiła wracać. Gdy była blisko domu zauważyła, że ktoś przyjechał. Zastanawiała się kto to mógł być. Zadzwoniła dzwonkiem do drzwi ponieważ potrzebowała pomocy. Marcus otworzył drzwi i wziął dzieci, był bardzo niespokojny.

Marcus wszystko w porządku? – zapytała. – Ktoś do nas przyjechał?

Tak, wezmę dzieci, idź do kuchni – odpowiedział i wprowadził wózek do salonu.

Meg zdjęła płaszcz i skierowała się do kuchni. W drzwiach stał Lucas.

Cześć Lucas, miło cię widzieć – zarzuciła mu ręce na szyję.

Cześć Meg wyglądasz ładnie i chyba czujesz się dobrze – uśmiechnął się.

Mogę powiedzieć, że jestem prawie szczęśliwa – odpowiedziała.

Chodź ze mną – wziął ją za rękę i wprowadził do kuchni. Jack siedział na krześle. Kiedy ją zobaczył wstał ale nie mógł wydobyć z siebie głosu.

Jack? – Meg myślała, że to sen. Spojrzała niepewnie na Lucasa.

Jest prawdziwy – Lucas czytał w jej myślach jak zwykle.

Meg zbliżyła się do niego.

Meg… ja… ja… ja nie wiem co powiedzieć… ja…

Jack jesteś tu… – nie mogła uwierzyć. – Nic nie mów tylko mnie przytul – przerwała mu.

Jack otworzył ramiona, a ona zarzuciła mu ręce na szyję. Lucas oparł się o framugę i odetchnął. Teraz mógł wrócić do Hiszpanii… więc poszedł.

Jack i Meg stali tak trzy minuty a może więcej. Oboje płakali. Nagle Meg zaczęła się osuwać.

Meg w porządku? – Jack posadził ją na krześle. Był przestraszony.

Tak w porządku – uśmiechnęła się – zbyt wiele emocji.

Chcesz może wody lub coś innego? – przykucnął przy niej.

Nie dziękuję, już mi lepiej. Co ty tu robisz Jack? – zmarszczyła brwi.

Przyszedłem błagać cię o przebaczenie. Teraz wiem wszystko… naprawdę wszystko – westchnął.

I znów chcesz być ze mną? – nie mogła w to uwierzyć.

Jeśli się zgodzisz…

Ale to nie jest takie proste – potrząsnęła głową – Mam dzieci.

My mamy dzieci – poprawił ją. – Wiem o dzieciach… wiem o wszystkim Meg i tak bardzo mi przykro, że byłaś z tym sama.

I chcesz być ze mną i z naszymi dziećmi? Jack, co się stanie z twoim życiem? Z twoim domem…

Ty jesteś moim życiem Meg. Kilka miesięcy temu byłem tu i zobaczyłem cię z Marcusem. Myślałem, że mnie okłamałaś i mieszkasz we Francji z innym facetem. Okłamałaś mnie o pracy, dzwoniłem do Alana. Nie wiedziałem, ze jesteś w ciąży ponieważ nikt mi o tym nie powiedział.

Przepraszam, wiem, że to moja wina – Meg spuściła głowę.

Mój Boże Meg kocham cię i chcę być z tobą i naszymi dziećmi. Jeśli wciąż mnie kochasz proszę, spróbuj jeszcze raz mi zaufać.

Nigdy nie przestałam cię kochać – wyszeptała.

Jack pochylił się i bardzo delikatnie pocałował ją w usta.

Chciałbym zacząć od nowa jeśli się zgodzisz – wyszeptał nie przestając jej całować.

Przepraszam, że przerywam tę jakże romantyczną scenę ale Natalie jest bardzo głodna – Marcus wszedł do kuchni z uśmiechem i podał małą Meg. – Próbowałem jej wytłumaczyć, że rodzice są bardzo zajęci, ale nie chciała słuchać.

Jest taka śliczna – Jack wziął ją za rączkę.

Zostaw ją, jest naprawdę głodna. Mam dla ciebie podobny egzemplarz – Marcus poszedł do salonu i po chwili wrócił z Thomasem. – To twój syn stary, możesz być dumny – poklepał go po plecach.

Jack wziął Thomasa bardzo ostrożnie. Meg spojrzała na Marcusa z wdzięcznością.

Bardzo proszę – uśmiechnął się i wyszedł.

Trzy lata później

Spokój ferajna, jesteśmy na miejscu – powiedział Jack do Meg i dzieciaków siedzących i hałasujących na tylnym siedzeniu samochodu.

Dzięki Bogu, myślałam, że zwariuję – westchnęła Meg. – Mam nadzieję, że Marcus jest w domu.

Wysiedli z samochodu i dzieciaki pobiegły do drzwi.

W porządku kochanie? – Jack spojrzał na Meg z miłością.

Tak, w porządku – Meg pogłaskała się po brzuszku, była w piątym miesiącu ciąży.

Wujek Marcus – wrzasnęły dzieciaki kiedy otworzył drzwi.

Cześć szkraby – Marcus uśmiechnął się i wziął dzieciaki na ręce. – O, co ja widzę, znowu się rozmnażacie – zaśmiał się.

Ostatnio dużo straciłem; fochy, humory, zachcianki, musiałem to poczuć na własnej skórze – zaśmiał się Jack i pocałował Meg w czubek głowy.

Jestem bardzo szczęśliwy – Marcus spojrzał na Meg.

Ja również – uśmiechnęła się.

Jutro przyjedzie Karen z Martinem i dzieciakami – powiedziała Meg, gdy siedzieli w kuchni.

Wspaniale – Marcus był naprawdę szczęśliwy. – W niedzielę możemy jechać do ZOO.

Świetny pomysł – zgodziła się Meg – Może mają tam pustą klatkę. Zamkniemy tam dzieciaki i pójdziemy na kawę.

Marcus i Jack zaczęli się śmiać. Natalie i Thomas również, chociaż w sumie nie wiedzieli z czego.

Wieczorem dzieci poszły spać. Marcus szedł korytarzem, gdy usłyszał głos Natalie.

Aniele Boży Stróżu mój, ty zawsze przy mnie stój. Rano, wieczór, we dnie, w nocy bądź mi zawsze ku pomocy. Strzeż duszy i ciała mego… i mojej mamusi i tatusia i mojego niegrzecznego brata Thomasa i mojej małej siostrzyczki w brzuszku mamusi, i zaprowadź mnie do żywota wiecznego. Amen.

Tak będzie cukiereczku, możesz być pewna, że tak będzie – wyszeptał.

KONIEC

This entry was posted in Bez kategorii. Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>