Długo oczekiwana “Spowiedź” polska wersja językowa opowiadania “Confession”. Zapraszam :)

SPOWIEDŹ”

Mam na imię Ann i to jest moja prawdziwa historia. Wszystko zaczęło się w dniu mojego urodzenia… nie, nie, nie, wcześniej, przed moim urodzeniem… to zależy czy ktoś wierzy w życie po śmierci, czy nie.

Zdaję sobie sprawę, że to trudne zagadnienie. Ja nie wierzyłam, ale pewnego dnia świadomie zdecydowałam, że chcę się przekonać… i uwierzyłam. Opowiem o tym później. Ok, więc moje urodziny… urodziłam się w zwyczajnej angielskiej rodzinie, mieszkaliśmy w małym miasteczku pod Londynem. Moja mama była dyrektorką przedszkola, ojciec pracował w prywatnej firmie. Byłam pierwszym dzieckiem moich rodziców, a także pierwszą wnuczką w rodzinie, więc wszyscy byli bardzo szczęśliwi. Byłam uśmiechniętą czarnowłosą dziewczynką z dużymi, brązowymi oczami. Kiedy miałam dziewięć lat, na świecie pojawiła się moja siostra, a ja zostałam opiekunką do dziecka. Moje dzieciństwo dobiegło końca. Dowiedziałam się, że skoro chciałam mieć siostrę, to muszę teraz się nią zajmować. Tylko, że ja nie przypominam sobie, żebym chciała mieć siostrę… było mi całkiem dobrze samej! Ale nie to było najgorsze. Dwa lata później przeprowadziliśmy się na wieś, dziesięć mil od naszego miasta. Nikogo tam nie znałam i czułam się bardzo samotna. W tym czasie mój ojciec stracił pracę i nie mieliśmy zbyt dużo pieniędzy. Nowy dom, nowe miejsce, brak pieniędzy i głupia, mała siostra Daisy, którą ciągle musiałam się zajmować. Byłam naprawdę wściekła i bardzo nieszczęśliwa. Moi rodzice zdecydowali, że zostanę w starej szkole… więc dojeżdżałam do szkoły dziesięć mil i tam też miałam znajomych. Nie mogłam spotykać się w soboty z moją przyjaciółką Lucy ponieważ mieszkała w mieście, zbyt daleko od mojego domu, a ja musiałam pomagać mamie i opiekować się siostrą. Mój ojciec był wiecznie zmęczony i nie mógł podrzucić mnie do Lucy… mieliśmy samochód, ale był używany tylko do jazdy do pracy. Nawet, gdy mój ojciec znalazł pracę, ciągle był zmęczony i nie musiał nic robić w domu… tylko przynosić wypłatę. W moim odczuciu to nie było fair. Moje życie stało się koszmarem. Każde wakacje spędzałam w domu opiekując się Daisy i pomagając mamie. Nienawidziłam mojego życia! Moja matka uważała, że powinnam być szczęśliwa, że możemy być razem i mamy taki piękny dom.

Przepraszam, że opowiadam tę historię z najdrobniejszymi szczegółami, ale jest to bardzo ważne aby zrozumieć jaki wpływ miało to na moje dalsze życie.

Wracając do tematu, kochałam muzykę, a moim marzeniem było nauczyć się grać na gitarze. Niestety w naszej wiosce nie było takiego nauczyciela. Kiedy poszłam do gimnazjum (w mieście, bo na wsi była tylko podstawówka), znalazłam prywatną szkołę muzyczną, gdzie za niewielkie pieniądze mogłabym uczyć się grać. Powiedziałam o tym mamie, ale ona oczywiście natychmiast znalazła mnóstwo powodów, aby mi odmówić. Po pierwsze nie mam gitary, więc najpierw musiałaby mi ją kupić, a potem jeszcze płacić za moje lekcje. Poza tym, nie była pewna czy ja naprawdę się tym interesuję czy to tylko chwilowe zauroczenie, ostatecznie uznała, że nie będzie tracić pieniędzy na moje fanaberie. Kolejnym problemem było to, że lekcje odbywały się po południu, a ja byłam za młoda, aby wracać do domu po ciemku… zwłaszcza jesienią i zimą, kiedy ciemno robi się naprawdę wcześnie. Oczywiście ojciec był zmęczony i nie mógł po mnie przyjeżdżać, a matka nie miała prawa jazdy więc było jasne, że muszę zrezygnować. Miałam trzynaście lat i miałam dosyć mojego życia. Nienawidziłam matki, ojca i siostry… chciałam umrzeć. Kiedy pomyślałam o tym po raz pierwszy, ta myśl powoli rozwijała się w mojej głowie. Poddałam się, nie potrzebowałam niczego, byłam jak robot… ponieważ miałam plan… plan zakończenia mojego życia. Byłam dzieckiem, bardzo nieszczęśliwym i samotnym dzieckiem. W szkole byłam bardzo grzeczna, nikt nie wiedział co planuję. 22 maja były moje czternaste urodziny. Moja mama zorganizowała przyjęcie… nie dla moich przyjaciół, ale dla dziadków i dalszej rodziny. Ten dzień był dla mnie bardzo radosny ponieważ dostałam pieniądze, żeby kupić sobie prezent. Mogłam kupić gitarę! Kiedy powiedziałam o tym mamie odpowiedziała, że oczywiście mogę, ale nie mogę iść do swojej wymarzonej szkoły… może w przyszłym roku… to było już dla mnie za wiele. Pierwszy raz w życiu poczułam, że chcę zabić matkę… ale nie byłam aż tak odważna. Postanowiłam więc zabić siebie. Ale jak? Wiedziałam , że matka ma tabletki… mocne tabletki na serce (miała nadciśnienie). W nocy, po moich urodzinach, wzięłam kilka… siedem, może osiem i połknęłam. Miałam dosyć mojego życia i mojej rodziny, naprawdę chciałam umrzeć. Poszłam do pokoju i położyłam się do łóżka. Wyobrażałam sobie, że zasnę i już nigdy się nie obudzę. W tym momencie czułam się naprawdę szczęśliwa, nie było we mnie strachu, wyrzutów sumienia czy złości. Wiedziałam, że podjęłam właściwą decyzję. Niestety kilka minut później zaczęłam tak gwałtownie wymiotować, że myślałam, że zwymiotuję wszystko łącznie z żołądkiem i wątrobą. Aż mama zapukała do łazienki z pytaniem co się dzieje. Powiedziałam jej, że zjadłam za dużo i że wszystko jest ok. Poszła spać, a ja zostałam sama. Wróciłam do pokoju i płakałam całą noc. Byłam beznadziejna, nawet nie potrafiłam się zabić! Zasnęłam nad ranem. Nie pamiętałam co mi się śniło, ale wiedziałam, że coś bardzo ważnego. Pamiętałam tylko męski głos, który powiedział do mnie miękko: „Pomogę ci”. Następnego dnia czułam się źle, byłam zmęczona, ale szczęśliwa… i w sumie nie wiedziałam dlaczego.

W poniedziałek po szkole poszłam do Funciaka (sklep w Anglii gdzie wszystko kosztuje 1 funt).Wciąż byłam szczęśliwa i czułam, że ktoś jest w mojej głowie… to była dziwne, ale miłe… nie byłam już taka samotna. Ok, więc poszłam do Funciaka i kupiłam nóż… bardzo ostry nóż do mięsa. Gdyby ktoś mnie zapytał po co, nie miałam pojęcia… teraz myślę, że to nie byłam ja. W każdym razie kupiłam go i wróciłam do domu. Schowałam nóż pod łóżkiem. Tej nocy, po północy, coś mnie obudziło i zrobiłam to po raz pierwszy… okaleczyłam się. Wzięłam nóż i zrobiłam bardzo głębokie cięcie na lewym ramieniu… zbyt głębokie ponieważ nie mogłam zatamować krwawienia. Poszłam do łazienki i włożyłam rękę pod zimną wodę. Kilka minut później opanowałam sytuację, przykleiłam duży plaster i poszłam spać. Czułam się tak świeżo, byłam szczęśliwa, to było bardzo mistyczne doświadczenie, nie miałam już w sobie gniewu i czułam się znacznie lepiej. Od tej nocy miałam sekret, tylko mój sekret i wreszcie zaczęłam być szczęśliwa. Rano zobaczyłam, że pościel jest pobrudzoną krwią, ale powiedziałam mamie, że dostałam okresu i uwierzyła. Cięłam się przez dwa lata, zawsze w nocy… po północy. Okaleczałam ręce, nogi i czasem brzuch, za każdym razem działało to na mnie bardzo odświeżająco. Odkryłam, że w mojej głowie jest głos, który mnie budzi i mówi mi co mam robić. Lubiłam go ponieważ czułam się z nim lepiej i bezpieczniej. Stał się najważniejszą rzeczą czy też „osobą” w moim życiu. Nie wiem skąd wiedziałam, że ma na imię Billy. Żyłam z nim już ponad dwa lata i przestałam być samotna pomimo tego, że nie miałam przyjaciół… głos w mojej głowie był moim najlepszym przyjacielem. Jeśli chodzi o moją rodzinę to nic się nie zmieniło: wiecznie zmęczony ojciec, sfrustrowana matka i głupia siostra… tylko ja byłam inna. Wiedziałam, że pewnego dnia się zabiję, ale jeszcze nie teraz. Oczekiwałam na ten dzień wiedząc, że nie muszę się spieszyć.

Pewnego wrześniowego dnia mieliśmy w szkole spotkanie z facetem, który był nauczycielem w prywatnym klubie muzycznym… to była nowa placówka w naszym mieście. Oferował pierwszą lekcję gratis na wybranym instrumencie. Miał na imię Jared i grał na gitarze w zespole rockowym.

Kiedy go zobaczyłam poczułam, jakbym go znała od zawsze. Miał długie blond włosy, był bardzo wysoki i chudy i miał śmieszne małe oczka. Mógł mieć około dwudziestu paru lat. Nigdy wcześniej go nie widziałam, a jednak czułam, że go znam! To samo poczułam kiedyś, kiedy spotkałam Lucy. Byłyśmy jak bliźniaczki, wiedziałyśmy o sobie wszystko i właściwie dzięki Lucy byłam szczęśliwa. Po podstawówce Lucy z rodzicami przeprowadziła się do Los Angeles. Wciąż miałyśmy kontakt, ale już nie taki częsty, a kiedy zaczęłam się okaleczać, zakończyłam tę znajomość.

Ale wróćmy do Jareda. Siedziałam przy swoim stoliku i gapiłam się na niego. Jego gesty, sposób mówienia, wszystko wydawało mi się znajome.

– Na co się tak gapisz Ann? – zapytała siedząca koło mnie Jessica.

– Na nic, po prostu czuję, że znam tego kolesia – odpowiedziałam zawstydzona.

– Podoba ci się – domyśliła się. – Powinnaś sobie znaleźć chłopaka ale nie jego, on jest dla ciebie za stary – zaczęła się śmiać.

– Zamknij się – syknęłam.

– Idź na pierwszą lekcję, jest za darmo – zaproponowała pojednawczo.

– Może to zrobię – odpowiedziałam.

Po spotkaniu Jared pytał każdego jaki instrument wybiera i kiedy chce przyjść na lekcję. Kiedy przyszła moja kolej Jessica stała za mną.

– Jak masz na imię i który instrument cię interesuje? – spojrzał na mnie i uśmiechnął się.

– Mam na imię Ann i chciałabym gitarę – odpowiedziałam cicho.

– Uważaj na nią, to wiedźma, powiedziała mi, że czuje jakby cię znała – wtrąciła Jessica śmiejąc się.

Zrobiłam się czerwona i miałam ochotę ją zabić. Jared spojrzał na mnie z zaciekawieniem i znów się uśmiechnął.

– Może spotkaliśmy się w poprzednim życiu. Wierzysz w reinkarnację? – Puścił do mnie oko.

– Tak, jasne – kiwnęłam głową.

– Więc jaki dzień i która godzina ci pasuje? – Wrócił do interesów z uwagi na dość długą kolejkę za mną.

Zerknęłam na kartkę.

– Może w środę o trzeciej – wskazałam palcem wolną godzinę.

– Jasne, nie ma problemu. Widzimy się w środę i jeśli masz gitarę, weź ją ze sobą.

Zawahałam się przez moment.

– Nie, nie mam – odpowiedziałam cicho.

– To nie jest problem – powiedział szybko. – Mam kilka wolnych gitar. Do zobaczenia w środę.

– Dzięki, do zobaczenia. – Czułam się fatalnie, że nie mam swojej gitary.

Po szkole poszłam do sklepu muzycznego… chciałam sprawdzić ceny… większość z nich była naprawdę wysoka. Byłam wściekła, bo gdybym kupiła gitarę dwa lata temu, nie miałabym teraz problemu.

„Masz rację, idź do domu i zrób to.” Usłyszałam Billy’ego. Za każdym razem Billy mówił mi co powinnam zrobić. Czułam się z nim bardzo bezpiecznie. On zawsze wiedział co muszę zrobić, aby poczuć się lepiej. Poszłam do domu i wzięłam nóż, leżał w środku mojego łóżka. Byłam sama, rodzice i siostra wracali po szóstej, miałam dość czasu. Nóż był bardzo ostry ale nauczyłam się używać go umiejętnie, nie robić zbyt głębokich ran. Dzięki Bogu lato się już kończyło i znów mogłam ciąć się po łydkach i przedramionach. Lato było najgorszą porą roku ponieważ nie mogłam ciąć się wszędzie tam, gdzie chciałam, ze względu na ubranie, a raczej jego brak. W gruncie rzeczy byłam bardzo ostrożna. Cięłam się już dwa lata i nikt nawet się nie domyślał. Byłam z siebie bardzo dumna, że mam swój własny, osobisty sekret.

W każdym razie poczułam się lepiej… jak zawsze. Jeśli ktoś się tnie, kiedy widzi swoją krew, kiedy czuje ból, wszystkie problemy „ulatniają się” przez tę ranę. To bardzo trudno wytłumaczyć, co czuje człowiek, który się okalecza. To po prostu trzeba poczuć. Jednym słowem, to katharsis. Czujesz się tak, jakbyś mógł zacząć wszystko od nowa.

Nie mogłam doczekać się środy. Byłam bardzo podekscytowana. Po szkole poszłam do klubu muzycznego, Jared był taki miły pomimo że widać było zmęczenie na jego twarzy.

– Cześć Ann – powitał mnie. – Gotowa do nauki?

– Tak sądzę – uśmiechnęłam się niepewnie.

– Zacznijmy od wybrania gitary dla ciebie – Jared podszedł do szafy i z gitarami i chwilę popatrzył. – Ta będzie doskonała dla ciebie – wziął jedną i podał mi.

To było najlepsze czterdzieści pięć minut w moim życiu. Byłam dobrą uczennicą, szybko przyswajałam wiedzę. Widać było, że Jared był zaskoczony.

– No dobra Ann, myślę, że masz duży talent i powinnaś kontynuować naukę.

– Bardzo bym chciała, ale nie mam gitary, a rodzice nie chcą mi jej kupić. Uważają, że to tylko moje fanaberie – westchnęłam.

– Możliwe, nie znam cię, ale jeśli chcesz grać to powinnaś, bo masz wielki talent – powtórzył. – Co możemy zrobić… pożyczę ci gitarę, żebyś mogła grać w domu.

– Super – ucieszyłam się. – A ile kosztuje jedna lekcja?

– Osiem funtów za czterdzieści pięć minut. Chcesz raz, czy dwa razy w tygodniu?

– Raz – odpowiedziałam szybko. Nie mogłam mu powiedzieć, że nie mam za dużo kasy. – Mam dużo zajęć pozalekcyjnych – próbowałam się tłumaczyć, ale on nie był tym zainteresowany.

– Nie ma problemu, środa, trzecia, pasuje ci?

– Tak, jasne.

– Weź gitarę, widzimy się za tydzień – pożegnał mnie z uśmiechem.

Następne kilka miesięcy to był najlepszy okres w moim życiu. Uczyłam się pilnie i rodzice obiecali, że na Gwiazdkę kupią mi gitarę. Przestałam się ciąć… zrobiłam to może raz czy dwa, jak starzy naprawdę mnie wkurzyli. Czasami Billy próbował do mnie coś mówić, ale miałam swoją gitarę i to było dla mnie najważniejsze. Po świętach i Nowym Roku byłam bardzo podekscytowana spotkaniem z Jaredem. Chciałam pokazać mu moją gitarę. Kiedy przyszłam do klubu Jareda nie było, był za to inny chłopak.

– Gdzie jest Jared? – zapytałam nerwowo.

– Cześć, ty jesteś Ann? Jestem Patrick, przyjaciel Jareda. Jared musiał lecieć z zespołem do Stanów. Wróci za dwa, może trzy tygodnie, mają tam kilka koncertów. Mogę cię uczyć jeśli powiesz mi co przerabiasz.

– Ok – odpowiedziałam zrezygnowana.

Byłam bardzo zdenerwowana… i bardzo zawiedziona, że nie powiedział mi o wyjeździe. Myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi, ale się myliłam. Był miły i przyjacielski, bo to jego praca. Byłam dla niego wyłącznie klientką! Nie mogłam się skupić na lekcji, chciałam wracać do domu. Kiedy już wróciłam, pocięłam swoje ramiona. Billy mi pomógł… byłam szczęśliwa, że jest ze mną, że nie jestem sama. Był moim jedynym przyjacielem. Te trzy tygodnie bez Jareda były dla mnie bardzo trudne. Chciałam zrezygnować z lekcji, ale gdybym to zrobiła, rodzice utwierdziliby się w przekonaniu, że to była tylko fanaberia. Druga sprawa, że ja naprawdę kochałam gitarę. Ostatecznie byłam tak wściekła, że okaleczałam się prawie codziennie. Moje ręce, nogi, a nawet brzuch wyglądały naprawdę źle. I ja również czułam się źle. Dzięki Bogu rodzice tego nie widzieli, bo ciągle pracowali, nawet w weekendy. Czasami widzieliśmy się w ciągu dnia tylko przez pięć minut. Siedziałam głównie w swoim pokoju i czytałam książki albo grałam na gitarze. Patrick był miły, ale nie był Jaredem. Cała ta sytuacja była dla mnie dobrą lekcją… nie mogę nikomu ufać! Za wyjątkiem Billy’ego oczywiście, on nigdy mnie nie zawiódł.

Kiedy wrócił Jared wyglądałam naprawdę koszmarnie. Z jednej strony byłam szczęśliwa, że wrócił, z drugiej, naprawdę wściekła na niego. Po raz pierwszy w życiu czułam do jednej osoby dwa skrajne uczucia: radość i gniew. Jared czuł, że coś jest nie w porządku, ale kiedy zapytał, zaprzeczyłam. Przyglądał mi się uważnie przez całą lekcję, ale nie mogłam powiedzieć mu prawdy. Kiedy wróciłam do domu jak zwykle się pocięłam. W następną środę czułam, że nie powinnam iść na gitarę. Czułam, że coś się wydarzy, chciałam zapytać Billy’ego, ale go nie było. Zignorowałam więc swoje złe przeczucia i poszłam. Zauważyłam, że Jared jest zdenerwowany… czy raczej dziwnie niespokojny.

– Siadaj Ann – powiedział zbyt szybko i zbyt nerwowo. Podszedł do drzwi i zamknął je na klucz. Poczułam się jak w tanim horrorze. Może był mordercą albo gwałcicielem. Gdyby mnie zabił, wyświadczyłby mi przysługę.

– Chcesz mnie skrzywdzić? – zapytałam cicho.

– Nie – uśmiechnął się, wziął krzesło i usiadł naprzeciwko mnie. – Chcę z tobą tylko porozmawiać, ale obawiam się, że będziesz chciała uciec.

– No dobrze, to jaki jest temat? – Próbowałam być zabawna i traktować go wyłącznie jak nauczyciela, bo przecież nie był moim przyjacielem.

– Proszę, pokaż mi swoje ręce – powiedział bardzo cicho… i miękko.

Zerwałam się z krzesła.

– To nie twoja sprawa, jesteś tylko moim nauczycielem, nikim więcej! – krzyknęłam.

Złapał mnie za rękę.

– Proszę, usiądź. Wiem, że to nie moja sprawa, ale chcę wiedzieć jak długo?

Potrząsnęłam głową. Wiedział o wszystkim. Pierwszy człowiek, który odkrył mój sekret. Głos w mojej głowie ostrzegał: „Nie mów mu! Wykorzysta to przeciwko tobie!”

– Pozwól mi wyjść, bo będę krzyczała – wyrwałam rękę z jego uścisku.

– Annie, potrzebujesz pomocy – mówił do mnie bardzo przyjaźnie. – Jeśli mi nie powiesz, zadzwonię do twoich rodziców.

– To szantaż! Nie możesz tego zrobić, to nie twoja sprawa! – powtórzyłam, ale wiedziałam, że może. Czułam się jak zwierzę w klatce.

– Jesteś moją uczennicą, twoje ręce i prawdopodobnie nogi są pocięte. Wyglądasz na bardzo przygnębioną i nieszczęśliwą. Moim obowiązkiem jest pomóc ci, albo to zgłosić. Jeśli nie chcesz mojej pomocy, nie pozostawiasz mi wyboru. Pytam więc po raz ostatni, jak długo się okaleczasz?

Westchnęłam zrezygnowana i usiadłam na swoje miejsce.

– Nie długo. Zaczęłam w tym miesiącu – kłamałam bez zająknięcia.

– Proszę nie kłam – westchnął. – Kiedy spotkaliśmy się w twojej szkole, widziałem ślady po cięciach na twoich rękach, ale później nie zauważyłem więcej. Wiedziałem, że jesteś bardzo nieszczęśliwa, ale kiedy zaczęłaś grać na gitarze, wydawało mi się, że poczułaś się lepiej. W zeszłym tygodniu wyglądałaś bardzo źle i zdecydowałem się na tę rozmowę. Proszę, naprawdę możesz mi zaufać. Powiedziałaś w szkole, że czujesz jakbyś mnie znała od dawna, ja czuję podobnie. Obiecuję ci, że nikt nie dowie się o twoich problemach.

Westchnęłam ponownie i schowałam twarz w dłoniach. Miał rację i pomimo tego, że Billy krzyczał: „Nie, nie, nie, nie ufaj mu!”, wiedziałam, że muszę. Wreszcie spojrzałam na niego.

– Jak długo? – zapytał raz jeszcze.

– Trzy lata – odpowiedziałam cicho.

Teraz on schował twarz w dłoniach… po chwili spojrzał na mnie. Jego „zawsze wesołe oczy” były bardzo smutne.

– Okaleczasz się trzy lata?! – Nie mógł uwierzyć. – A co na to twoi rodzice, rodzina, przyjaciele? – Jared był w szoku.

Uśmiechnęłam się smutno.

– Są bardzo zajęci. Moi zadaniem jest być dobrą córką, dobrą siostrą, dobrą uczennicą i pomagać zawsze wtedy, kiedy mnie potrzebują. Straciłam przyjaciółkę, kiedy przeprowadziła się do Los Angeles. Nie mam przyjaciół. – Nie mogłam powiedzieć mu o Billym, był tylko mój!

– Nie rozumiem, nie wierzę – Jared cały czas był w szoku. – Ty naprawdę potrzebujesz pomocy. Powinnaś zacząć terapię.

– Jest ok, nie musisz się o mnie martwić – próbowałam zbagatelizować moją sytuację. – Dzięki za troskę, ale jej nie potrzebuję. Muszę iść, mój czas się skończył – podniosłam się z krzesła i dałam mu osiem funtów.

– Nie płacisz mi dzisiaj – podszedł do swojego biurka. – Możesz przyjść do mnie jutro o wpół do trzeciej?

– Po co? – zapytałam nerwowo. Nie chciałam więcej rozmawiać o sobie.

– Na lekcję – odpowiedział z uśmiechem. – Ale mam jedną prośbę – podszedł do mnie i wziął mnie za rękę. – Jeśli będziesz potrzebowała pomocy, jestem tu. Jeśli zdecydujesz się na terapię, pomogę ci. Jesteś fantastyczną dziewczyną, masz wiele talentów i całe życie przed sobą. Proszę, obiecaj mi, że przestaniesz się okaleczać.

W moich oczach pojawiły się łzy.

– Nie mogę ci tego obiecać – wyszeptałam.

Jared przyciągnął mnie do siebie i przytulił.

– Wiem Annie, wiem.

Zaczęłam płakać i nie mogłam przestać. Jared przytulał mnie i głaskał po włosach. Wreszcie podszedł do swojego biurka, napisał coś na kartce i przyniósł mi ją.

– Tu masz mój numer. Jeżeli będziesz czegoś potrzebować, zadzwoń. Jeśli poczujesz, że znów chcesz się ciąć, zadzwoń. Możesz mi to obiecać?

Przestałam płakać i uśmiechnęłam się.

– Tak, obiecuję ci.

– Dobrze, wierzę ci. Twój sekret jest u mnie bezpieczny – puścił do mnie oko.

– Nie wiem dlaczego, ale ja także ci wierzę. Dziękuję Jared. Widzimy się jutro. – Otworzył drzwi z klucza i wyszłam. Ciężko to wytłumaczyć, ale poczułam się znacznie lepiej po tej rozmowie. Wiedziałam, że on naprawdę mi pomoże jeśli będę potrzebowała pomocy.

Następnego dnia czułam się bardzo, bardzo szczęśliwa. Jared był moim przyjacielem… miałam prawdziwego przyjaciela, który znał wszystko moje sekrety… prawie wszystkie. Dawno tego nie czułam… właściwie odkąd Lucy wyjechała. Myślałam, że nic nie zakłóci mojego szczęścia, ale oczywiście się myliłam. Moja wychowawczyni przyszła do mnie i dała mi list z sekretariatu, że nie dostarczyłam jeszcze zaświadczenia lekarskiego o stanie mojego zdrowia. Na szczęście lekarz będzie w szkole w poniedziałek i muszę być gotowa na badanie, bo bez tego nie dostanę świadectwa. Zamarłam. Nie mogłam rozebrać się przed nikim… wiadomo dlaczego. Dlatego też nie miałam chłopaka, nienawidziłam plaży, lata, zajęć w–f i lekarzy… za wyjątkiem dentystów. Dentysty nienawidziłam z innych powodów. W każdym razie byłam w kropce. Chciałam umrzeć. Kiedy przyszłam do Jareda znów wyglądałam jak cień.

– Cześć Ann, wszystko w porządku? – To było bardzo dziwne, ale on naprawdę cieszył się, że mnie widzi.

– Niezupełnie – odpowiedziałam szczerze.

– Co się stało? – Zbliżył się do mnie, wziął moje ręce i szukał nowych śladów po cięciach. – Powinienem sprawdzić twoje nogi? – zapytał ze strachem.

– Nie musisz – uśmiechnęłam się słabo. – Mam problem w szkole – powiedziałam mu o lekarzu.

– To faktycznie duży problem – westchnął. – Ale spróbuję ci pomóc. Jeśli mi się uda obiecasz mi, że skończysz z samookaleczaniem, ok?

Westchnęłam.

– To nie jest takie proste jak myślisz…

– Wiem, ale większość twoich problemów jest w twojej głowie. Jeżeli zaczniesz o tym mówić, to odejdzie – przerwał mi. – Wiem o czym mówię, znam te problemy lepiej niż sądzisz.

Spojrzałam na niego zaskoczona.

– Długa historia, może kiedyś ci opowiem. W każdym razie zadzwoń do mnie w poniedziałek rano, powiem ci co zrobimy… i nie martw się… i nie tnij się. Obiecujesz?

– Obiecuję – uśmiechnęłam się.

– No dobrze, to możemy się teraz pouczyć kilka minut?

– Ty jesteś szefem – odpowiedziałam, a on spojrzał na mnie tak jakoś inaczej… a potem uśmiechnął się szeroko.

– Grzeczna dziewczynka – powiedział wreszcie.

Trudno sobie wyobrazić jak czułam się po spotkaniu z Jaredem. Dał mi tyle optymizmu, nie mogłam doczekać się poniedziałku. Oczywiście nie cięłam się… tak jak obiecałam.

W poniedziałek rano zadzwoniłam do niego.

– Cześć Ann, o której masz tego lekarza?

– Po lunchu.

– Możesz się zwolnić ze szkoły przed lunchem?

– Nie mogę, mogę tylko uciec – odpowiedziałam ostro. Byłam wściekła. Jaki powód miałam podać, żeby wyjść wcześniej?

– Nie, nie, to zły pomysł. Dobra, nie martw się, coś wymyślę…

– Zwariowałeś?! Nie masz planu?! Nie powinnam ci ufać, żałuję, że ci uwierzyłam!

– Uspokój się Annie, przepraszam, pomogę ci, proszę, uspokój się – był bardzo zdenerwowany. – Idź do szkoły jak zwykle, znajdę cię przed lunchem, obiecuję… proszę, zaufaj mi.

– Nie mam wyboru – odpowiedziałam, rozłączyłam się i poszłam do szkoły.

Wpół do dwunastej Jared zapukał do mojej klasy i otworzył drzwi. Wszystkie oczy zwróciły się na niego.

Przepraszam, że przeszkadzam, mogę panią na chwilę poprosić? – zwrócił się do mojej nauczycielki.

– Wyszła z nim i zamknęła drzwi. W jednej chwili oblał mnie zimny pot. Kilka minut później wróciła.

– Ann, możesz z nim iść – zwróciła się do mnie. – Powodzenia – dodała z uśmiechem kiedy wychodziłam.

Odwróciłam się do niej i uśmiechnęłam słabo. Nie miałam pojęcia co on jej powiedział! Miałam nadzieję, że nie prawdę. Jared czekał na mnie w holu.

– W porządku? – zapytał patrząc na mnie uważnie.

– Tak, co jej powiedziałeś?

– Że mamy koncert w Domu Weterana, a gitarzysta zachorował i tylko ty możesz go zastąpić – wzruszył ramionami.

– Ale z ciebie wariat – zaczęłam się śmiać i nie mogłam przestać.

– Masz bardzo miły śmiech, powinnaś śmiać się częściej – spojrzał na mnie uważnie. – Ok, musimy iść – wziął mnie za rękę i ścisnął ją delikatnie. Poczułam się dość niekomfortowo… nie, nie, to złe słowo… dziwnie… to lepsze. Może dlatego, że nikt nigdy wcześniej tego nie robił.

– Dokąd jedziemy? – zapytałam, gdy szliśmy do jego samochodu.

– Do lekarza, potrzebujesz zaświadczenia, prawda?

– Jared słuchaj… dzięki za pomoc, ale to mój problem, nie twój. Nie mogę iść do lekarza i ty dobrze wiesz dlaczego.

– Ufasz mi? – Zatrzymał się, odwrócił do mnie i spojrzał w oczy.

– Tak – wyszeptałam. Był tak blisko i pachniał tak ładnie…

– Więc jedziemy – uśmiechnął się… i pojechaliśmy.

– Dokąd jedziemy? – zapytałam ponownie. Jechaliśmy już od kilku minut.

– Do mojego domu, chciałbym, żebyś kogoś poznała – odpowiedział.

Uniosłam brwi na znak zdziwienia.

– Kogo? Twoją dziewczynę?

– Moją mamę – odpowiedział poważnie.

– Mieszkasz z mamą?! – krzyknęłam z niedowierzaniem i ze śmiechem. Nie wyglądał na gościa, który mieszka z mamusią.

– Tak – odpowiedział krótko. Zrozumiałam, że to nie temat do żartów.

Kiedy dojechaliśmy na przedmieścia, moim oczom ukazał się duży dom z przepięknym ogrodem.

– Masz piękny dom – powiedziałam, ale Jared nie zareagował. Był na mnie trochę zły.

– Chodź – powiedział i wysiadł z samochodu.

Wysiadłam grzecznie. Był zły i to wcale nie trochę.

– Mamo! – krzyknął, kiedy weszliśmy do środka.

Wyjechała z kuchni na wózku inwalidzkim. Uśmiechała się przyjacielsko. Miała białe włosy i śliczne zielone oczy, takie same jak Jared. Poczułam się źle i przestałam się dziwić, że Jared się wkurzył. Byłam kretynką.

– Witaj Ann, jestem Eve – powiedziała przyjaźnie.

– Dzień dobry – odpowiedziałam. Wciąż czułam się jak oślica.

– Daj mi swoją kurtkę i przejdź do salonu – powiedział Jared pomagając mi się rozebrać.

– Chodź ze mną moja droga – Eve wzięła mnie za rękę i zaprowadziła do pokoju.

Dom był tak samo piękny wewnątrz jak i na zewnątrz. Salon był cały w drewnie… jak domek myśliwski tylko bez martwych zwierząt na ścianach. I oczywiście z kominkiem… na półce, nad kominkiem stały dwa zdjęcia; jedno Jareda sprzed kilku lat, a drugie Eve z przystojnym mężczyzną, prawdopodobnie mężem. Zdjęcie było znad morza i ona nie siedziała wtedy na wózku. Ciekawa byłam co się wydarzyło.

Siadaj Ann, Jared przyniesie nam herbatę – odwróciła się do syna i uśmiechnęła.

Jared również się uśmiechnął i zniknął w kuchni.

Więc… Jared mówił mi, że potrzebujesz pomocy – zaczęła.

Poruszyłam się niespokojnie. Co Jared jej powiedział? „Twój sekret jest bezpieczny” przypomniałam sobie jak to mówił. Czułam, że to początek mojego końca. To nie był dobry pomysł, żeby mu zaufać.

Nie martw się – wzięła moją rękę. – On powiedział tylko mnie, a ja nie powiem nikomu.

Jared przyszedł z herbatą i usiadł na fotelu.

–Jak się czujesz mamo? Brałaś tabletki? – zapytał z troską.

„Kretynka,kretynka, megakretynka” pomyślałam o sobie.

– Dziękuję synu za troskę, ale już ich nie potrzebuję – odpowiedziała zniecierpliwiona. – Ostatni weekend spędziliśmy w szpitalu, bo miałam problemy z kręgosłupem – wyjaśniła mi. – Jared jest najlepszym synem pod słońcem – uśmiechnęła się do niego.

Jared w odpowiedzi puścił do niej oko, a ja czułam się gorzej i gorzej i gorzej. „Jak mogłam być tak samolubna?! Miał tyle własnych problemów, ale nie zapomniał o mnie… swojej uczennicy… tylko samookaleczającej się uczennicy.”

Dobrze Ann więc potrzebujesz zaświadczenie od lekarza, że jesteś zdrowa, zgadza się? – Eve spojrzała na mnie.

– Zgadza się – odpowiedziałam cicho.

– Ale nie jesteś zdrowa, zgadza się? – popatrzyła na mnie uważnie.

– Jestem – odpowiedziałam nerwowo. Nie wiedziałam czego mam się spodziewać.

Mama Jareda westchnęła głęboko i wzięła mnie za rękę. Siedziałam ze spuszczoną głową.

Ann jestem terapeutką i mogę spróbować ci pomóc. Mogę sobie wyobrazić jak się czujesz i jak trudne jest twoje życie, ale nie możesz wciąż się okaleczać. Czy chcesz umrzeć? – zapytała poważnie.

„To moje marzenie” pomyślałam, ale nic nie odpowiedziałam. Siedziałam wciąż ze spuszczoną głową.

– Moje dziecko będziesz miała cudowne życie jeśli tylko sama sobie na to pozwolisz.

Spojrzałam na nią zaskoczona.

– To prawda – uśmiechnęła się. – Mogę ci pokazać dlaczego jesteś tak bardzo nieszczęśliwa, jeśli tylko mi na to pozwolisz. Na początek pokaż mi swoje blizny.

Cofnęłam się gwałtownie, nie byłam na to gotowa.

– Mamo może zadzwoń do Toma Brady’ego, pojadę do niego po zaświadczenie – Jared spojrzał na nią znacząco.

– Tak, masz rację – skinęła głową. – Ann – zwróciła się do mnie. – Zadzwonię do mojego przyjaciela, jest lekarzem i da ci zaświadczenie ale mam jeden warunek… musisz przychodzić do mnie na terapię.

– Nie potrzebuję terapii, przepraszam, muszę iść do domu – zerwałam się z sofy, a za mną Jared. Miałam dwa powody, żeby stamtąd uciec. Po pierwsze nie mogłam nikomu zaufać. Absolutnie nikomu!!! Po drugie, nawet gdybym im zaufała, nie miałam pieniędzy na terapię.

– Ann poczekaj – Jared krzyknął za mną.

Poszłam do holu, a on za mną, Eve została w salonie. Jared wziął mnie za rękę, kiedy próbowałam założyć kurtkę.

– Ann, proszę, zostań – prosił. – Nie mogę ci więcej pomóc, ale ona tak – wskazał na matkę.

– Jared… nie rozumiesz… nie potrafisz zrozumieć co czuję. Żałuję, że powiedziałam ci prawdę, to wciąż powinien być tylko mój sekret, żadnych wspólników – próbowałam wytłumaczyć mu moją decyzję.

– Byłem narkomanem, mój najlepszy przyjaciel umarł na moich oczach. Znam tę drogę i wiem gdzie się kończy. Nie mogę pozwolić ci umrzeć. Samookaleczanie jest jak narkotyki, takie samo uzależnienie, te same energie – spojrzał na mnie i zobaczyłam w jego oczach smutek i cierpienie. – Jesteś bezpieczna w tym domu i przyrzekam, że twoja tajemnica również.

Nie wiedziałam co mam na to powiedzieć… co zrobić… nigdy bym się nie spodziewała… mój Boże! A on stał przede mną i czekał na moją decyzję.

– Nie mam pieniędzy na terapię – wyszeptałam po dłuższej chwili.

– Nie chcę twoich pieniędzy – Eve pojawiła się w drzwiach salonu. – Chcę ci tylko pomóc, to wszystko.

– Dobrze – poddałam się. Jared wziął moją kurtkę i wróciliśmy do salonu.

Eve zadzwoniła do lekarza.

– Cześć Tom tu Eve… tak, wszystko w porządku, dziękuję, ale mam wielką prośbę… oczywiście, że możesz. Mam przyjaciółkę, która potrzebuje zaświadczenie do szkoły… tak jest moją pacjentką, bardzo nieśmiała dziewczyna… Tak oczywiście, pracujemy nad tym… Nie, nie to niemożliwe Tom, masz moje słowo. Tak ma problem z rodzicami… Nie, absolutnie w domu nie ma przemocy! Przysięgam, wszystko jest w porządku, jest tylko bardzo nieśmiała… jak jej matka. Mogę za nią ręczyć. Proszę, zrób to dla mnie… Tak do szkoły… Tak dokładnie… Nie, dzisiaj. Tak, Jared będzie za dziesięć minut… Tak, będzie miał jej legitymację. Dzięki Tom, jesteś aniołem… Ok, widzimy się w piątek… oczywiście, że pamiętam. Dzięki Tom, do widzenia. – Odłożyła telefon i spojrzała na mnie.

– Dziękuję – wyszeptałam.

– Bardzo proszę – uśmiechnęła się szeroko. – Jared proszę jedź do niego. Ann, daj mu swoją legitymację.

– Ok, wrócę szybko – uśmiechnął się i wziął dokument. – Poczekasz na mnie? Obiecujesz?

– Tak – odpowiedziałam z wdzięcznością.

Kiedy Jared wyszedł Eve spojrzała na mnie ponownie.

– Chciałabym porozmawiać z tobą o twoich uczuciach, ale najpierw opowiem ci o mojej pracy. Jestem terapeutką, ale pracuję z podświadomością. Chciałabym nauczyć cię jak możesz wykorzystać swoją wiedzę i podświadomość, aby zmienić swoje życie – westchnęła i kontynuowała. – Wiem co to znaczy kiedy nie chce się żyć. Trzy lata temu zmarł mój mąż. Miał atak serca, kiedy był na dachu. Stałam na zewnątrz i trzymałam mu drabinę. Kiedy spadał, próbowałam go złapać… najgłupszy pomysł na świecie – znów westchnęła. – Spadł na mnie i złamał mi kręgosłup. Żałowałam, że mnie nie zabił. Kochałam go bardziej niż mojego syna… taka jest prawda. Chciałam umrzeć razem z nim… dwa razy próbowałam się zabić. Byłam bardzo samolubna, nie myślałam w ogóle o Jaredzie, myślałam tylko o sobie, o moim cierpieniu. Pewnej nocy mój mąż przyszedł do mnie i powiedział, że muszę żyć, opiekować się naszym synem i innymi ludźmi, którzy będą potrzebowali mojej pomocy. Powiedział mi, że jeśli popełnię samobójstwo, nie spotkamy się w specjalnymi miejscu między wcieleniami. Uwierzyłam mu, ale to nie było takie proste. Miałam bardzo głęboką depresję. Kiedy wróciłam do domu potrzebowałam stałej opieki. Jared przeprowadził się do mnie, jego narzeczona zostawiła go, bo nie mogła zrozumieć dlaczego on chce się mną zajmować zamiast zatrudnić wykwalifikowaną pomoc. Poświęcił swoje życie dla mnie i uratował mnie. Któregoś dnia zapytałam go dlaczego to zrobił, a on odpowiedział: „Ponieważ jesteś moją mamą i kocham cię. Dziękuję, że zdecydowałaś się zostać ze mną. Będę zawsze przy tobie ponieważ nie zostawiłaś mnie pomimo tego, że nie chciałaś żyć” Po tej rozmowie płakałam przez kilka dni, ale zmieniła ona moje życie na zawsze. Wciąż żyję dzięki niemu i dla niego ale chciałabym, żeby ułożył sobie życie. Teraz ma tylko swój zespół i starą matkę, która potrzebuje jego pomocy – skończyła i spojrzała na mnie.

Płakałam i nie mogłam przestać. Na tę rodzinę spadło tyle bólu, tyle cierpienia, a Jared… był po prostu… nieprawdopodobny.

– Nie płacz Ann, to przeszłość – Eve wzięła mnie za rękę i podała mi chusteczki. – Opowiedziałam ci tę historię ponieważ czasem wydaje nam się, że mamy najgorzej na świecie, a nie jest to prawda. Masz zdrowe ciało, nie potrzebujesz nikogo, żeby normalnie funkcjonować. Pomyśl o tym.

– Twoja historia jest bardzo dramatyczna, ale ja czuję się tu tak obco, jakbym była w złym miejscu… to bardzo trudno wytłumaczyć – powiedziałam.

– Rozumiem co masz na myśli. Bardzo prawdopodobne jest, że jesteś w złym miejscu, ale to nie powód, żeby się poddawać. To jest twoje doświadczenie… bardzo ważne doświadczenie. Jestem pewna, że odnajdziesz swoje miejsce na ziemi, jeśli naprawdę będziesz tego chciała. Porozmawiamy o tym następnym razem, może zrobię ci regres… zajmuję się też ziołami, jeśli pokazałabyś mi swoje blizny, mogłabym przygotować dla ciebie maść, wtedy twoja skóra wyglądałaby lepiej.

Westchnęłam i podwinęłam rękawy. Wyciągnęła rękę i dotknęła moich blizn.

– Mój Boże, jak długo to robisz? – zapytała z niedowierzaniem.

– Trzy lata – odpowiedziałam szczerze.

Nagle drzwi się otworzyły i wszedł Jared.

– Cześć, wszystko w porządku? – zapytał zdejmując kurtkę.

– W porządku – odpowiedziałam.

– To dobrze, tu jest twoje zaświadczenie i legitymacja – podał mi dokumenty.

– Dziękuję, naprawdę bardzo, bardzo dziękuję wam obojgu – spojrzałam na nich z wdzięcznością. – Myślę, że powinnam już iść – podniosłam się i przeszłam do holu.

– Dobrze Ann, pomyśl o tym, co ci powiedziałam.

– Pomyślę, obiecuję – odpowiedziałam. Wciąż nie mogłam uwierzyć w jej historię.

– Następnym razem porozmawiamy o tobie, dobrze? – zapytała.

– Dobrze, będę na to gotowa, obiecuję. Już teraz czuję się dużo lepiej, dziękuję – nie mogłam znaleźć właściwych słów, żeby jej opisać jak się czuję. A czułam, że moje życie się zmieniło… na zawsze.

– To co, możemy iść? – zapytał Jared.

– Nie, nie, ja pójdę sama – zaprotestowałam.

– Jadę do miasta, podrzucę cię, to żaden problem – odpowiedział.

– To kiedy do mnie przyjedziesz Ann? – zapytała Eve. – Może w przyszły czwartek?

– Tak, oczywiście. I zrobisz mi ten regres?

– Zobaczymy. Nie obiecuję, ponieważ musisz być na to gotowa – odpowiedziała.

– Co to jest ten regres? – zapytałam zaskoczona. Dlaczego musiałam być na to „gotowa”?

– To powrót do wcześniejszych wcieleń. Wierzysz w reinkarnację? – zapytała poważnie.

– Nie jestem pewna… ale… chyba tak.

– Poczytaj o tym w internecie i jeśli będziesz miała więcej pytań, porozmawiamy o tym w czwartek. O której będziesz?

– Koło trzeciej. Może być?

– Oczywiście moja droga. Będę na ciebie czekała – uśmiechnęła się ciepło.

– Nie mogę się doczekać, dziękuję ci, jesteś wspaniała – byłam tak szczęśliwa, że pochyliłam się i objęłam Eve.

Poklepała mnie po plecach.

– Wszystko będzie dobrze, nie martw się.

– Widzę, że z was są już dobre przyjaciółki. Jestem zazdrosny – śmiał się Jared. – Chodź Ann, pokażę ci przystanek autobusowy i naprawdę musimy już iść.

– Do zobaczenia w czwartek – powiedziała Eve.

– Dziękuję za wszystko – dodałam jeszcze i wyszłam z Jaredem.

– Twoja mama jest fantastyczna. Dziękuję, że mnie z nią poznałeś – powiedziałam kiedy jechaliśmy.

– Cała przyjemność po mojej stronie – Jared puścił do mnie oko.

– Opowiedziała mi waszą historię. Jesteś bardzo odważnym i szlachetnym człowiekiem.

Jared zaśmiał się.

– To bardzo miłe, ale nieprawdziwe. Straciłem ojca, nie mogłem stracić również matki. Każdy na moim miejscu postąpiłby tak samo.

– Nie sądzę – odpowiedziałam, a on spojrzał na mnie zaskoczony. Moim marzeniem było wyprowadzić się z domu tak szybko jak to będzie możliwe i nigdy nie wracać. Nigdy!

– Chcesz posłuchać mojej piosenki? – zapytał Jared przerywając niezręczną ciszę.

– Pewnie.

Włączył CD i usłyszałam ostry, rockowy kawałek.

– Jest dobra, naprawdę dobra – powiedziałem, kiedy muzyka umilkła.

– Nagraliśmy ją, a teraz będziemy robić klip w Wielkim Kanionie w Stanach. Mamy już scenariusz, czekamy tylko na wiadomość kiedy możemy zaczynać.

– Masz świetne pomysły, myślę, że będziesz sławny i będę mogła się chwalić, że cię znam – zakończyłam ze śmiechem.

Jared potrząsnął głową i też się zaśmiał.

– Jesteś zwariowaną nastolatką.

– Jared, opowiesz mi o swoich problemach z narkotykami? – zmieniłam temat, bo cały czas o tym myślałam.

Przestał się śmiać i spojrzał na mnie.

– Nie lubię o tym mówić, ale może kiedyś zdecyduję się opowiedzieć ci tę historię. Pomyślę nad tym, ok.

– Ok, będę czekać – uśmiechnęłam się. Jared zatrzymał samochód przy music clubie.

– Przepraszam, nie podrzucę cię do domu, bo zaczynam zajęcia za dziesięć minut – powiedział przepraszająco.

– Nie zawracaj sobie głowy, dziękuję ci Jared, naprawdę dziękuję ci za wszystko – powiedziałam wysiadając z samochodu.

–Bądź szczęśliwa Ann i… widzimy się w środę – przypomniał mi. – I żadnego cięcia się!

– Żadnego cięcia, obiecuję – odpowiedziałam i poszłam do domu.

W środę Jared dał mi maść od Eve i powiedział mi, że wyjeżdża na tydzień do Stanów. Dał mi numer do Eve, żebym mogła się z nią skontaktować, gdyby coś złego się ze mną działo. Nie zmartwiłam się, to był tylko tydzień. W następną środę będę miała lekcję z Patrickiem, w czwartek terapię z Eve, a za dwa tygodnie w środę normalne zajęcia z Jaredem.

W piątek, po wyjeździe Jareda, wszystko zaczęło się walić. Moja siostra zachorowała na ospę wietrzną i musiała zostać w domu… razem z matką oczywiście. Poszłam do szkoły jak zwykle, ale nienawidziłam wracać do domu pełnego ludzi. Zazwyczaj miałam jeszcze kilka godzin dla siebie, teraz miałam na głowie matkę i głupią siostrę. Matka zarządziła sprzątanie, bo mamy dużo czasu. My czyli ona i ja. Chciałam uciec, ale nie miałam dokąd. I wtedy pojawił się Billy. Ostatnio rzadko go słyszałam, przyjaźniłam się z Jaredem i nie potrzebowałam Billy’ego. Kiedy sprzątałam przyszedł do mnie i przypomniał mi jak fajnie się czułam po samookaleczaniu. Jared nie musiał o tym wiedzieć. Miałam w sobie dużo złości, a Billy miał rację, zrobię to i poczuję się lepiej. To były tylko trzy cięcia w niedzielny wieczór, potem poszłam spać. Rano faktycznie czułam się znacznie lepiej. „Mówiłem ci” usłyszałam Billy’ego. Pomyślałam, że być może samookaleczanie jest moim przeznaczeniem i nikt nie może nic na to poradzić. Kiedy wróciłam ze szkoły zaczęło się moje piekło. Matka sprzątała w moim pokoju i znalazła nóż. Leżał na stole w kuchni. Kiedy go zobaczyłam, zamarłam.

– Dlaczego trzymasz nóż w swoim pokoju? – zapytała.

– Dlaczego grzebiesz w moich rzeczach? – zapytałam spokojnie. Grzebała, inaczej by go nie znalazła. Odpowiedz na pytanie! – krzyknęła.

„Pokaż jej” usłyszałam Billy’ego i coś we mnie pękło. Nie chciałam już dłużej tego ukrywać. – Myślisz, że masz wszystko pod kontrolą?! Myślisz, że jestem twoją niewolnicą?! Pokażę ci, do czego używam noża! – zdjęłam kurtkę i podciągnęłam rękawy. Złapałam nóż ze stołu i zrobiłam trzy cięcia na lewym przedramieniu.

– Co robisz idiotko?! – Matka podskoczyła do mnie i wyrwała mi nóż. Stałam bez ruchu, cała we krwi i nie mogłam uwierzyć w to, co zrobiłam.

– Jesteś nienormalna, dzwonię po pogotowie! – krzyknęła matka i sięgnęła po telefon.

– Spierdalaj – odpowiedziałam i poszłam do siebie. Myślę, że ona była przerażona, bała się mnie… i dobrze. Czułam się wspaniale i było mi obojętne co będzie dalej. Byłam wolna… i dumna, że miałam odwagę jej to wreszcie pokazać… i ta jej głupia mina… warto było to zobaczyć. W każdym razie karetka przyjechała kilka minut później. Matka, w ciągu tych kilku minut, nie miała odwagi wejść do mojego pokoju. Lekarz otworzył drzwi bardzo ostrożnie.

– Witaj Ann, wszystko w porządku? – zapytał przyjaźnie.

– Tak, w porządku – odpowiedziałam. Opatrzyłam sobie rany… jak zwykle i siedziałam na sofie czytając książkę.

– Chciałbym zabrać cię do szpitala. Twoja mam powiedziała, że potrzebujesz pomocy – był bardzo miły i widać było, że nie chce mnie zdenerwować.

– Nie potrzebuję, dziękuję – odpowiedziałam grzecznie i wróciłam do czytania.

– Ann okaleczasz swoje ciało, musisz iść z nami – wciąż był bardzo grzeczny aczkolwiek stanowczy.

– Okaleczam swoje ciało od trzech lat i ona do tej pory tego nie zauważyła. Moim zdaniem to ona bardziej potrzebuje pomocy niż ja.

– Twoja mama martwi się o ciebie…

– Moja mama się martwi ponieważ straciła niewolnika i to jest największy problem. Pójdę z wami i nie chcę już tu wracać. Proszę poczekać kilka minut wezmę swoje rzeczy – przerwałam mu, wzięłam dużą torbę i zaczęłam się pakować. Lekarz poszedł do matki. Minutę później przyszła do mnie.

– Jak śmiesz opowiadać takie rzeczy! Jesteś niewdzięczną idiotką…

– A ty jesteś zwyczajną idiotką – przerwałam jej. – Mam dosyć, nie chcę mieszkać w tym domu. W ogóle cię nie obchodzę. Zniszczyłaś mi życie, nienawidzę cię. I oczywiście najważniejsze jest co ludzie powiedzą. Pojadę do szpitala i wszystkim opowiem czyją jestem córką i że jestem tu przez ciebie!

Lekarz stał w drzwiach i słuchał. Matka odwróciła się do niego.

– Do którego szpitala ją zabieracie? – zapytała.

– Do najbliższego, w mieście – odpowiedział.

– Pan pozwoli ze mną, doktorze – wyszła z mojego pokoju i poszła z nim do kuchni. – Proszę, zawieźcie ją do szpitala w Londynie. Ona jest nienormalna a ja… ja jestem w pewnym sensie publiczną osobą w naszym mieście i boję się, że ona… chce zniszczyć moją karierę – powiedziała ze łzami w oczach.

– Mój Boże, nie mogę uwierzyć, że martwi się pani o karierę. Córka ma duży problem z samookaleczaniem a pani mówi o swojej karierze! Ona ma rację, pani bardziej potrzebuje pomocy niż ona. Przepraszam, ale muszę wrócić do mojej pacjentki – wszedł do mojego pokoju bardzo zdenerwowany. – Jesteś gotowa? – zapytał.

– Tak – westchnęłam – Wszędzie będzie lepiej niż tu – dodałam.

– Dam ci adresy domów dla ludzi z podobnymi problemami. Nie musisz tu wracać jeśli nie chcesz.

– Dzięki doktorze – była szczęśliwa, że trzyma moją stronę.

– Wszystko będzie dobrze – uśmiechnął się i wziął moją torbę.

– Nie mogę iść z tobą kochanie ponieważ Daisy jest chora – matka stała w przedpokoju i próbowała być miła.

– Nie chcę cię widzieć – odpowiedziałam. – Mam prawie osiemnaście lat, to moje życie i moje decyzje.

– Przyjedziemy jutro kochanie – nie przestawała grać. – Dokąd ją zabieracie? – zapytała lekarza.

– Do najbliższego szpitala – odpowiedział i wyszedł ze mną.

W naszym mieście był tylko jeden szpital z kilkoma oddziałami. Ja trafiłam na psychiatrię. Wszyscy tu byli bardzo mili. Z jednej strony czułam się tu świetnie, z drugiej czułam, że tracę siebie. Dawali mi jakieś tabletki trzy razy dziennie i za każdym razem czułam się jakbym unosiła się nad ziemią, byłam jak we śnie. Mogli robić ze mną wszystko, co chcieli. Zapomniałam o Jaredzie i Eve, dzięki Bogu Billy wciąż był ze mną. Mówił mi, że mój czas nadchodzi i wkrótce będziemy razem na zawsze. Nie wiedziałam co to dokładnie oznacza, ale wierzyłam mu. Byłam szczęśliwa, że nie muszę się już dłużej ukrywać. Posiadanie sekretów jest bardzo męczące. Powiedziałam terapeutce wszystko o moim głupim, beznadziejnym życiu. Tylko Billy wciąż był sekretem. Powiedział mi, że jeżeli powiem komuś o nas, zrobią wszystko, żeby go zniszczyć. Billy był moim jedynym przyjacielem… zrozumiałam, że go kocham.

Moi rodzice przyjechali następnego dnia, ale nie chciałam ich widzieć więc poszli do lekarza. Pewnej noc miałam sen… z Billym. Pokazał mi się, był bardzo przystojnym mężczyzną. Obiecał, że zajmie się wszystkim, a ja muszę tylko odpoczywać. Tak bardzo go kochałam. Dotykał mnie i całował jak nikt dotąd. Byłam bardzo, bardzo szczęśliwa, choć zdawałam sobie sprawę, że żyję w dwóch światach. Billy był w moim alternatywnym, nierealnym świecie, któremu ostateczny kształt nadały tabletki, które zażywałam. W tym samym czasie żyłam w realnym świecie, rozmawiałam z lekarzami, spotykałam się z terapeutką. Wszyscy byli zadowoleni, że czuję się znacznie lepiej, a ja… coraz bardziej i bardziej traciłam siebie.

Jared przyjechał do domu w piątek w nocy. Był bardzo szczęśliwy, klip wyszedł doskonale czuł, że to jego przepustka na międzynarodowe listy przebojów. Teraz wystarczyło tylko nagrać album do końca, zrobić promocję singla z klipem i zdobyć pierwsze miejsca na światowych listach przebojów. Kiedy wszedł do domu, Ewa pojawiła się w drzwiach kuchni.

– Cześć mamo, czekasz na mnie? – zapytał wesoło.

– Cześć synu – odpowiedziała smutno. – Ann nie przyszła na terapię, myślę, że wydarzyło się coś złego.

– Nie martw się mamo może zapomniała – podszedł do niej i pocałował ją w czoło.

– Była w bardzo złych energiach, myślę, że one chcą jej umysłu – westchnęła.

– Ostatnio mówiłaś, że wszystko będzie dobrze – Jared był zaskoczony.

– Myślałam, że jest silniejsza, ale mogłam się mylić.

– No dobra, jest jedenasta, nie mogę teraz zadzwonić do jej domu i o nią pytać. Musimy poczekać do jutra. Dlaczego nie zadzwoniłaś do mnie wczoraj?

– Nie chciałam cię denerwować. Jesteś bardzo zaangażowany w sprawy tej dziewczyny – spojrzała na niego uważnie.

– Czuję ją jak kogoś bardzo bliskiego. Nie umiem tego wytłumaczyć. Zrobisz mi regres mamo? Spróbuję ją znaleźć w poprzednich inkarnacjach.

– Dobrze synu, ale nie dzisiaj. Jestem bardzo zdenerwowana, mam nadzieję, że po prostu zapomniała o spotkaniu.

– Nie wierzysz w to?

– Nie, nie wierzę. Będę próbowała ją chronić – dodała i poszła do swojego pokoju.

„Annie proszę nie możesz umrzeć” – pomyślał Jared i poszedł na górę.

W sobotę o ósmej rano zadzwonił do mojego domu. Moja siostra powiedziała mu, że jestem w szpitalu, bo miałam wypadek. Nie pytał o nic więcej, pół godziny później był u mnie. Skończyłam właśnie śniadanie, wzięłam tabletki i chciałam uciąć sobie drzemkę. Wszedł bardzo zdenerwowany.

– Annie co się stało? – zapytał.

– Cześć Jared – odpowiedziałam wesoło – o nic się nie martw, wszystko jest pod kontrolą.

Spojrzał na mnie bardzo uważnie.

– To widzę, ale… pod czyją kontrolą?

– Moją oczywiście – powiedziałam z oburzeniem.

– Ann, czy możesz mi powiedzieć co się wydarzyło?

Opowiedziałam mu całą historię. Siedział z twarzą schowaną w dłoniach.

– Teraz czuję się dużo lepiej, nie muszę już kłamać, jestem bardzo szczęśliwa. Nie musicie się już o mnie martwić przysięgam.

– Czujesz się lepiej ponieważ tabletki, które przyjmujesz działają jak narkotyki. Masz bardzo zmienione oczy…

– Ale dzięki tym narkotykom mogę spotykać się z Billym cały czas – przerwałam mu, ale natychmiast pożałowałam swoich słów.

– Kim jest Billy? – zapytał zaskoczony Jared. Był jeszcze bardziej zdenerwowany niż przedtem.

– Nikim – odpowiedziałam.

– Annie, kim jest Billy? – powtórzył.

– Moim najlepszym przyjacielem. Zawsze jest ze mną, gdy go potrzebuję. Zabronił mi mówić o nim, przepraszam – wzruszyłam ramionami.

– Czy on jest żywy? – zapytał poważnie. Próbował zmusić mnie do mówienia.

– Oczywiście! – zaśmiałam się.

– W takim razie poczekam na niego. Chciałbym z nim porozmawiać.

– To niemożliwe! – Nie mogłam przestać się śmiać.

– Dlaczego? – Jared się nie poddawał.

– Już wystarczy Jared. Opowiedz mi o swoich problemach z narkotykami – zmieniłam temat.

– Nie dzisiaj – odpowiedział szybko. – Annie – wziął mnie za rękę – czy możesz go poczuć tak, jak czujesz mnie? – pogłaskał mnie po policzku, a potem wziął moją rękę i bardzo delikatnie pocałował. Poczułam ciarki na całym ciele. – Czy czujesz to samo, kiedy on jest z tobą? – zapytał miękko.

– Nie mogę go tak czuć ponieważ on jest tylko w moich snach… w mojej głowie. – Słyszałam Billy’ego jak krzyczał do mnie, że nie powinnam ufać Jaredowi, ale zrozumiałam, że kocham ich obu. Nie chciałam mieć przed nim sekretów. – Ale Billy jest bardzo realny…

– Czy masz więcej takich przyjaciół jak Billy? – przerwał mi.

– Nie, tylko Billy.

„Pozbądź się go” usłyszałam Billy’ego. „Czekam na ciebie skarbie.”

– Przepraszam cię Jared ale jestem bardzo zmęczona. Czy mógłbyś już iść? – zapytałam.

– Tak, oczywiście – wstał z krzesła. – Ann proszę nie bierz tych tabletek. One zamykają świadomość i nie masz kontroli nad tym, co się z tobą dzieje. Przyjadę tu jeszcze dzisiaj z Eve, ok?

– Dobrze, do zobaczenia popołudniu – zgodziłam się i poszłam spać. Billy był na mnie wściekły, musiałam go przepraszać i obiecać, że z nikim już nie będę o nim rozmawiać. Wspaniale spędziliśmy czas, Billy był taki czarujący, że uznałam, że kocham go bardziej niż Jareda. Billy powiedział mi też, że powinnam brać tabletki, gdyż dzięki nim możemy być ciągle razem, a wkrótce będziemy razem na zawsze. Nie miałam pojęcia jak on chce to zrobić ale wierzyłam mu… ponieważ go kochałam. Wczesnym popołudniem przyjechali Jared i Eve.

– Witaj kochanie jak się czujesz? – zapytała Eve i patrzyła na mnie tak bardzo dziwnie, jakby zaglądała do środka mnie. – Martwiłam się o ciebie Ann.

– Przepraszam, powinnam była zadzwonić – odpowiedziałam.

– Nic nie szkodzi. Cieszę się, że czujesz się lepiej – uśmiechnęła się.

Jared podszedł do mojej szafki, postawił długą, białą świeczkę i zapalił ja. Poczułam się bardzo niekomfortowo… chociaż właściwie nie wiem dlaczego. Martwiłam się, że Eve będzie chciała rozmawiać o Billym, ale niepotrzebnie. Jak zwykle gadała o sobie. Jared w zasadzie się nie odzywał. Kiedy wyszli byłam bardzo, bardzo zmęczona, ale kiedy zasnęłam Billy nie przyszedł.

– Co o tym myślisz mamo? – zapytał Jared kiedy jechali samochodem.

– Jest źle, naprawdę źle. Wyrzuciłam z niej tę energię, ale obawiam się, że wróci, a ona posłusznie ją wpuści – westchnęła.

– Co możemy zrobić? Czy ona może umrzeć?

– Może – Eve spojrzała smutno na Jareda. – Powinniśmy zabrać ją z tego szpitala do naszego domu, ale nie mam pojęcia jak to zrobić.

– Ile mamy czasu? – zapytał konkretnie.

– Dzisiaj jest bezpieczna. Ta energia odeszła, ale jestem pewna, że wróci. Pojedziemy do niej jutro i wtedy zadecydujemy co dalej.

– Dobrze mamo – westchnął. – W poniedziałek muszę jechać do Manchesteru ale wrócę w nocy.

– W porządku synu, mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze… mam nadzieję…

Spałam całe popołudnie, a kiedy się obudziłam byłam zła i nieszczęśliwa. Straciłam Billy’ego, nie miałam pojęcia gdzie się podział. Wieczorem wzięłam tabletki w nadziei, że Billy wróci… i miałam rację. Wołałam go i wołałam, a kiedy go zobaczyłam bardzo źle wyglądał… jak cień. Powiedział mi, że Eve jest czarownicą i chce go zniszczyć. Wiedziałam, że muszę się jej pozbyć. Billy był dla mnie najważniejszy.

W niedzielę Jared i Eve przyjechali do mnie po południu. Jared znów zapalił świecę, wkurzyłam się, że robi to bez pytania. I po co w ogóle ta świeczka? Kiedy zapytałam Eve odpowiedziała, że płomień ma mnie chronić od złych energii. Zapomniałam całkiem o Billym, nie jestem pewna, ale być może dlatego, że Eve robiła coś w mojej głowie. W każdym razie rozmawiała ze mną o tabletkach, że zabijają moją duszę i mój umysł i nie jestem w stanie rozpoznać co jest dobre a co złe. Czułam, że ma rację, ale jednocześnie nic z tym nie mogłam zrobić… byłam zbyt słaba. Jared tylko siedział i słuchał. Bardzo lubiłam Eve ale chciałam choć przez chwilę pobyć tylko z Jaredem. Kilka minut później Eve oświadczyła, że musi iść do toalety i wyszła. Jared usiadł na moim łóżku i wziął mnie za rękę.

– Annie, muszę z tobą porozmawiać o Billym – zaczął.

– Wybacz mi Jared ale nie chcę rozmawiać o Billym – odpowiedziałam.

– Myślę, że on nie jest dobrym człowiekiem jeśli lubi kiedy się okaleczasz – kontynuował.

– Nie, nie, to nie jest tak jak myślisz – zaprzeczyłam. – Pokazał mi tylko jak mogę rozładować agresję. To było dla mnie bardzo dobre, ale już tego nie robię, bo już nie potrzebuję.

– Wierzę ci Ann ale bardzo się o ciebie martwię – usiadł bliżej i pogłaskał mnie po policzku.

Był taki ciepły i pachniał tak ładnie. Bardzo chciałam się do niego przytulić… i zrobiłam to. Trzymał mnie w ramionach a ja… czułam się cudownie, lepiej niż z Billym. Po chwili odsunął mnie troszkę i spojrzał w moje oczy.

– Musisz żyć – powiedział stanowczo, a potem bardzo delikatnie pocałował mnie w usta. Czułam się jak w niebie, mój Boże, nie wiedziałam, że jeden pocałunek może zmienić całe życie.

– To jest moja obietnica dla ciebie i moja nadzieja na więcej – uśmiechnął się. – Jutro wcześnie rano jadę do Manchesteru, wrócę w nocy ale we wtorek rano przyjdę do ciebie. Zaczekasz na mnie? – znów pogłaskał mnie po policzku.

– Zaczekam – wyszeptałam.

– Proszę nie bierz już więcej tych tabletek – poprosił.

– Obiecuję – przyrzekłam. Byłam w takim stanie, że mogłam obiecać mu wszystko. Byłam zakochana i tyle.

Eve pojawiła się w drzwiach. Tylko na nas spojrzała i wszystko już wiedziała. Zauważyłam jej ukradkowy uśmiech.

– Dobra dzieciaki, mama wróciła – powiedziała. – Powiedziałeś jej? – zapytała Jareda.

– O czym? – zapytałam.

– Nie miałem czasu – odpowiedział nerwowo.

– O czym?! – podniosłam głos.

– Chcemy zabrać cię do naszego domu – Eve zwróciła się do mnie.

– Po co? – zapytałam zaskoczona.

– Ponieważ moim zdaniem, to miejsce nie jest dla ciebie korzystne.

„Mój Boże mieszkać z Jaredem w tym samym domu… nie, to zbyt wiele… nie mogłam się zgodzić.” Byłam tak przerażona tą propozycją, że nie potrafiłam logicznie myśleć.

– Pomyśl o tym moja droga – powiedziała Eve. – Myślę synu, że powinniśmy już iść – zwróciła się do Jareda.

– Dobrze mamo – zgodził się. – Annie będę u ciebie we wtorek, nie zapomnij co mi obiecałaś – przysunął się bliżej i pocałował mnie w szyję. Poczułam motyle w brzuchu.

– Postaram się przyjechać do ciebie jutro – powiedziała Eve.

– Nie, nie musisz – zaprzeczyłam. – Czuję się dużo lepiej i myślę, że już jestem zdrowa.

– O tak, jestem pewna – uśmiechnęła się i spojrzała na Jareda. – Chodźmy synu. Do zobaczenia Annie – dodała i wyszła.

Jared stanął w drzwiach, posłał mi buziaka i poszedł.

– Czy Ann jest teraz bezpieczna? – zapytał, gdy szli do samochodu.

– Mam nadzieję – odpowiedziała Eve. – Nie jestem pewna co ta energia chce od niej. Jeśli chce tylko jej umysłu to okay, mamy czas, ale jeśli chce jej życia, ona może umrzeć w każdej chwili. Kiedy wrócisz z Manchesteru spróbujemy zabrać ją do domu. Musi przestać brać tabletki i zacząć pracować ze sobą. Czy już ustaliłeś co do niej czujesz czy wciąż potrzebujesz regresu? – zmieniła temat i spojrzała na niego uważnie.

Jared uśmiechnął się do siebie.

– Nie ma znaczenia z którego wcielenia się znamy. Chciałbym się nią zaopiekować… jest taka młoda i taka bezradna.

– A ty jesteś wspaniałym człowiekiem. Jestem z ciebie dumna synu – uśmiechnęła się.

– Dzięki mamo – odpowiedział.

Zostałam sama, ale byłam bardzo, bardzo szczęśliwa. Najpierw nie mogłam zasnąć, a kiedy wreszcie mi się udało, obudziłam się rano. Billy odszedł.

Po śniadaniu pielęgniarka przyniosła mi tabletki i zażądała, żebym wzięła je natychmiast. Nie miałam wyjścia, musiałam je połknąć, a wtedy poczułam się bardzo senna… jak zwykle. Kiedy spałam przyszedł Billy.

– Nie mamy czasu kochanie – powiedział. – Kocham cię i chcę być z tobą na zawsze.

– Ja też cię kocham – odpowiedziałam. Była taki miły, zapomniałam o Jaredzie i chciałam być tylko z Billym. Zanim się obudziłam powiedział mi, że dzisiejszej nocy połączymy się ze sobą na zawsze. Przyszedł do mnie po wieczornych tabletkach. Wydawało mi się, że nie spałam… a on przyszedł do mnie w realu. Powiedział, że muszę iść do pokoju pielęgniarek po nóż… że będzie nam potrzebny w nocy. Nie mam pojęcia w jaki sposób wykradłam ten nóż, ale zrobiłam to. Włożyłam go pod poduszkę i położyłam się do łóżka. Byłam bardzo zmęczona, zasnęłam przed siódmą. Nagle Billy obudził mnie.

– Ann obudź się, już czas – powiedział miękko.

W ogóle nie wiedziałam co mam robić.

– Nic się nie martw, wszystko ci powiem – Billy czytał w moich myślach. – Weź nóż i krzesło, idź do łazienki i bądź cicho proszę.

Zrobiłam to bardzo cicho.

– Grzeczna dziewczynka – pochwalił mnie. – Teraz zamknij drzwi i podłóż krzesło pod klamkę.

Bezmyślnie robiłam to, co mi kazał. Nagle zauważyłam, że Billy leży w wannie. Wziął nóż z mojej ręki i przyciągnął mnie do siebie delikatnie.

– Chodź do mnie kochanie – uśmiechnął się. – Zrobimy to w tym samym czasie i będziemy razem już na zawsze.

Przypomniałam sobie Jareda i jego pocałunek. Zawahałam się, ale Billy wciąż trzymał mnie za rękę.

– Billy dzisiaj nie mogę – powiedziałam wreszcie. – Obiecałam Jaredowi, że na niego zaczekam.

– Jared nie jest ważny, my jesteśmy ważni. Jesteśmy dla siebie i musimy być razem. Chodź do mnie skarbie – znów mnie pociągnął.

– Przepraszam, nie mogę – próbowałam wyszarpnąć rękę, ale trzymał mnie mocno.

– To nasz czas, musimy to zrobić – powiedział i pociągnął mnie do wanny. – Nie bój się Annie, kocham cię i nie chcę cię skrzywdzić. Naprawdę chcę ci pomóc. Pamiętasz tę noc, kiedy próbowałaś popełnić samobójstwo? To nie był dobry czas, ale dzięki temu ja pojawiłem się w twoim życiu. Znam cię jak nikt. Tylko ja cię kocham i tylko ja jestem z tobą szczery. Kochasz mnie Annie? – zapytał i wziął moją rękę.

– Tak, kocham cię Billy – odpowiedziałam i nagle poczułam, że on przecina skórę na moim przedramieniu. Nie w poprzek, jak ja zawsze robiłam tylko wzdłuż żył, bardzo głęboko. Poczułam, że umieram i zaczęłam płakać. Nie chciałam umierać… ale było za późno. Byłam zbyt słaba, żeby zrobić cokolwiek. A Billy trzymał mnie bardzo mocno.

Jared chodził podenerwowany przez cały dzień. Miał nagrywać materiał na płytę, ale nie mógł. Po południu zadecydował, że musi wracać do Ann. Dzwonił do szpitala, ale pielęgniarka powiedziała mu, że Ann śpi i wszystko jest w porządku. Czuł, że coś jednak może być nie tak tym bardziej, że Eve zadzwoniła, że nie pojedzie do szpitala, bo ma okropny ból głowy. Kiedy przyjechał do szpitala było kilka minut po dziewiątej. Wbiegł od razu na drugie piętro.

– Co pan wyprawia? – zapytała pielęgniarka, gdy zobaczyła go na oddziale. – Jest za późno na odwiedziny, pacjenci już śpią. Proszę iść do domu i wrócić jutro.

– Przepraszam, ale nie mogę – odpowiedział bez tchu. – Pokój numer siedem, Annie, muszę sprawdzić. Jeśli śpi, pójdę do domu i wrócę jutro.

– Jestem pewna, że śpi. Byłam u niej pół godziny temu – nie ustępowała.

– Proszę… błagam…

– No dobrze – westchnęła. – Proszę za mną, tylko cicho – poszła pierwsza i otworzyła drzwi. Łóżko było puste.

Jared odepchnął ją i wszedł do środka.

– Annie! – krzyknął. Zapalił światło i rozejrzał się dookoła. Jego wzrok zatrzymał się na drzwiach od łazienki. Wziął za klamkę, ale nie mógł ich otworzyć. – Annie, słyszysz mnie, Annie! – krzyczał i szarpał za klamkę.

– Co ty robisz, obudzisz pacjentów – wyszeptała pielęgniarka. Nie wiedziała co ma z nim zrobić.

Nie obchodziło mnie co on robi z moim ciałem. Byłam zbyt słaba, a Billy okaleczał moje ręce i powtarzał jak bardzo mnie kocha. Kiedy usłyszał Jareda przestał, i zakrył mi usta.

– Bądź cicho dziwko – wysyczał. – Szybko – dodał i ciął mnie szybciej.

Kiedy usłyszałam Jareda myślałam, że on jest tylko w mojej głowie, ale kiedy Billy zakrył mi usta zrozumiałam, że Jared jest tutaj. Otworzyłam oczy i ostatkiem sił zaczęłam się wyrywać.

– Jared pomóż mi! – krzyknęłam stłumionym głosem.

Jared kopnął w drzwi aż krzesło potoczyło się przez całą łazienkę. Wpadł do środka i podbiegł do mnie. Leżałam w wannie, w piżamie, cała we krwi. W ręku trzymałam zakrwawiony nóż.

– Jared ja nie chciałam… obiecałam ci – powiedziałam i straciłam przytomność.

– Wołaj lekarza natychmiast! – krzyknął do pielęgniarki. – Annie, dlaczego to zrobiłaś, proszę nie umieraj – głaskał mnie po włosach.

Chwilę później wróciła pielęgniarka z lekarzem.

– O mój Boże, straciła dużo krwi, rany są bardzo głębokie. Pomóż mi, nie ma czasu – lekarz zwrócił się do Jareda. Przenieśli mnie na łóżko. – Do zabiegowego z nią i dzwoń po pomoc – krzyknął do pielęgniarki i wyjechali z łóżkiem. Jared pobiegł za nimi.

– Musisz tu poczekać synu – lekarz odwrócił się do Jareda przed gabinetem.

– Czy ona umrze? – zapytał Jared przełykając głośno ślinę.

– Módl się za nią – odpowiedział i wszedł do środka.

– Nie możesz umrzeć Annie, nie możesz – oparł się o ścianę i powtarzał to jak mantrę. Spojrzał na swoje ubranie i ręce, wszystko było we krwi. Nie chciał jednak odchodzić od drzwi. Pół godziny trwało wieczność. W tym czasie wiele osób wchodziło i wychodziło z gabinetu i wszyscy uśmiechali się do niego przyjaźnie. Wreszcie w drzwiach stanął lekarz.

– Nie martw się przyjacielu, wszystko będzie dobrze. Kim dla niej jesteś?

– Tylko przyjacielem – odpowiedział. Chciało mu się płakać ze szczęścia. – Czy mogę z nią zostać?

Lekarz spojrzał na niego i uśmiechnął się.

– Oczywiście.

– Dzięki doktorze – odpowiedział z wdzięcznością Jared.

– Bardzo proszę. Musimy zadzwonić do jej rodziców – westchnął i poszedł do swojego gabinetu.

Jared był ze mną przez całą noc. Moje przedramiona były zabandażowane, a gdzieś między bandażami udało im się podłączyć kroplówkę. Obudziłam się o ósmej, całe ciało miałam obolałe. Jared spał na krześle z głową na moim łóżku. Kiedy się ruszyłam, obudził się.

– Cześć Annie, jak się czujesz? – zapytał.

– Wszystko mnie boli – odpowiedziałam. – Dziękuję za uratowanie życia. Przysięgam, że tego nie chciałam, przysięgam – zaczęłam płakać.

– Wiem Annie, proszę nie płacz – wziął moją dłoń i zaczął całować.

– Czuję, że zawiodłam ciebie i Eve…

– Nie myśl tak, nie czuj się winna, to nasza wina – przerwał mi.

Chwilę później weszła pielęgniarka.

– Dzień dobry Ann, jak się czujesz? Mam dla ciebie nową kroplówkę – uśmiechnęła się. – Twoi rodzice tu jadą – dodała, zmieniła kroplówkę i poszła.

– Teraz mi gorzej – mruknęłam.

– Nie martw się, dobrze, że przyjadą, chcę z nimi porozmawiać – powiedział Jared.

– O czym? – zapytałam zaskoczona.

– Mama i ja chcemy cię zabrać do naszego domu. Szkoda, że mamy tu nie ma – westchnął i w tym momencie drzwi się otworzyły i stanęła w nich Eve.

– Ann, Jared, wszystko w porządku? Co ci się stało w ręce? – zapytała przestraszona.

– Cześć mamo, już w porządku. Przyjechałaś taksówką?

– Nie mogłam spać, czułam, że coś jest nie tak. Co się stało?! Ann, mów natychmiast! – była bardzo zdenerwowana.

Zaczęłam opowiadać… i płakać, było we mnie tyle emocji. Jared usiadł na łóżku i mnie przytulał.

– Bezczelny skurwiel – mruknęła Eve kiedy skończyłam. – Nie miałam pojęcia, że on jest taki silny i taki zdeterminowany. Wygrałaś walkę, ale nie wojnę. Powinnaś jak najszybciej wyjść ze szpitala i zamieszkać u nas. Muszę chronić cię tak długo, aż on sobie odpuści.

– To nie jest takie proste – odpowiedziałam. – Nie mam pieniędzy, muszę rzucić szkołę, znaleźć pracę i zamieszkać w centrum pomocy ludziom takim jak ja. Nie chcę zawracać wam głowy, jesteście wspaniali i zrobiliście dla mnie więcej niż moi rodzice przez ostatnie trzy lata… – w tym momencie do sali weszli moi rodzice.

– Ann, co się stało? – mama była bardzo zdenerwowana. – Kim są ci ludzie? – Jared wciąż siedział na moim łóżku.

– To moi przyjaciele Jared i Eve. Wszystko w porządku, nie musieliście przyjeżdżać – westchnęłam.

– Nie jest w porządku jeśli próbujesz się zabić! Chcesz zwrócić na siebie uwagę to zrób coś mądrego, tylko głupoty ci w głowie! – krzyknął ojciec. – Przepraszam, czy możecie opuścić ten pokój. Chcielibyśmy porozmawiać z naszą córką – zwrócił się do Jareda i Eve.

– Nie ma mowy – odpowiedział Jared i wciąż siedział na moim łóżku.

– Jared, chodź ze mną – powiedziała Eve. – Ann, będziemy na zewnątrz – dodała i wyszła.

– Przy drzwiach – powiedział Jared, pocałował mnie we włosy i również wyszedł. Drzwi zostawił otwarte.

– Kim są ci ludzie? Nie znam ich – powiedziała Matka.

– A co ty w ogóle wiesz o mnie. Nic, więc nie dziwne, że nie znasz moich przyjaciół – odpowiedziałam.

– Powinnaś wrócić do domu i skończyć te dziecinady. Mamy dosyć twojego zachowania! – ojciec był naprawdę wściekły.

– Prędzej mi kaktus wyrośnie niż wrócę do domu! – krzyknęłam.

Ojciec zamknął drzwi.

– Myślisz, ze jesteś taka cwana? – zapytał z sarkazmem w głosie. – Gdzie będziesz mieszkać? Kto będzie ci dawał pieniądze?

– Nie twoja sprawa! To moje życie i nie chcę być już dłużej z wami! Zostawcie mnie w spokoju! – krzyczałam i płakałam. Nie byłam aż taka silna jak myślałam.

– Głupie dziecko – matka westchnęła i przytuliła mnie. – Oboje z tatą postaramy się wybaczyć ci te głupoty i wszystko będzie po staremu – uśmiechnęła się.

– Nie, nie! – krzyknęłam i odepchnęłam ją. – Nie chcę was więcej widzieć, wynoście się!

Drzwi się otworzyły i wszedł Jared.

– Wystarczy – powiedział.

– To nie twój interes – ojciec był naprawdę wściekły, ale na szczęście niższy od Jareda, bo nie wiem co by było. Stali tak naprzeciwko siebie.

– Mylisz się – do sali wjechała Eve. – Wasza córka potrzebuje pomocy, a ja mogę jej pomóc. Nazywam się Eve Davies, jestem terapeutką. Chciałabym zabrać Ann do mojego domu i ją wyleczyć.

– Doprawdy? – zapytał ironicznie ojciec. – Ona nie jest chora, ona tylko chce zniszczyć naszą rodzinę. Taki ma cel.

Jared usiadł na łóżku i objął mnie. Schowałam się w jego ramionach.

– To twój punkt widzenia – Eve była bardzo cierpliwa, a Jared wściekły. – Chcemy zabrać ją ze szpitala.

– My? – zapytała matka.

– Ja i mój syn – Eve wskazała na Jareda.

– Szukasz dupy dla swojego syneczka? – ojciec był wciąż ironiczny.

Jared zerwał się z łóżka i stanął przed ojcem. Jeszcze nigdy nie widziałam go w takiej furii.

– Słuchaj dupku, jesteś tak głupi, że pewnie i tak nie zrozumiesz…

– Jared – Eve przerwała mu – nie zniżaj się do jego poziomu, nie warto.

Wstałam z łóżka i stanęłam naprzeciwko rodziców… z kroplówką przyczepioną do ręki.

– Mamo, tato, pamiętacie gazetę szkolną do której czasem pisywałam? – zapytałam.

– Tak – odpowiedziała mama.

– Jeżeli nie zgodzicie się na propozycję Eve, opiszę moją historię w gazecie. Ze wszystkimi szczegółami. Dopiero wtedy narobię wam wstydu – spojrzałam na nich, mieli strasznie głupie miny. – Dziękuję za spotkanie, właśnie je zakończyliśmy. Wracajcie do domu.

– To twoja ostatnia szansa – mama była bardzo zdenerwowana, ale próbowała wyjść z tego z twarzą. – Jeśli zdecydujesz się opuścić dom rodzinny i być służącą dla tych ludzi, nie będziesz miała możliwości powrotu.

– W porządku – zgodziłam się. – Wolę być służącą dla nich niż niewolnicą dla ciebie.

– Głupie dziecko – westchnęła i wyszła. Ojciec poszedł za nią… nie powiedzieli nawet „do widzenia”.

Osunęłam się na podłogę, Jared złapał mnie w ostatniej chwili.

– Hej Annie, byłaś bardzo dzielna – położył mnie na łóżku. – Musisz teraz odpocząć – pocałował mnie w czoło.

– Dziękuję, ale nie mogę mieszkać z wami – powiedziałam sennie.

– Porozmawiamy o tym później – uśmiechnął się, a ja zasnęłam.

Kiedy się obudziłam siedział na krześle i patrzył na mnie.

– Cześć Annie – uśmiechnął się. – Wyglądasz słodko kiedy śpisz.

– Cześć, dzięki – czułam jak się czerwienie. – Gdzie Eve?

– Pojechała do domu. Rozmawialiśmy z lekarzem i zgodził się wypuścić cię za dwa dni, ale tylko pod warunkiem, że zamieszkasz z Eve. I oczywiście żadnych więcej tabletek.

– To nie w porządku – potrząsnęłam głową. – Nie mogę mieszkać w waszym domu, nie mam pieniędzy, nie mam nic! – tłumaczyłam bardzo zdenerwowana.

– Szzzz – Jared położył palec na moich ustach. – Rozumiem, że chcesz być niezależna, ale najpierw musisz być zdrowa, a potem zobaczymy, ok?

Westchnęłam. Wiedziałam, że on ma rację. Nie byłam zdrowa, czułam, że Billy wcale nie odszedł. Nie chciałam martwić Jareda, ale czułam, że to nie koniec.

– Jared – powiedziałam po dłuższej chwili.

– Tak kochanie – odpowiedział, a ja poczułam, że znów się czerwienie. Miałam nadzieję, że przyzwyczaję się do obecności Jareda, jego słów i gestów.

– Opowiedz mi swoją historię z narkotykami – poprosiłam.

Tym razem on westchnął.

– Dobrze, może to jest odpowiedni czas. Miałem przyjaciela, Jerry’ego, dorastaliśmy razem i byliśmy jak bracia. Kiedy mieliśmy po piętnaście lat, zaczęliśmy palić marihuanę. Wcześniej próbowaliśmy papierosów… mnie pasowały, ale Jerry wolał coś mocniejszego. Po ziołach widzieliśmy dzikie zwierzęta, gadające rośliny i byliśmy naprawdę szczęśliwi. Kiedy spróbowaliśmy ecstasy to był prawdziwy odlot, trwał dłużej i było jeszcze śmieszniej. Moi rodzice wiedzieli o moich eksperymentach i próbowali tłumaczyć mi jak niebezpieczną ścieżką idę, ale oczywiście ich nie słuchałem. Uciekliśmy z domu i spaliśmy na ulicy. To była niezapomniana przygoda. Mój ojciec znalazł nas brudnych i naćpanych i zabrał nas do domu. Jerry miał tylko matkę, jego ojciec zmarł, kiedy Jerry miał dziesięć lat. W każdym razie wróciliśmy do domu i musieliśmy odbyć karę. Ja miałem szlaban na spotkania z Jerrym. Przetrwałem miesiąc bez Jerry’ego i narkotyków, ale którejś nocy Jerry przyszedł pod moje okno i zaczął rzucać w szybę małymi kamykami. Wyszedłem do niego i poszliśmy do jego piwnicy. Wyciągnął z kieszeni torebkę z białym proszkiem, igłę i strzykawkę. Zawsze bałem się igieł i to mnie uratowało. Jerry wziął działkę i wstrzyknął sobie w żyłę. Najpierw zaczął się śmiać i mówić jak mu jest fantastycznie, potem powiedział, że „Czarni Rycerze” przyszli do niego i zabierają go do swojego zamku. Po chwili zaczął krzyczeć, że chce wracać i w końcu przestał oddychać. Pobiegłem do jego mamy, a potem do swoich rodziców, ale Jerry już nie żył. Płakaliśmy wszyscy, nie mogliśmy w to uwierzyć. Po pogrzebie mama zapytała mnie czy chcę wiedzieć gdzie teraz jest Jerry. Bardzo chciałem i zrobiła mi coś podobnego do regresu, zobaczyłem zamek i czarnych rycerzy za bramą. Mama powiedziała tylko, że nie wolno mi tam wchodzić, bo to pułapka z której nie ma wyjścia. Kiedy skończyliśmy zapytała mnie czy chcę skończyć tak jak Jerry. Jeśli nie, muszę skończyć z narkotykami… i skończyłem. I to cała moja smutna historia moja słodka Annie – zakończył.

– Bardzo smutna i bardzo pouczająca – pogłaskałam go po policzku. Wziął moją rękę i pocałował w dłoń, potem pogłaskał mnie po bandażach.

– Nigdy, przenigdy nie pozwolę już na coś takiego – powiedział stanowczo.

Znów się zaczerwieniłam. Jego dotyk był taki… taki niesamowity.

– Powinieneś iść do domu, jesteś bardzo zmęczony – zmieniłam temat.

– Nie ma mowy – uśmiechnął się. – Nie możesz tu zostać sama, będę cię pilnował przez cały czas.

– Nie zgadzam się – potrząsnęłam głową.

– Masz takie prawo, ale nikt cię nie pyta – zaśmiał się.

– Martwię się o ciebie – westchnęłam.

– Niepotrzebnie. Cieszę się, że mogę się tobą opiekować – znów pocałował moją dłoń.

– Ja również się cieszę – powiedziałam sennie. – Czuję się z tobą taka bezpieczna – dodałam i zasnęłam.

Dwa dni później mogłam wyjść ze szpitala. Było już po południu, miałam na sobie normalne ubranie, a Jared poszedł jeszcze do lekarza. Do mojej sali weszła moja siostra.

– Cześć Ann, jak się czujesz?

– Cześć Daisy, w porządku. Właśnie wychodzę ze szpitala. Chciałaś czegoś? – zapytałam uprzejmie.

– Chciałam tylko zapytać czy mogę wziąć twój pokój? – zapytała zażenowana.

Uniosłam brwi na znak zdziwienia.

– Tata chce zrobić sobie biuro w twoim pokoju, ale mnie się bardziej podoba twój pokój niż mój i chciałam się do niego przenieść – wytłumaczyła.

– Jasne, jest twój – wzruszyłam ramionami.

– Rodzice są na ciebie wściekli, ale ja myślę, że to dobrze, że nie wracasz do domu – powiedziała, a ja zobaczyłam kątem oka, że Jared stoi przy drzwiach i słucha. – Nie pasujesz do naszej rodziny, myślę, że tak będzie lepiej i dla nas i dla ciebie.

– Dzięki Daisy za szczerość – westchnęłam. W sumie nie wiedziałam co mam o tym myśleć.

– Rodzice chcą twój nowy adres, żeby wysłać twoje rzeczy – kontynuowała.

– Powiedz rodzicom, że przyjadę po jej rzeczy w sobotę – do sali wszedł Jared.

Daisy spojrzała na niego i od razu się zaczerwieniła.

„Właściwa reakcja” zaśmiałam się w duchu.

– Dobrze, powiem im, muszę już iść. Do zobaczenia – powiedziała i wyszła.

– Jesteś gotowa? – zapytał Jared uważnie mi się przyglądając.

– Tak, jestem gotowa – uśmiechnęłam się i wyszłam ze szpitala prosto do mojego nowego domu.

– Jared pokaż Ann jej pokój, obiad będzie za pięć minut – Eve komenderowała z kuchni. – Przepraszam, cześć Ann jak się czujesz? – podjechała do mnie i pocałowała w policzek.

– W porządku, ale musimy porozmawiać na temat mojego mieszkania tutaj – czułam się zażenowana.

– Jutro. Dzisiaj jesteś gościem, jutro będziesz domownikiem i pozmywasz naczynia – puściła do mnie oko i wróciła do kuchni. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi.

– Chodź ze mną Ann – Jared wyciągnął do mnie rękę. Ścisnęłam ją delikatnie i poszliśmy na górę. Moja sypialnia była bardzo duża i ładna. Od razu mi się spodobała.

– Jak tu pięknie – wyszeptałam.

– Miło, że ci się podoba – zaśmiał się Jared. – Moja sypialnia jest obok… jeśli będziesz czegoś potrzebować, krzyknij – uśmiechnął się i wyszedł zamykając za sobą drzwi.

Byłam bardzo szczęśliwa, ale miałam też mnóstwo wątpliwości; co teraz? Jak będę żyła? Dlaczego Jared już więcej mnie nie pocałował? Kiedy wróci Billy? Czy moje samookaleczanie definitywnie należy już do przeszłości? Miałam o wiele więcej pytań, ale zabrakło mi czasu na myślenie o tym, musiałam iść na obiad. Po obiedzie Jared gdzieś poszedł, a ja zaczęłam rozmawiać z Eve o mojej przeszłości i moich rodzicach. Kiedy koło dziewiątej wrócił Jared, ja postanowiłam iść spać. Byłam bardzo zmęczona i przygnębiona z jego powodu. Nie wiedziałam co on w sumie do mnie czuje, traktował mnie jak młodszą siostrę albo córkę. Byłam tak nieszczęśliwa, że umyłam się tylko i poszłam do łóżka. Na stoliku nocnym stała zapalona biała świeczka. Uśmiechnęłam się pod nosem i poszłam spać. Kilka godzin później obudził mnie znajomy głos.

– Annie, obudź się moja słodka Annie – wyszeptał. – Ciągle na ciebie czekam.

– Odejdź Billy – odpowiedziałam cicho. – To skończone. Chcę być z Jaredem.

Billy prychnął.

– Twój Jared ciebie nie chce. On ma jedynie poczucie winy z powodu Jerry’ego. Dlatego tak się tobą zajmuje. Twoi rodzice też nie chcą mieć z tobą nic wspólnego. Pamiętasz co mówiła twoja siostra? Otwórz oczy, tylko ja ciebie chce, nikt inny. Należysz do mnie. Należymy do siebie. To nasze przeznaczenie i nie możemy tego zmienić.

Zaczęłam płakać… bo zrozumiałam, że on ma rację.

– Nie płacz kochanie, kocham cię i jestem dla ciebie. Zrobimy to dziś w nocy – był taki cierpliwy, głaskał i całował moje włosy. – Idź do kuchni po nóż, tylko musisz być naprawdę cicho.

Zawahałam się.

– Nie Billy, nie dzisiaj – powiedziałam stanowczo.

– Zrób to natychmiast dziwko! – krzyknął i w jednej chwili jego twarz się zmieniła. Nie był już przyjacielski, był przerażający. Zaczęłam krzyczeć, ale on wziął moją głowę i ścisnął ją, żeby nie mogła krzyczeć. Czułam, że tracę oddech. – Zabiję cię dziwko, jesteś moja.

W tym samym momencie, kiedy się poddałam poczułam, że ktoś szarpie mnie za ramiona i usłyszałam głos Jareda.

– Ann, obudź się, Ann! – krzyczał.

Zaczęłam wracać do rzeczywistości. Kiedy się obudziłam byłam spocona, zapłakana i przerażona. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Jareda… był bardzo zdenerwowany.

– Jared on tu był – powiedziałam cicho.

– Już wszystko w porządku, jestem tutaj, w porządku – wziął mnie na kolana i przytulił.

Był bez koszulki, przytuliłam się do niego i wdychałam jego zapach. W jego ramionach czułam się taka bezpieczna.

– Przepraszam – szepnęłam zawstydzona.

– Wszystko w porządku – odpowiedział całując moje włosy.

– Jared, Billy powiedział, że masz poczucie winy z powodu Jerry’ego i dlatego mi pomagasz – spojrzałam na niego.

– To nieprawda – uśmiechnął się. – Myślałem, że to czujesz.

– Czuję… ja… ja nie jestem pewna co ty czujesz – powiedziałam.

Jared pogłaskał mnie po twarzy a potem pocałował mnie bardzo delikatnie i namiętnie.

Zamilkłam i westchnęłam głęboko. Nie mogłam powiedzieć co było dalej, to było zbyt osobiste. Ale pamiętałam wszystko. Zamknęłam oczy i zobaczyłam to; naszą pierwszą wspólną noc, pierwszy seks, pierwsze „kocham cię.”

Otworzyłam oczy. Nie wiem ile czasu miałam je zamknięte i nie obchodziło mnie to. To był najpiękniejszy moment w moim życiu. Spojrzałam na Jareda, stał na końcu sali i uśmiechał się, a potem… przesłał mi buziaka. Dokładnie wiedział o czym myślałam.

W każdym razie następnego dnia wszystko stało się jasne. Poprosiłam Eve, żeby zrobiła mi regres, a ona zgodziła się. To była taka jakby bardzo głęboka medytacja. Zapytałam dlaczego czuję się jakby nie powinno mnie tu być. Odpowiedź jaką otrzymałam bardzo mnie zaskoczyła. Podczas regresu zobaczyłam duży biały pokój z różnymi ludzi… czy duszami, nieważne. Był tam Jared, Eve, Lucy, moja przyjaciółka z podstawówki, moich dwóch nauczycieli z podstawówki, sąsiedzi z poprzedniego domu i wiele innych dusz, których jeszcze nie spotkałam. Ale w tym pokoju nie było mojej rodziny. Problem ze mną był taki, że nie chciałam wracać na ziemię, a moi przewodnicy nie mogli mnie do tego zmusić. Zdecydowali więc, że wyślą na ziemię wszystkie dusze z mojego pokoju i zostanę sama. Nudziłam się więc postanowiłam zejść na ziemię do moich przyjaciół. I w ten sposób urodziłam się w rodzinie, która czuła, że do nich nie pasuję. I właśnie dlatego nie mogłam z nimi wytrzymać i zaczęłam się ciąć… z braku akceptacji i niedopasowania. Nie miałam świadomości co się ze mną dzieje. Kiedy spotkałam Jareda wszystko zaczęło się układać. Jared i Eve byli moimi pokrewnymi duszami i wiedziałam, że zostanę z nimi na zawsze. Czasami w mieście widywałam moją starą rodzinę, ale nigdy nie rozmawialiśmy. A co z Billym? Przestał przychodzić, kiedy byłam z Jaredem, ale gdy Jared wyjeżdżał na koncerty lub gdziekolwiek Billy wracał. Musiałam spać z Eve w tym samym pokoju ponieważ bałam się, że Billy będzie chciał mnie zabić. To trwało rok i przez ten rok cały czas pracowałam z Eve… to była bardzo ciężka i oczyszczająca praca. Dzisiaj mija dziesiąta rocznica kiedy przestałam się okaleczać. Teraz wiem kim jestem i czego oczekuję od życia. Opowiedziałam wam moją historię na Dziesiątym corocznym spotkaniu psychiatrów i terapeutów alternatywnych w Birmingham ponieważ to jest bardzo ważne dla wszystkich ludzi. Musicie rozmawiać z pacjentami, musicie rozpoznać problem, nie możecie dawać im tabletek bo tak jest najłatwiej, nie możecie! To jest wasza odpowiedzialność, zabijacie tych ludzi ponieważ oni tracą siebie! Nawet jeżeli ciągle będą żyli, to już tylko jako roboty. Wiem, że moja historia jest nieprawdopodobna… ale się wydarzyła. Pomyślcie o tym kiedy następnym razem jakiś człowiek zapuka do waszych drzwi, ktoś kto się okalecza, słyszy głosy lub ma jakikolwiek inny problem ze sobą.

Nazywam się Ann Davies i to była moja spowiedź. Jestem żoną, matką i córką, ale jestem także psychiatrą i terapeutą alternatywnym. Ja wygrałam walkę o siebie i sądzę, że wszyscy ludzie zasługują na taką szansę. Dziękuję państwu za uwagę.

Na sali rozległ się aplauz, wszyscy wstali. Ann zeszła z podium, Jared czekał już na nią.

– Jestem z ciebie dumny – szepnął jej do ucha.

– Dziękuję za wszystko – spojrzała mu w oczy.

– Kocham cię – powiedział i pocałował ją.

– Ja kocham cię bardziej – pomyślała Ann.

KONIEC

This entry was posted in Uncategorized. Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *