Opowiadanie “Zatrzymać czas” … coś o reinkarnacji :) Zapraszam do przeczytania.

MAGDA KACZMARCZYK

ZATRZYMAĆ CZAS

Nazywam się Karol Nowak. Urodziłem się 17 lipca 1972 roku w Piasecznie. Umarłem 27 czerwca 1987 roku… również w Piasecznie. Pamiętam doskonale tę noc. Było kilka minut po północy. Wyszliśmy z balu ósmych klas, w szkole podstawowej nr 5, ja, Nika – moja dziewczyna, i Wojtek mój kumpel. Trochę byłem obrażony na Nikę, bo ciągle chciała tańczyć i nie dała mi się powygłupiać z kumplami. Właściwie byłem wściekły! Odprowadziłem ją jednak do domu, mieszkała daleko, na Czajewicza, Wojtek po drodze skręcił do siebie. Nie chciało mi się z nią gadać, więc odstawiłem ją za furtkę i wracałem do siebie, na Kusocińskiego. Ten samochód od początku mi się nie podobał. Jechał główną ulicą Piaseczna, ale jakoś tak niepewnie, przyspieszał, zwalniał. Ja jednak nie zwolniłem, miałem zamiar przejść na drugą stronę ulicy. Kiedy wchodziłem na pasy, samochód, fiat 125, jechał całkiem wolno i był dość daleko, nagle jednak przyspieszył i zanim pomyślałem o ucieczce, po prostu mnie przejechał. Właściwie to odbiłem się od maski i upadłem do przodu. Zdążyłem tylko pomyśleć, że trzeba było poczekać, aż przejedzie. A potem nic… tylko ciemność.

Chwilę potem ocknąłem się i wstałem. Popatrzyłem na kierowcę, nawet nie wyszedł z auta, był przerażony. Pomachałem do niego, ale w ogóle mnie nie widział. Spojrzałem na ulicę i zobaczyłem swoje zakrwawione ciało. Ogarnęła mnie panika. Co się dzieje?! Umarłem?!

Nagle zobaczyłem dwie wielkie łapy, które sięgają po mnie z nieba. Scena jak z kiepskiego horroru, gdybym nie był spanikowany, to pewnie bym się roześmiał. Ale byłem… jeszcze przez chwilę, bo nagle poczułem, że cały strach odszedł. Dziwne, nie? Z jednej strony chciałem zostać i zobaczyć co będzie dalej, z drugiej, wielkie łapska złapały mnie za ramiona i ciągnęły w stronę nieba. Przez moment stawiałem opór, ale facet w samochodzie nadal siedział w tej samej pozycji więc stwierdziłem, że nic tu po mnie i dałem się unieść bez protestu. Na górze czekała na mnie kobieta w białej sukni do ziemi. Odruchowo sprawdziłem czy to ona ma takie długie ręce… ale nie. Mogła mieć koło 30 lat, była bardzo ładna, miała długie blond włosy i zielone oczy. No i bardzo ładny uśmiech.

Witaj Karolu – powiedziała łagodnie.

Dzień dobry – odpowiedziałem. – Jesteś aniołem.

Dziewczyna ponownie się uśmiechnęła.

Niezupełnie. Mam na imię Domira i jestem twoją przewodniczką. Czy dobrze się czujesz? – zapytała z troską.

No… chyba przed chwilą umarłem, więc nic gorszego mnie już raczej nie spotka – odpowiedziałem uświadamiając sobie, że coś nie do końca jest w porządku. Powinienem być raczej rozhisteryzowany i przestraszony, a nie dowcipkować na temat śmierci… w dodatku własnej.

Tak, no cóż – dziewczyna była wyraźnie zażenowana – wybór tej drogi nas również zaskoczył. Nie spodziewaliśmy się ciebie tak szybko.

O czym ty do cholery mówisz?! – zbyt wiele niewiadomych spowodowało, że zacząłem być wściekły. – Co to za szopka?! Gdzie ja jestem?! Może to sen?! Chcę się kurwa obudzić!! – ostatnie zdanie kończyłem wrzeszcząc i rozglądając się wokół siebie. Teraz to dopiero byłem przerażony.

Domira usiłowała wziąć mnie za rękę, ale nie dałem się. Rozglądałem się szukając gorączkowo drogi wyjścia. Ale wyjścia nie było. Wejścia też nie. Wszystko było białe, jakbym siedział w chmurze.

Spokojnie Karolu, wszystko wyjaśnimy, uspokój się – mówiła do mnie takim tonem, że czułem jak wwierca się w mój mózg i sprawia, że staję się spokojny i zaczynam rozumieć co się stało. Bez słów po prostu to zrozumiałem i zaakceptowałem. – Już dobrze? – zapytała po dłuższej chwili.

Tak, w porządku – westchnąłem. Zrozumiałem, że mój czas na ziemi się skończył i już mnie tam nie ma. Trochę było mi przykro, miałem plany, chciałem iść do technikum informatycznego, a potem na polibudę. Po studiach chciałem ożenić się z Niką, a tak nawet nie zdążyłem się z nią przespać. Cholera. Przerwałem swoje rozmyślania, bo kątem oka spojrzałem na Domirę, która uśmiechała się ukradkiem. Zrozumiałem, że po prostu słyszy moje myśli. Tak, jakbym to wszystko wypowiadał na głos. Poczułem, że czerwienie się jak burak.

Chodźmy do Isaha – Domira postanowiła przerwać niezręczną ciszę, która zapanowała w moich myślach.

Kim jest Isah? – zapytałem, gdy przemierzaliśmy białe korytarze.

Także jest twoim przewodnikiem. Oboje ciebie pilnujemy – odpowiedziała.

No to jakoś kiepsko wam poszło – zaśmiałem się i zaraz potem zdziwiłem. Myślałem i mówiłem o wypadku, jakby w ogóle mnie nie dotyczył, a to przecież wydarzyło się przed chwilą.

Właśnie sprawdza dlaczego tak się stało – odpowiedziała poważnie. – Nie przejmuj się tym, że nie martwi cię już wypadek. To przeszłość, tutaj żyjemy bieżącą chwilą i nic więcej się nie liczy – znów odpowiedziała na moje wątpliwości, które jedynie pomyślałem.

Czy jestem w niebie? – zapytałem po chwili.

Nie – uśmiechnęła się. – To raczej coś w rodzaju przechowalni dla dusz. – Nie kontynuowała tego tematu, gdyż doszliśmy już do drzwi Isaha. Otworzyła je i weszliśmy do środka.

Isah wyglądał groźnie. Miał głęboko osadzone oczy, zarost i wąskie usta. Też był ubrany na biało. Skoro oni oboje byli moimi przewodnikami, miałem wrażenie, że Domira dużo więcej mi wybaczała niż Isah. Może to przez niego umarłem?

Witaj Karolu – pomimo groźnego wyglądu głos miał ciepły i serdeczny. – To nie przeze mnie umarłeś – uśmiechnął się słabo.

No tak, znowu zapomniałem, że jak myślę, to tak samo jakbym mówił – westchnąłem ciężko.

Nie przejmuj się, przyzwyczaisz się – znów się uśmiechnął.

To co teraz? Będę z wami mieszkał? – zapytałem spoglądając na jedno i na drugie.

Isah spojrzał zdziwiony na Domirę.

Nie powiedziałaś mu? – zapytał.

Nie zdążyłam – tłumaczyła. – Widzisz Karolu – zwróciła się do mnie – do nas trafiają dusze, które ponownie wracają na ziemię. Do tego czasu będziesz oczywiście z nami – spojrzała wymownie na Isaha.

Rozumiem – kiwnąłem głową. – Czyli reinkarnacja to nie wymysł czubów, ale fakt? – spojrzałem na nią pytająco.

Tak, oczywiście, reinkarnacja jak najbardziej istnieje – przyznała.

A czy w następnym życiu również będę człowiekiem, czy na przykład koniem, albo pszczołą?– zapytałem z ciekawości. Moja religia nie uznawała reinkarnacji i powinienem trafić do nieba, albo w najgorszym razie do czyśćca. O piekle nie myślę, w sumie był ze mnie porządny chłopak.

Domira zaśmiała się perliście.

Oczywiście, że będziesz człowiekiem głuptasie.

Isah też się uśmiechnął… i ja także.

A czy można zobaczyć co się ze mną dzieje teraz? Czy ktoś mnie już znalazł? Co z tym kierowcą, który mnie zabił? – w sumie chciałem wiedzieć co z moim ciałem. Ostatecznie ciągle było moje.

A może chcesz zobaczyć swój pogrzeb? – wyrwała się Domira, ale zaraz zamilkła. Isah spojrzał na nią groźnie.

Jasne, bardzo chętnie – ucieszyłem się, jednocześnie zdając sobie sprawę, że moje zachowanie jest kompletnie irracjonalne. Cieszyć się z oglądania własnego pogrzebu, co za debilizm! – Ale chwileczkę – zastanowiłem się – przecież jestem z wami dopiero od godziny. To niemożliwe… przecież jest środek nocy? – spojrzałem na nich pytająco. – Ile czasu z wami już tu jestem? – zapytałem podejrzliwie.

Tu nie ma pojęcia czasu – odpowiedział wymijająco, zniecierpliwiony Isah. Był zły, że musi mi o tym opowiadać.

Ale jak to? – tego już nie byłem w stanie pojąć.

Obejrzyjmy ten pogrzeb – westchnął Isah i zaczął kręcić ręką kółka i nagle w podłodze pojawiła się dziura i zobaczyłem kościół, trumnę, moich rodziców, mojego brata, Nikę, wszystkich kolegów ze szkoły i innych ludzi, których nie znałem. Kościół Świętej Anny w Piasecznie wypełniony był po brzegi. Gdy spojrzałem na moich rodziców, brata i Nikę, zrobiło mi się strasznie żal, że się z nimi nie pożegnałem. Tyle jeszcze chciałem im powiedzieć. Widziałem jak strasznie cierpi moja mama. Tata i Michał musieli ją podtrzymywać, bo nie mogła ustać. Cały czas płakała. Ogarnęła mnie wściekłość. Dlaczego właściwie umarłem!? Przecież to nie była moja wina… ten wypadek!

Żądam natychmiastowych wyjaśnień?! – rozdarłem się na całe gardło patrząc na Domirę i Isaha.

Karolu, uspokój się – Domira znów świdrowała mój mózg. Tym razem jednak nie poddawałem się jej tak łatwo.

Dlaczego umarłem, do cholery?! – krzyknąłem tym razem w stronę Isaha.

Twoje emocje w niczym ci nie pomogą – odpowiedział spokojnie, co rozzłościło mnie jeszcze bardziej. Gdyby były tu jakieś przedmioty, z pewnością w tym momencie zacząłbym nimi rzucać. Moja złość sięgnęła zenitu. Domira niepewnie patrzyła na Isaha. Ten jednak był niewzruszony. Po chwili poczułem, że odbiera mi moje emocje i poczułem jak osuwam się na podłogę, bez życia… po raz drugi dzisiaj.

Karolu, Karolu, obudź się – miły głos Domiry przywołał mnie ze snu.

Otworzyłem oczy, leżałem na łóżku w jakimś białym pokoju. Domira pochylała się nade mną.

Cześć – powiedziałem po chwili. – Długo spałem?

Nie bardzo – odpowiedziała szybko. – Dobrze się czujesz?

Tak, ok – odpowiedziałem i przypomniało mi się dlaczego zasnąłem. – Isah mnie zamroczył? – zapytałem.

Domira uśmiechnęła się lekko.

Tak, troszkę za dużo miałeś emocji. Mam dla ciebie niespodziankę – zmieniła temat. – Zwolniło się miejsce, możesz wrócić z powrotem na Ziemię.

Serio? Kiedy? – ucieszyłem się, ale zaraz posmutniałem. – Co mi z tego, że teraz wrócę. Właściwie nigdzie mi się nie spieszy. Wolę tu zostać – odwróciłem się na drugi bok.

Karolu, posłuchaj – Domira usiadła na moim łóżku i pogłaskała mnie po głowie. – Tutaj nic się nie dzieje, a ciągle rozpamiętujesz to, co się wydarzyło. Zejdź na ziemię i zacznij wszystko od nowa.

Zastanowiłem się przez chwilę i spojrzałem na nią.

No dobrze – westchnąłem. – A jaka jest szansa, że trafię znów do Piaseczna?

Domira uśmiechnęła się figlarnie i wstała z łóżka.

Mogę się postarać, żebyś trafił do Piaseczna.

No to umowa stoi – uśmiechnąłem się i stanąłem gotowy do podróży. W sumie byłem ciekawy w jaki sposób można wrócić na ziemię.

Poszliśmy do Isaha. Obserwował mnie bardzo uważnie, jakby nie do końca mi ufał. Podszedł do tego miejsca w podłodze, gdzie wcześniej pokazywał mi mój pogrzeb. Znów wykonał ten sam ruch ręką i w podłodze pokazał się czarny tunel.

Musisz tu wskoczyć i będziesz na Ziemi – powiedział wskazując dziurę.

Nie wiem dlaczego poczułem dreszcze, ale zaraz potem decyzję, że chcę to zrobić.

Jeszcze jedno – podeszła do mnie Domira i położyła mi rękę na ramieniu. – Nie potrzebujesz pamiętać i tak będziesz nas na początku odwiedzał.

Jak to nie potrzebuję pamiętać – oburzyłem się. – Ja właśnie po to wracam, żeby ich wszystkich odnaleźć.

Domira i Isah spojrzeli na siebie znacząco.

To niemożliwe Karolu – powiedział wreszcie Isah.

Domira wykonała ruch, jakby chciała mnie pocałować w usta. Na szczęście w porę się odsunąłem.

Żadnego całowania, to zarezerwowane dla mojej Niki – zaśmiałem się i zanim się zorientowali wskoczyłem do tej dziury. – Cześć – krzyknąłem jeszcze i tyle mnie widzieli.

Wydawało mi się, że płynę, a raczej lecę unoszony przez jakąś poduszkę z powietrza. Czułem się fantastycznie i w ogóle mi nie przeszkadzało, że nie zdążyłem się niczego dowiedzieć. Właściwie jak się dostanę na Ziemię, w dodatku do Piaseczna? Chwilę później zrobiło się strasznie ciemno i ciasno, poczułem jakby ktoś wepchnął mnie w puszkę po sardynkach i zatrzasnął wieczko. W jednej chwili zacząłem czuć ciało, strasznie małe i niewygodne. Tam gdzie się znalazłem było strasznie ciasno, a coś napierało mnie, żeby przepchnąć w jeszcze ciaśniejsze miejsce, że nie mogłem się już tam zmieścić! Czułem, że nie mogę oddychać, panicznie bałem się, że znowu umrę! O nie! To znowu mnie wypychało! I jeszcze raz! „Nie chcę!!!!” – z tym okrzykiem na ustach pojawiłem się znów na świecie.

O kurcze, strasznie wojownicze to pani dziecko – zaśmiała się położna kładąc mnie czyimś brzuchu.

Tak, wreszcie zrozumiałem co się stało. Urodziłem się. Wrobili mnie w całkiem nowe życie, byłem naprawdę wkurzony. Spojrzałem w górę, Domira i Isah stali i machali do mnie. Chciałem pokazać im gest Kozakiewicza, ale niestety miałem totalny brak koordynacji ruchowej. Uśmiechnęli się tylko widząc moje zmagania i zniknęli.

Dobra, ustalmy fakty – starałem się ogarnąć sytuację. – Jestem niemowlakiem, mam nową rodzinę. Dałem się wrobić jak idiota i teraz muszę z tego wybrnąć. To co muszę zrobić, to szybko urosnąć i odnaleźć mamę i Nikę. Ale, ale – zorientowałem się, że zbyt mocno popuściłem wodze fantazji. – Rosnąć będę w normalnym tempie, sikać w pieluchę, a potem do nocnika, nauczę się chodzić i mówić. Cholera. Dobra, najważniejsze to opanować swoje ciało, gdy już to zrobię i znów będę mógł mówić, po prostu je odnajdę. Znam przecież drogę do domu i do Niki. Z tego wszystkiego zapomniałem, że leżę goły, na brzuchu mojej nowej mamy. Z pewnością miła jest z niej kobieta, choć dla mnie w tym momencie zasadniczo obojętna. Urodziła mnie po to, żebym odnalazł rodzinę z poprzedniego życia.

Ktoś wziął mnie na ręce i podniósł delikatnie w górę. Byłem ciekaw tej mojej mamy, spojrzałem na nią, ale po pierwsze wszystko było strasznie zamazane, a po drugie miałem wrażenie, że do góry nogami. Ogarnęła mnie panika. – Mam poważną wadę wzroku! Jak prawie ślepy i widzący do góry nogami mam odnaleźć rodzinę!? Domira, Isah, zabierzcie mnie stąd! – wrzeszczałem, ale z mojego gardła wydobywał się jedynie histeryczny płacz.

Ciiicho kochanie, nie płacz maleństwo – uspokajał mnie jakiś głos. Zacisnąłem powieki. Skoro i tak nic nie widzę, to będę oglądał ciemność, przynajmniej nie jest rozmazana. Trochę się uspokoiłem. Ktoś mnie zabrał, umył i ubrał, tak czułem, bo oczy miałem cały czas zamknięte. Najważniejszy jest dobry plan. Nie mogłem się jednak skupić, bo strasznie mnie ssało w żołądku. Rozdarłem się więc mając nadzieję, że domyślą się, że jestem głodny. Udało się. Przynieśli mnie do mamy i wetknęli mi do buzi coś ciepłego i miękkiego, a potem drapali pod brodą. Strasznie mnie to załaskotało. Chciałem się roześmiać, ale wtedy poleciała mi do gardła jakaś ciecz. Cholera, dali mi cycka! Wiem co się z nimi robi, oglądałem na filmach, chociaż sam nie zdążyłem tego zastosować. Nie przypominam sobie jednak, żeby z cycków leciała ciecz! Nie jestem cielakiem! Wyplułem cycka i znów się rozwrzeszczałem. Nie będę tego jadł! Oddałbym wszystko co mam za kanapkę z kiełbasą i musztardą… ale miałem niestety jedynie pełną pieluchę… zrobiłem siku. Zmęczyło mnie to wszystko tak bardzo, że po prostu zasnąłem.

Znów znalazłem się w białym pokoju, bez krępującego mnie ciała, znów byłem dawnym Karolem. Przestraszyłem się jednak, że umarłem.

Domira! Isah! – wołałem rozglądając się za nimi.

Cześć Karolu – Domira pojawiła się nie wiadomo skąd. – Widziałam, że masz drobny problem z przystosowaniem się do swojego nowego życia. Właśnie po to jest pocałunek zapomnienia, żeby uniknąć takich sytuacji.

Czy ja znów umarłem? – zapytałem przełykając głośno ślinę.

Nie, tylko śpisz. Przez jakiś czas będziesz do nas przychodził za każdym razem jak zaśniesz. To normalne – wyjaśniła.

To nie jest normalne! – wrzasnąłem. – Jestem ślepy i totalnie zniewolony! Jak mam odnaleźć rodzinę skoro jestem ślepym niemowlakiem! Nie tak miało być! Miałem wrócić i odnaleźć mamę i moją dziewczynę!

Jak sobie wyobrażałeś powrót? Myślałeś, że zmartwychwstaniesz? Jeśli wracasz, zaczynasz od początku… i kropka. Poza tym nie jesteś ślepy. Wszystkie dzieci na początku tak mają. Za kilka tygodni będziesz widział normalnie. Czasu jednak nie przeskoczysz, będziesz rozwijał się jak normalne dziecko. Dlatego proponuję ci pocałunek zapomnienia. W przeciwnym razie bardzo trudno ci się będzie żyło – zakończyła ze smutkiem.

Nie chcę – odpowiedziałem szybko. – Muszę odnaleźć mamę i Nikę, powiedzieć im co się stało i że w sumie wszystko ze mną w porządku…

Karolu czy ty sam siebie słuchasz?! – teraz Domira straciła cierpliwość. – Sądzisz, że one tak po prostu ci uwierzą?! Pocałunek zapomnienia jest po to, żeby ludzie nie pamiętali niczego ani z poprzedniego życia, ani z okresu między wcieleniami. Inaczej by zwariowali. Jeśli zaczniesz głośno o tym mówić, skończysz w wariatkowie!

Wiem co robię – uciąłem rozmowę. – Powiedz mi tylko czy jeszcze czekają mnie jakieś niespodzianki związane z moim rozwojem? Oprócz tych nieszczęsnych oczu.

Wszystko jest w porządku – odpowiedziała niechętnie Domira. – Jesteś zdrowym niemowlakiem i będziesz rozwijał się prawidłowo.

No to dobrze – uspokoiłem się. – W takim razie wracam w swój przyciasny garniturek – zaśmiałem się i już mnie nie było.

Przez następne trzy tygodnie głównie spałem i oczekiwałem poprawy wzroku. Tak jak mówiła Domira, było coraz lepiej. Konsekwentnie jednak nie zgadzałem się na ciecz z cycka i marzyłem o kanapce z kiełbasą. Z braku uzębienia zadowoliłem się mlekiem z butelki… modyfikowanym, specjalnym dla niemowlaków, jak opowiadała mama. Aha, i cholernie drogim, to też jej słowa. Przez te trzy tygodnie przychodzili oglądać mnie różni ludzie. Starałem się na nich nie patrzeć z powodu sporego dyskomfortu widzenia do góry nogami, ale słuch miałem świetny. Wydawało mi się, że niektóre głosy znam, chociaż słyszałem je po raz pierwszy. Pewnego dnia coś mnie jednak zaniepokoiło. Przyszła jakaś baba, stanęła nade mną i zaczęła się zachwycać jaka śliczna ze mnie dziewczynka. Kretynka! Byłem stuprocentowym facetem! Ona jednak uparcie mówiła do mnie Karolinka. Co gorsza moja mama wcale tego nie prostowała. Postanowiłem przy okazji zapytać Domirę o co chodzi. Tak mnie to zmęczyło, że zasnąłem. Jak zawsze wróciłem do Domiry.

Cześć! – krzyknąłem wchodząc jak do siebie.

Po chwili pojawił się Isah.

Witaj Karolu – powiedział.

Ten to zawsze był sztywny jakby kij połknął. Poza tym obraził się, że nie chcę zapomnieć.

Słuchaj, mam pytanie… – zacząłem.

Jesteś kobietą – odpowiedział bez emocji.

Chyba was pogięło?! – wrzasnąłem. – Jak mogliście mi to zrobić?!

Isah stał jak słup i się nie odzywał. Postałem tak chwilę gapiąc się na niego. Wreszcie doszedłem do wniosku, że on już nic mi nie powie. Nie dość, że jestem niemowlakiem to w dodatku dziewczynką. Czy mogło mnie spotkać coś jeszcze gorszego?!

Wszystko przed tobą Karolu – powiedział nagle Isah.

Przez moment zastanowiłem się o co mu chodzi… no tak, przecież czytał w moich myślach.

Poproś o pocałunek zapomnienia – dodał.

Nigdy – odpowiedziałem z zaciętą miną i powróciłem do swojego nowego ciała.

Cały czas dźwięczały mi w uszach słowa Isaha: „Wszystko przed tobą”. W sumie nie wiedziałem czego się spodziewać, ale wiedziałem, że niespodzianki będą. Moja mama bardzo o mnie dbała, często zmieniała mi pieluchę i karmiła. Odpuściła też sobie wsadzanie mi do buzi cycka więc generalnie konfliktów nie było. Rozpoznawałem ludzi głównie na słuch, ale widziałem też coraz lepiej. Wiedziałem, że mama ma na imię Weronika a tata Michał. Ładnie się do siebie odzywali i do mnie zresztą też. Rodzeństwa raczej nie miałem. Przebolałem fakt, że mówią do mnie Karolinka, nie mogłem tego zmienić… na razie. Któregoś dnia leżałem sobie w łóżeczku, a nade mną dyndała karuzela z zabawkami. Pierwszy raz zauważyłem, że wyraźnie rozpoznaję kształty. Hura, odzyskiwałem całkowicie mój wzrok! Byłem tak szczęśliwy, że zacząłem wierzgać nogami i machać rękami – niestety koordynacja była bez zmian. Do tego jeszcze wydawałem z siebie bliżej nieokreślone dźwięki co zwabiło do pokoju mamę. Pochyliła się nade mną z uśmiechem na ustach i wtedy zamarłem. Moja mama wyglądała jak MOJA Nika tylko trochę starsza. Wszystko zaczęło mi się układać. Przypomniałem sobie jak jej głos wydawał mi się znajomy… i innych ludzi też. Być może odwiedzali mnie nasi znajomi ze szkoły! Nika pogłaskała mnie po policzku. Odruchowo wyciągnąłem do niej ręce. Podniosła mnie i przytuliła. To ja chciałem ją przytulić, chciałem powiedzieć, że to ja, Karol, że ją kocham i że jestem z nią już na zawsze. Zamiast tego gaworzyłem jak debil, a ona nic nie rozumiała. Teraz pożałowałem, że nie chciałem tego cycka. Pierwszy raz też ucieszyłem się, że jestem dziewczynką. Nie zniósłbym gdyby oglądała mojego penisa… w wersji mini mini. Po chwili jednak ogarnęła mnie nostalgia i się rozryczałem. Jak ona mogła! Ciekawe jak szybko się pocieszyła?! I z kim? Z jakimś Michałem?! Przytulała mnie i kołysała, aż zasnąłem.

Jak zwykle wylądowałem u Domiry. Czekała na mnie.

Dobrze się czujesz Karolu? – zapytała z troską.

Nie, czuję się fatalnie i jestem wściekły! – odburknąłem. – Jak mogłaś mnie w to wrobić?! – spojrzałem na nią z wyrzutem. – Moja laska jest teraz moją matką! Sama to wymyśliłaś?!

Karolu uspokój się, to nie do końca zależy ode mnie – świdrowała mój mózg próbując mnie uspokoić. – Twoja przedwczesna śmierć spowodowała, że nie zrobiliście tego, co było wam pisane. Musieliście więc spotkać się ponownie…

No ale co to za konfiguracja!? Ona jest moją matką, kurwa, nadążasz?! – przerwałem jej głupi wywód, bo byłem tak wściekły, że myślałem, że jej przywalę.

Dlatego jest pocałunek zapomnienia! – wrzasnęła Domira. Aż się cofnąłem. Nigdy się tak nie zachowywała. – Byłeś w przeróżnych konfiguracjach z Weroniką – powiedziała już spokojniej. – Dusze podzielone są na pewne grupy i w każdym życiu spotykają się ludzie z tej samej grupy, tylko w różnych konfiguracjach, rozumiesz to! Teraz ona wyciera ci tyłek, ale trzy życia wcześniej było dokładnie odwrotnie! Poproś o pocałunek zapomnienia, bo inaczej naprawdę zwariujesz – ostrzegła.

O na pewno nie teraz – odpowiedziałem. – Chcę wiedzieć kto ją bzyknął zamiast mnie i dam mu popalić, tego możesz być pewna.

Przy całej napiętej sytuacji Domira uśmiechnęła się ukradkiem.

Proszę, nie ciągnij tego zbyt długo – powiedziała poważnie. – Ja teraz nie mogę dać ci tego pocałunku na siłę. My możemy to zrobić tylko w momencie zejścia duszy na ziemię, potem sam musisz o to poprosić. Nie wolno nam ingerować w niczyje życie.

Wiesz – zmieniłem temat – Nika wygląda dosyć poważnie, choć jest bardzo piękna. Ile ona ma lat?

37 – odpowiedziała cicho Domira.

Byłem z wami 22 lata! – krzyknąłem z niedowierzaniem.

Mówiłam ci, że tu czas nie istnieje. Proszę cię Karolu poproś o pocałunek zapomnienia – westchnęła.

Jeszcze nie teraz – odpowiedziałem.

Tutaj czas nie istnieje, ale na ziemi tak. Będziesz do nas przychodził często, ale tylko do drugiego roku życia. Potem brama zacznie się dla ciebie zamykać, będziesz tu coraz rzadziej, aż w wieku twoich czterech lat zamknie się całkowicie. I spotkamy się dopiero po twojej śmierci.

Więc mam czas na pocałunek zapomnienia do czwartego roku życia – upewniałem się.

Pokręciła głową.

Im dłużej będziesz z tym zwlekał, tym gorzej.

Jeszcze nie teraz – powtórzyłem. – Do zobaczenia wkrótce – westchnąłem i wróciłem na Ziemię.

Obudziłem się całkiem zadowolony z życia. Prawie całkowicie wybaczyłem też Nice, w sumie nie żyłem ponad dwadzieścia lat, dobrze, że się ogarnęła. Ciekawiło mnie jednak za kogo wyszła za mąż, czy był podobny do mnie, czy może całkiem inny. Wiedziałem, że mój hm… tata wkrótce wróci do domu. Nika zawsze zwijała się jak w ukropie, żeby ze wszystkim zdążyć przed jego przyjściem. Opowiadała mi też, że tata niedługo przyjdzie. No dobrze… niech przychodzi. Wreszcie usłyszałem, że przekręca klucz w zamku, Nika jak zwykle zostawiła mnie samego i poleciała się z nim przywitać. Oczywiście słyszałem jak się całują w przedpokoju. Rozdarłem się na całe gardło, żeby o mnie nie zapomnieli. Po chwili Nika weszła do pokoju i pochyliła się nade mną.

Co się stało Karolcia, tatuś wrócił – pogłaskała mnie po głowie.

Wyciągnąłem ręce, żeby mnie podniosła. Wzięła mnie i mocno przytuliła. Uwielbiałem zapach jej włosów, pamiętałem go dokładnie jeszcze sprzed wypadku. Wtuliłem się w nią i poszliśmy do kuchni. Po chwili wszedł ON. Jak go zobaczyłem, to myślałem, że go zabiję. Moim ojcem był mój rodzony, rok starszy brat Michał. Ten palant ożenił się z MOJĄ dziewczyną i zrobił jej dziecko… czyli mnie. I jeszcze wyciąga do mnie ręce. O nie! Zemsta będzie słodka!

Nika podała mnie Michałowi, a ten zaczął mnie podrzucać, że podrygiwałem jak jakaś kukiełka. Wrzasnąłem na niego z niezadowoleniem, więc przestał i mnie przytulił. Miałem wielką ochotę wsadzić mu palec w ucho, ale niestety na razie nie byłem w stanie tego zrobić – zbyt mała dziura w stosunku do możliwości koordynacyjnych. Ale co się odwlecze… są inne sposoby, żeby umilić mu życie. Rozpłakałem się rzewnie i uspokoiłem dopiero, kiedy Nika wzięła mnie na ręce. Ten baran sam musiał sobie wziąć obiad… i dobrze. Potem ja dostałem swoją kolację. Musiał mi ją przygotować kochany braciszek, bo płakałem na sam jego widok, od tej pory mogła się mną zajmować wyłącznie Nika. Wyjątkiem była kąpiel, kiedy to działali oboje. I tu mogłem kontynuować mój plan zemsty. Po kąpieli Michał wziął mnie na ręce, okrył ręcznikiem i zaniósł do pokoju. Ponieważ było ciepło więc się rozkopałem i przyglądałem mu z ciekawością. Gadał do mnie więc wyciągnąłem do niego ręce. Wziął mnie gołego i przytulił do siebie. I wtedy to zrobiłem. Kupę. Poleciała po koszuli i po spodniach. Uśmiałbym się, gdybym potrafił. Zagadałem po swojemu radośnie gaworząc co w wolnym tłumaczeniu znaczyło: „No i jak teraz wyglądasz tłuczku? Zachciało ci się mojej dziewczyny, to masz.” Zawołał Nikę, która uśmiała się serdecznie jak zobaczyła moje dzieło. Czekała mnie rzecz jasna ponowna kąpiel, a tatuś poszedł się przebrać. Doszedłem też do wniosku, że w tej sytuacji nie mogę spać sam w swoim łóżeczku. Moje miejsce jest przy mojej ukochanej kobiecie. Wszelkie próby położenia mnie do łóżeczka kończyły się wrzaskiem, a gdy obudziłem się w nocy i zobaczyłem, że mnie wykopali ze swojego łóżka, urządzałem takie dantejskie sceny, żeby im się odechciało. Trwało to parę dni i słyszałem jak Nika radzi się mojej i swojej mamy co ze mną zrobić. Michał nie mógł się do mnie dotknąć, chyba, że wyczułem okazję, żeby mu dokopać. Rozpocząłem kampanię trzy razy TAK dla cycka i czułem, że już wkrótce dostanę go do zabawy. W tej sprawie też Nika rozmawiała ze starszyzną plemienną. W sumie śmiać mi się chciało na te wszystkie porady. Sprawa była prosta: Nika jest moja i kropka.

Rozwijałem się prawidłowo tak jak obiecała Domira, kochałem Nikę coraz bardziej i coraz bardziej wkurzał mnie Michał. Oczywiście mogła się mną zajmować wyłącznie Nika… i czasem moja mama. Nikt więcej nie miał prawa nawet na mnie spojrzeć, bo dostawałem szału i wyłem jak pies do księżyca. Pewnego dnia usłyszałem jak Nika płacze do swojej mamy, że już nie ma siły w kółko się mną zajmować, że jestem nieznośny, nie daje jej chwili spokoju nawet w nocy i w ogóle to skończy w wariatkowie jak tak dalej będzie. Mądra babcia poleciła jej, żeby poradziła się w tej sprawie lekarza, może przepisze mi jakieś środki uspokajające. Super!!! Szczęście, że to usłyszałem, musiałem zmienić taktykę. Jak zaczną mnie szprycować uspokajaczami, zostanę zombi jeszcze przed ukończeniem pierwszego roku życia. Zacząłem planować jakąś strategię działania, ale szybko stuknąłem się w czoło. Jestem niemowlakiem i moje zachowanie ma prawo być kompletnie irracjonalne i niewytłumaczalne! Szalony plan totalnego spontanu wprowadziłem natychmiast. Gdy tylko Michał wrócił z pracy zacząłem do niego gugać jak jakiś kretyn i wyciągać ręce. Zdziwiony wziął mnie z łóżeczka i bawił się ze mną przez cały wieczór. Oczywiście dwa razy mi się na niego ulało i raz go oplułem, ale i tak wyglądał na szczęśliwego. Kolejne dni przyniosły znaczną poprawę mojego zachowania i Nika znów zaczęła się uśmiechać. Opowiadała wszystkim, że zmieniłem się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. W dniu moich pierwszych urodzin zjechali się goście, był suto zastawiony stół, tort, dmuchanie świeczki i mnóstwo prezentów. Oczywiście jak zwykle byłem bardzo grzeczny i przyjaźnie nastawiony do wszystkich. Moją uwagę przykuła jednak szynka rozłożona fantazyjnie w plasterkach na półmisku. Od roku marzyłem o kawałku jakiegoś zwierzaka do zjedzenia. No cóż, taki los. W poprzednim życiu lubiłem mięso. Siedziałem na kolanach u dziadka Henia, który kiedyś był moim ojcem, i gaworzyłem do babci Jadzi, mamy Niki. I wtedy to się stało. Dziadek wziął dwa plasterki szynki i położył sobie na talerzyku. Niewiele myśląc złapałem je i wepchnąłem sobie do buzi. Co to był za cudowny smak. Jako że byłem posiadaczem kilku zębów gryzłem szynkę najszybciej jak potrafiłem. Pierwszy zauważył to Michał i rzucił się na mnie wpychając mi palec do buzi. Ugryzłem go najmocniej jak mogłem i niczym gęś wyścigowa czym prędzej połknąłem szynkę. Nie na długo jednak. Chwilę później zwróciłem ją na koszulę dziadka w niemalże nienaruszonym stanie. Cała ta historia skłoniła jednak moich gości do rozważania czy Nika nie powinna zacząć karmić mnie jakimś mięsem. Klaskałem radośnie i podskakiwałem na kolanach Michała (dziadek miał mnie chwilowo dosyć) dając im do zrozumienia, że to doskonały pomysł. Dalsza część urodzin minęła już bez większych stresów.

Chodziłem po domu jak pijana kaczka w momencie upadku łapiąc się czegokolwiek w myśl przysłowia, że tonący brzytwy się chwyta. Z tym, że ja akurat byłem upadający. Wtedy też poznałem prawdziwe zastosowanie mokrej pieluchy. Otóż upadanie na tyłek przy suchej pieluszce jest zdecydowanie bardziej bolesne niż przy mokrej. I tu pojawiła się kolejna moja fobia: przez cały dzień nie pozwalałem sobie zmienić pieluchy. Trwało to parę tygodni, aż przestałem się zataczać i lądować na tyłku po każdym oderwaniu stopy od podłogi.

Po pierwszych urodzinach przestałem tak często pojawiać się u Domiry i Isaha. Któregoś razu rozmawiała ze mną bardzo długo i namawiała na pocałunek zapomnienia. Mówiła, że teraz moja pamięć może stać się dla mnie niebezpieczna. Oczywiście czułem, że ściemnia. Wytrzymałem najgorszy okres, teraz mogło być już tylko lepiej. Zacznę gadać i wszystko stanie się jasne.

Nadeszły ciepłe, a nawet bardzo ciepłe dni i zaczęliśmy z Niką coraz więcej czasu spędzać na dworze. Co prawda ja głównie w spacerówce, ale co tam, było super. Chciałem odwiedzić stare śmieci, bo mieszkaliśmy w blokach na końcu Piaseczna, gdzieś koło ulicy Świętojańskiej. Stare śmieci to dla mnie był ogródek jordanowski z samolotem na górce i plac zabaw koło poczty Szkolnej. Nika jednak wychodziła ze mną głównie na mały placyk przed blokiem, wrzucała moje zabawki do piaskownicy i kazała mi ryć w piachu. Czy ja wyglądałem na jakiegoś kreta? Musiałem jakoś dać jej do zrozumienia, żeby poszła ze mną gdzie indziej. Któregoś słonecznego dnia siedzieliśmy sobie jak zwykle, ja w piachu, a ona na murku oddzielającym piaskownicę. Spojrzałem na nią, uśmiechnąłem się i wiedziałem, że tym razem mi się uda. Nika – powiedziałem wyraźnie. Trzymała w ręku łopatkę, która w tym momencie po prostu wpadła do piaskownicy. Nika siedziała z otwartą buzią i nie wiedziała czy się nie przesłyszała. Nie chodziło nawet o to, że to było moje pierwsze słowo, chodziło o to, że oprócz mnie… czyli Karola, nikt jej tak nie nazywał. Wiedziałem o tym doskonale… i ona też to wiedziała. Tego dnia szybko zabrała mnie z piaskownicy i poszliśmy do domu. Wiem, że do kogoś dzwoniła, ale niestety zasnąłem i film mi się urwał.

Przez jakiś czas przyglądała mi się dziwnie, a ja zrozumiałem, że muszę przygotować ją powoli do informacji, że jestem Karolem. Wiedziałem, że pewnego dnia będzie gotowa, żeby to usłyszeć i zrozumieć. Krótko po tym fakcie rozgadałem się na dobre. To niesamowite uczucie, tak jakby nagle, z dnia na dzień, ktoś rozwiązał twój zasupłany język i wkraczasz w świat normalnych ludzi. Komunikujesz się za pomocą słów. Nigdy nie myślałem, że to będzie takie fantastyczne uczucie. Nie gugasz, nie stękasz, nie płaczesz… po prostu mówisz o co ci chodzi.

Zaczęły się wakacje i Michał też był w domu. Z tego co podsłuchałem nie mieli za bardzo pieniędzy, żeby wyjechać na urlop więc postanowili, że spędzimy ten czas w domu, we trójkę. Któregoś dnia poszliśmy na spacer. Kiedy doszliśmy do starego cmentarza zacząłem wyrywać się z wózka, żebyśmy w końcu poszli na moje stare, duże place zabaw. Michał spiął mnie bardziej szelkami i poszliśmy. Po raz pierwszy dokładnie przyjrzałem się ulicom. Nic nie było takie jak w latach osiemdziesiątych. Kto to widział, żeby przy starym cmentarzu było rondo?! Przyglądałem się temu z coraz większą ciekawością. Szliśmy ulicą Hanki Sawickiej… kurcze za moich czasów na tej ulicy zazwyczaj była breja i trzeba było chodzić w kaloszach. Aha i jeszcze rozwalający się mostek przez Smródkę zwaną oficjalnie Perełką. Piękne domy, bloki, wielki sklep w miejscu, gdzie jak pamiętam nie było nic. Szliśmy sobie… to znaczy ja siedziałem w wózku, i rozglądałem się z niedowierzaniem jak bardzo Piaseczno zmieniło się przez te dwadzieścia lat. Ciekaw byłem czy place zabaw są nadal. Kiedy byliśmy przy przedszkolu na Fabrycznej… tak przedszkole stało jak dawniej i to bardzo mnie ucieszyło, znów zacząłem podskakiwać w wózku i krzyczeć „Tam, tam” pokazując jednocześnie żebyśmy poszli na ogródek jordanowski. Nie mogłem się doczekać kiedy się pobawię na samolocie. Nika i Michał w sumie bez problemu zaczęli iść tam gdzie pokazywałem pytając mnie tylko od czasu do czasu czy chcę iść właśnie tu, czy może gdzieś skręcimy. Byli wyluzowani i spokojni, w końcu to był ich wspólny urlop. Kiedy zobaczyłem coś srebrnego na górce znów zacząłem podskakiwać w wózku i krzyczeć „Molot, sia molot”. Michał i Nika popatrzyli na siebie zdziwieni. Nie mówiłem jeszcze zbyt wyraźnie, ale orientowali się mniej więcej w tym moim narzeczu.

Karolciu tu nie ma samolotu – Nika nachyliła się nade mną i pogłaskała mnie po głowie.

Lubiłem jej czułości, ale nie w sytuacji kiedy traktowała mnie jak głupka.

Oć, oć – pokazałem palcem, żebyśmy poszli dalej, to jej pokaże.

Ruszyliśmy i chwilę później byłem na moim ulubionym ogródku jordanowskim. Ale ten plac zabaw w niczym nie przypominał placu z mojego dzieciństwa. Samolotu też nie było. Nie miałem już do tego siły więc rozpłakałem się rzewnie. Michał wziął mnie na ręce spoglądając niepewnie na Nikę. Ta tylko wzruszyła ramionami. Tak mnie to wszystko przygnębiło, że poszedłem spać.

Wylądowałem „na dywaniku” u Domiry.

Co ty wyprawiasz? – powitała mnie ostro.

O co chodzi? – zapytałem zdziwiony jej atakiem.

Wszystko widziałam, chcesz wylądować w wariatkowie?! – nie zmieniała tonu.

O co ci chodzi? – zapytałem ponownie.

Nie możesz im pokazać, że znałeś te miejsca – warknęła. – Masz się zachowywać jak przeciętny prawie dwulatek!

Nie rozumiem – wzruszyłem ramionami. – Przecież wiesz doskonale, że chcę im powiedzieć, że jestem Karolem. Pozwól mi to zrobić po mojemu.

Karolu od samego początku nie podobało mi się to. Wiele razy prosiłam cię, abyś z tego zrezygnował. To co robisz jest bardzo ryzykowne głównie dla ciebie…

Wiem, słyszałem to już ze sto razy – przerwałem jej. – I nie chcę słuchać więcej. Idę z powrotem oglądać nowe Piaseczno – uśmiechnąłem się na pożegnanie i wróciłem do ciała.

Dwa dni później ponownie wybraliśmy się do Piaseczna. Tym razem byłem jednak przygotowany na kolejne zmiany w mieście. Poszliśmy na plac, który Nika nazywała Danonki. Opowiadała mi, że ten plac jest blisko mieszkania babci i dziadka. Ok, przyjąłem to bez sprzeciwu. Okazało się, że MÓJ plac zabaw nadal stoi, a oprócz tego są jeszcze dwa, naprzeciwko szkoły, którą akurat kończyli budować jak ja kończyłem podstawówkę. Tym razem bawiłem się super. Po zabawie poszliśmy do dziadków i tam zasnąłem. Usłyszałem tylko jak Michał opowiada mamie o akcji z samolotem na jordanku i odleciałem w niebyt. Obudziłem się godzinę później, zjadłem obiad i byłem gotów do dalszej zabawy. Michał z Niką postanowili iść już do domu. Nika prosiła jeszcze Michała, żeby po drodze zajrzeli do Rossmanna. Jakiego rosmana – pomyślałem sobie, ale nic nie mówiłem. Okazało się, że w miejscu flagowej knajpy w Piasecznie, która nazywała się Panorama i była tam od zawsze, teraz jest jakaś drogeria. Masakra. Pomyślałem sobie, że co jak co, ale chłopaki nie pozwolili chyba zamknąć Maskotki, w końcu to była knajpka piaseczyńskiej młodzieży. Jakież było moje zdziwienie gdy w miejscu Maskotki zobaczyłem sąd. A nie wspomnę już o innych nowościach po drodze. Całe szczęście, że chociaż kościół Świętej Anny stał niezmieniony i w tym samym miejscu inaczej pomyślałbym, że trafiłem do Piaseczna, ale w innym województwie. Przypomniało mi się jeszcze, że przed urzędem gminy stał czołg i zanim pomyślałem zacząłem machać rękami i pokazywać „Ciołg, ciołg”. Nika i Michał spojrzeli na siebie niepewnie. Doskonale zrozumieli o czym mówię, ale tego czołgu dawno już tam nie było. Przykryli mnie więc tetrową pieluchą, opuścili oparcie żebym się położył i popędzili do domu. Nie protestowałem, czułem, że mój mały mózg nie ogarnia tych wszystkich zmian. Moje Piaseczno już nie było moje. Kilka dni później przechodziliśmy koło miejsca, gdzie kiedyś była największa lodziarnia w Piasecznie i mówiło się na to miejsce „lody po schodkach”, ponieważ wchodziło się tam po schodach. Wyrwało mi się „cie joda, cie joda” i pokazywałem palcem na lodziarnie. Niestety lodów też już tam nie było, ale miny moich rodziców utwierdziły mnie w przekonaniu, żeby muszę przestać co chwilę wyjeżdżać im z tą historią Piaseczna, bo poważnie zaczynają się niepokoić. Słyszałem wieczorem jak rozmawiają ze sobą zestawiając fakty świadczące o tym, że jestem jakiś dziwny czytaj opętany. Michał niby nie do końca w to wierzył, ale nie miał również argumentów przeciw.

Kilka dni później przybiegła moja dawna mama i radośnie oświadczyła, że znalazła w Warszawie egzorcystę i jesteśmy umówieni na jutro. W ogóle się tym nie przejąłem, bo nie wiedziałem, że chodzi o mnie. Następnego dni pojechaliśmy tam: ja, Nika, Michał i mama. Egzorcysta nie był miłym człowiekiem i pracował z ciemnymi mocami. Jako dziecko doskonale widziałem kim on jest, chociaż zewnętrznie wydawał się całkiem normalny. Nawet do mnie zagadywał, ale się przestraszyłem i rozpłakałem, a ten dziad mówił do nich, że ja już czuję, że on będzie wyganiał ze mnie złe moce. Debil, powinien najpierw zacząć od siebie! W każdym razie jak zaczął te swoje rytuały to zaczęły się pojawiać jakieś duchy i energie, które chciały mnie na siłę wywlec z mojego ciała. To był horror. Darłem się ile sił w płucach, a on zadowolony pokazywał wszystkim jak to złe moce się bronią przed wyjściem. Palant, doskonale wiedział, że nic mi nie jest i chciał przejąć moją duszę. Spojrzałem do góry i zobaczyłem Domirę i Isaha. Mieli bardzo smutne, ale i skupione miny. Wyglądało jakby tylko się przyglądali, ale ja czułem, że ostro o mnie walczą z tym szarlatanem. Wszystko trwało może dziesięć minut, ale czułem, że tracę już siły. Nie mogłem się jednak poddać, gdyby wygonił mnie z tego ciała już nigdy nie mógłbym wrócić. Nie wiem skąd miałem taką informację, ale wiedziałem, że jest prawdziwa. Kiedy skończył powiedział, że zabieg trzeba będzie powtórzyć jeszcze przynajmniej dwa razy, że musimy przyjechać pojutrze i jeszcze za kolejne dwa dni i że on już za to pieniędzy nie weźmie. Powiedział, że zależy mu na tym dziecku, czyli mnie, i bardzo chce mi pomóc. Sukinsyn jakbym miał swoje dawne ciało to bym go rozszarpał! A moja rodzina słuchała go w skupieniu, zapłaciła i jeszcze byli mu strasznie wdzięczni. Jechaliśmy z powrotem do domu i cały czas gadali o tym, że ze mnie coś wyłaziło i że ten koleś jest świetny i w ogóle bardzo serdeczny i muszą koniecznie doprowadzić tę sprawę do końca. Chciałem im powiedzieć prawdę, ale wiedziałem już, że oni w tę prawdę nie uwierzą. Poza tym pogodzili się ze śmiercią Karola i wcale nie chcieli mojego powrotu. Czułem, że ich umysły by tego nie ogarnęły tym bardziej, że uwierzyli facetowi, który zamiast pomagać ludziom kradł ich dusze. Tak mnie te rozmyślania zmęczyły, że w końcu zasnąłem.

Oczywiście w jednej chwili znalazłem się u Domiry i Isaha, którzy już na mnie czekali.

Nie będziemy mogli pomóc ci następnym razem – oświadczył Isah.

Rozumiem, dziękuję, że teraz mnie uratowaliście – odpowiedziałem z wdzięcznością. Dobrze wiedziałem co dla mnie zrobili. Gdyby nie oni, w moim ciele siedziałby teraz jakiś demon, a ja byłbym na rozkazy tego szarlatana.

Karolu to jest twoja ostatnia szansa – westchnęła Domira. – Jeśli nie zgodzisz się na pocałunek zapomnienia, będziesz się błąkał po świecie bez ciała i bez możliwości powrotu do nas. Ten człowiek jest magiem, który przeszedł na ciemną stronę mocy. Zrobi wszystko, żeby cię zdobyć…

Ale nie rozumiem jak pocałunek zapomnienia mu w tym przeszkodzi – przerwałem jej.

Nie będziesz już dla niego atrakcyjny. Będziesz zwyczajnym dzieckiem – odpowiedziała spokojnie.

Usiadłem na krześle i schowałem twarz w dłoniach. Czułem, że muszę to zrobić. Wiedziałem, że żarty się skończyły i sam sobie z tym nie poradzę. Siedziałem tak dłuższy czas i biłem się z myślami. Wreszcie zerwałem się z krzesła.

Dobrze, zróbmy to – powiedziałem nerwowo. – To faktycznie do niczego nie prowadzi. Będę teraz Karoliną Nowak i chociaż niczego nie będę pamiętał, mam pewność, że moi najbliżsi są i zawsze będą mi bardzo życzliwi – wygłosiłem tę tyradę bardziej dla siebie niż dla nich.

Mądry chłopczyk – uśmiechnęła się Domira.

Isah też wyglądał jakby mu ulżyło.

Czy ja naprawdę już nigdy sobie nie przypomnę Karola? – zapytałem ze łzami w oczach.

Domira spojrzała na Isaha, a ten nieznacznie skinął głową. Wzięła mnie za rękę i uśmiechnęła się.

Przypomnisz sobie – powiedziała. – Karolina Nowak będzie bardzo szczególną dziewczynką, którą będzie ciekawiło wszystko co magiczne i niewytłumaczalne. Są sposoby, żeby odkryć przed sobą swoje poprzednie wcielenia i ty je poznasz i będziesz stosować w pracy z ludźmi.

Łał! – zakrzyknąłem radośnie. – Czy to znaczy, że będę prawdziwym egzorcystą, ale nie takim jak ten palant.

Nie Karolu, to znaczy, że jesteś Magiem i w tym życiu odkryjesz swoją moc – odpowiedziała Domira. – O nic więcej już nie pytaj i tak powiedziałam bardzo dużo – uprzedziła moje kolejne pytanie.

No dobra, to zróbmy to – westchnąłem. – A czy będę do was jeszcze przychodził? – zapytałem z nadzieją w głosie.

Bardzo rzadko – uśmiechnęła się Domira i pocałowała mnie w usta.

Czułem, że lecę w dół z ogromną prędkością.

Nika i Michał siedzieli na sofie, Nika oparła się o niego plecami, a on obejmował ją ramionami. Nic nie mówili, każde zatopione w swoich myślach, osobno, a jednak razem. W pewnym momencie w łóżeczku poruszyła się kołderka.

Zobacz maleńka się obudziła – Nika zerwała się z sofy i podeszła do łóżeczka. – Cześć Karolciu, jak się czujesz? – wzięła małą na ręce.

Karolcia roześmiała się radośnie i dała mamie buziaka, a potem wyciągnęła ręce do taty, który siedział na sofie.

Chodź Karolinko – uśmiechnął się Michał i wyciągnął ręce do córeczki. Karolcia objęła go mocno za szyję.

Myślisz, że teraz już wszystko będzie dobrze – Nika spojrzała na męża, w jej oczach czaił się strach.

Na pewno kochanie – Michał wstał z sofy i przytulił ją. Przytulili się wszyscy troje.

Dwa dni później znów pojechali do egzorcysty. Tym razem jednak spojrzał tylko na Karolinkę i oświadczył opryskliwie, że już nic więcej zrobić nie może i wyrzucił ich ze swojego gabinetu. Wszyscy byli dosłownie w szoku i postanowili więcej nie korzystać z usług takich podejrzanych i humorzastych osobników.

Wieczorem Karolcia poszła spać, a Nika i Michał usiedli naprzeciwko siebie, przy stole w kuchni. Michał wziął dłonie żony w swoje.

Nasze dziecko jest zdrowe i wszystko z nim jest w porządku – powiedział twardo.

Tak wiem – uśmiechnęła się Nika. – W końcu wujek Karol opiekuje się nią z góry. Gdyby żył z pewnością byłby jej ojcem chrzestnym.

Gdyby żył, pewnie byłby jej ojcem biologicznym – Michał spojrzał smutno na żonę. – Mimo to bardzo chciałbym żeby żył – dodał po chwili.

Nie wiesz co by było – Nika pocałowała męża w dłoń. – Dużo bym oddała, żeby Karol był z nami, ale teraz kocham ciebie i chcę być z tobą.

Tak wiem, czuję to – uśmiechnął się Michał. – Cieszę się, że jesteś ze mną i że mamy taką śliczną córeczkę.

Nika uśmiechnęła się figlarnie.

A co byś powiedział na ślicznego syneczka? – zapytała.

Michał spojrzał na nią z niedowierzaniem.

Serio, jesteś w ciąży? – zapytał radośnie.

To jeszcze nic pewnego, okres mi się spóźnia, ale czuję, że to może być maleństwo – odpowiedziała. – Ale to jeszcze nic pewnego – powtórzyła.

Michał zerwał się z krzesła i porwał żoną w ramiona.

To fantastycznie – powtarzał całując ją.

Puść mnie ty wariacie – śmiała się Nika obejmując go za szyję.

Na górze tej scenie przyglądali się Karol, Domira i Isah. Karol miał łzy w oczach, gdy słuchał jak miło go wspominają.

Serio znów jest w ciąży? – zapytał po chwili.

Domira uśmiechnęła się tajemniczo.

I będzie chłopak? – dopytywał się Karol.

Domira z uśmiechem wzruszyła ramionami. W głowie Karola zaświtał pewien pomysł.

O nie, nawet o tym nie myśl – powiedziała szybko Domira.

A serio, to jest możliwe? – Karol uśmiechnął się szelmowsko.

Domira zrozumiała, że dała się podpuścić.

Jest możliwe, ale bardzo rzadko. Nie zgadzam się, żeby twoja dusza zeszła w ciało tego dziecka. Ty już masz jedno ciało – powiedziała twardo.

Nie kombinuj Karolu – odezwał się Isah.

Do tego dziecka już jest przypisana dusza – oświadczyła Domira.

Dobra, już dobra, żartowałem – poddał się Karol.

To spadaj na dół i bądź grzeczny, a mamusia urodzi ci ślicznego i miłego braciszka – uśmiechnęła się na pożegnanie Domira, a Karol poczuł, że Karolinka zaczyna się budzić.

Wstał kolejny piękny dzień.

This entry was posted in Uncategorized. Bookmark the permalink.

One Response to Opowiadanie “Zatrzymać czas” … coś o reinkarnacji :) Zapraszam do przeczytania.

  1. Franticfan says:

    Ciesze sie ze znalazlem twoja strone, teraz jestem tu stalym gosciem, tylko troche ciezko bylo ja znalezc w wyszukiwarce na podana fraze, trzeba ja lepiej wypozycjonowac. Podepnij sobie ja do systemu wymiany linkow i masz pozycjonowanie za darmo, ruch powinienen ci wzrosnac kilkakrotnie jak wbijesz sie na pierwsza strone google.
    Wpisz sobie w google – seo stronka z seo poradami – tu jest wszystko opisane, napewno ci sie przyda
    pozdro

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *